Szopka żywa, nie lukrowana
W rodzinie Montusiewiczów stajenka każdego roku jest inna fot. ARCHIWUM RODZINNE

Szopka żywa, nie lukrowana

Gabriela Szulik

MGN 12/2007

publikacja 15.11.2007 16:41

Zwyczaj stawiania szopki narodził się w naszym domu dość wcześnie. Wtedy chyba, gdy mieliśmy tylko dwoje czy troje dzieci – Ryszard Montusiewicz próbuje znaleźć początek rodzinnej tradycji.

Najpierw usłyszeliśmy o tym na katechezach przed Bożym Narodzeniem w ramach spotkań neokatechumenatu. Potem, któregoś razu byliśmy we Włoszech, w Porto San Giorgio, i tam, w kościele parafialnym widzieliśmy piękną szopkę. Wiele postaci się ruszało, płynęła woda i coś się świeciło. Pod wpływem tamtych katechez i tego, co zobaczyli, w rodzinie Montusiewiczów zaczęto robić szopki. Dzieci bardzo się tym pasjonowały. Za każdym razem powstawała inna szopka.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
Pierwsza strona Poprzednia strona Następna strona Ostatnia strona
oceń artykuł Pobieranie..