Kiedy słyszysz: znak, myślisz: drogowy. Tak chyba jest, prawda? I trudno się dziwić, bo spotykasz je najczęściej. Kiedy jedziesz na rowerze, na hulajnodze, samochodem, a nawet kiedy idziesz pieszo. Po co są znaki drogowe? Najprościej mówiąc, dbają o nasze bezpieczeństwo. Pomagają poruszać się po drogach. Pokazują, jak jechać, w którą stronę skręcić, ostrzegają przed niebezpiecznym zakrętem i mówią, co zrobić trzeba, a czego zrobić nie wolno. Dzięki nim na drodze jest jako taki porządek.
Mnóstwo aplikacji pomaga trafić do celu. Ale nawet najlepsza potrafi wyprowadzić w las. Kiedyś w pięknych okolicach Warmii i Mazur miałam dojechać do siedliska otoczonego łąkami i lasami, gdzie oprócz gościnnych gospodarzy mieszkały przeróżne zwierzęta, na czele ze szlachetnymi końmi i uroczymi krowami o ogromnych oczach. Dostałam adres, wpisałam w nawigację i ruszamy...
Matteo mieszkał na południu Włoch. Jak większość kolegów kibicował Juventusowi. Uwielbiał chemię i informatykę. Miał dziewczynę. Grał na gitarze i śpiewał w szkolnym zespole rockowym. Wszędzie go było pełno. Bardzo lubiany i zawsze uśmiechnięty. Zresztą popatrzcie na okładkę – to on. Matteo Farina – jego szeroki uśmiech i dobre oczy zapamiętacie na pewno.
Obraz, który widzicie poniżej, namalował Caravaggio, słynny włoski malarz. To jedno z najbardziej znanych jego dzieł. Można je oglądać w Rzymie, w kaplicy Kościoła św. Ludwika, niedaleko Piazza Navona, pięknego placu z trzema fontannami. Mówi się, że jeśli ktoś odwiedza Wieczne Miasto i nie zajrzy do tej kaplicy, to trochę tak, jakby pojechał do Neapolu i nie spróbował pizzy.
Droga, którą musiał przejść Jezus przed ukrzyżowaniem na Golgocie, nie była długa – jakieś 600, najwyżej 700 metrów. To mniej więcej tyle, ile trzeba przejść z krakowskiego Rynku na Wawel. Nawet trochę mniej. Taki odcinek drogi, wcale się nie spiesząc, można pokonać w ciągu 15 minut.
Są ich miliony. Każdego dnia płacą najwyższą cenę za swoją wiarę. Mimo to trwają przy Jezusie. Czy wiecie, kto na świecie jest najbardziej prześladowany? Chrześcijanie. I w dodatku są to największe prześladowania w historii, czyli nawet nie pierwsi chrześcijanie, ale współcześni najbardziej cierpią za wiarę w Chrystusa.
Od trucizny trzeba trzymać się z daleka. Szukać trzeba tylko tego, co sprawia, że chce się być lepszym. Dostałam kiedyś dwa dość długie listy. Najpierw napisał dziadek o swoim wnuku. Nie, żeby się skarżył. Dziadek się martwił. Tydzień później napisała babcia. Też się martwiła, i to bardzo, o swoją 13-letnią wnuczkę.
Co za niespodzianka! Kto by pomyślał! Ale po kolei… Popatrzcie na zdjęcie obok, widzicie, co tam jest? Piękna choinka na Placu św. Piotra w Rzymie przed bazyliką, a właściwie, patrząc na wprost, po prawej stronie bazyliki. To się zgadza. Wprawdzie to nie jest choinka tegoroczna, bo ta rozbłyśnie dopiero 15 grudnia, kiedy ten numer „Małego Gościa” będzie jeszcze w drukarni, ale w każdym razie będzie pewnie jakoś do niej podobna.
Spotkałam dzisiaj świętą rodzinę. Nie wierzycie? Serio! Ale po kolei. Kiedy dowiedziałam się, że są blisko, no bo sześćdziesiąt kilometrów, cóż to dziś za odległość, nie zastanawiałam się długo i wcześnie rano pojechałam na spotkanie.
Kiedyś podczas obiadu w klasztorze ojciec Pio nagle wstał i wyszedł. Dwaj bracia, zaciekawieni, poszli za nim. Usłyszeli, że z kimś rozmawia. Podeszli jeszcze bliżej. Co się okazało? Obok zakonnika… nie było nikogo. „Nie martwcie się, wszystko jest dobrze. Rozmawiam tylko z kilkoma duszami, które właśnie idą z czyśćca do raju.
Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript.Zmień ustawienia lub wypróbuj inną przeglądarkę.