nasze media Najnowszy numer MGN 12/2018

Leszek Śliwa

|

MGN 12/2008

dodane 17.11.2008 10:53

Powrót czarodzieja

Nie pije, nie pali, nie przeklina. Na boisku nie kopie rywali, nie dyskutuje z sędziami, nie próbuje ich oszukać. O kim mowa? O grzecznym prymusiku z pierwszej klasy, który zapisał się do szkółki piłkarskiej? Nie, o jednym z najlepszych piłkarzy na świecie.

Skromny i nieśmiały Hiszpan Juan Carlos Valerón jest zaprzeczeniem wszystkiego, co kojarzy się z gwiazdorstwem. Z jednym wyjątkiem: mało kto potrafi grać w piłkę tak jak on. Kilka lat temu zachwycał kibiców na całym świecie. Mówiono o nim „hiszpański Zidane”, podziwiano „brazylijską” technikę, nazywano magiem lub czarodziejem. Jego genialne podania otwierające drogę do bramki przeciwnika wielokrotnie można było podziwiać w telewizyjnych powtórkach. Karierę Valeróna w styczniu 2006 roku brutalnie przerwała ciężka kontuzja. Kiedy wszyscy o nim już prawie zapomnieli, po dwóch latach walki z własną słabością i trzech poważnych operacjach wrócił na boisko i z meczu na mecz gra coraz lepiej.

BARDZO DOBRY CZŁOWIEK
– Jeśli jakiś piłkarz zostanie kiedyś wyniesiony na ołtarze, będzie nim Juan Carlos Valerón. To bardzo dobry człowiek – pół żartem, pół serio powiedział kiedyś Javier Irureta, były trener klubowy Valeróna w Deportivo la Coruña. To powszechna opinia w hiszpańskim środowisku piłkarskim. Nikt nigdy nie widział, by Valerón się na kogoś zdenerwował. Nie obraża się nawet, gdy zostanie złośliwie sfaulowany. Nigdy nie domaga się żółtej kartki dla rywala. – Zawsze staram się postępować tak, jak sądzę, że Bóg ode mnie wymaga. Nie ma żadnego powodu bym na boisku zachowywał się inaczej niż poza nim – tłumaczy spokojnie piłkarz. Valerón jest człowiekiem bardzo religijnym. Hiszpańskie media nie mogą się nadziwić, że na zgrupowania drużyny zabiera ze sobą Biblię, którą codziennie czyta, a w wywiadach mówi otwarcie o swojej wierze.

CODZIENNA OBECNOŚĆ BOGA
Urodził się w małym miasteczku Arguineguín na Wyspach Kanaryjskich. Zawsze był wątły, słabszy fi zycznie od rówieśników. Dlatego jego talent dostrzeżono dość późno. Jego piłkarski rozwój wstrzymały też dwa ciosy, które dosięgnęły jego rodzinę. Najpierw, w wieku zaledwie trzydziestu lat, zmarł Prudencio Valerón – starszy brat Juana Carlosa. Wkrótce potem śmierć zabrała także ich ojca. – Zawsze byliśmy rodziną wierzącą. Ale dopiero po śmierci ojca i brata Bóg zaczął odgrywać w naszym życiu naprawdę ważną rolę. Codziennie czytałem Psalm 23, mówiący o tym, że Bóg jest ze mną zawsze, bez względu na to, czy spotyka mnie coś złego, czy dobrego. Zacząłem odczuwać tę codzienną, opiekuńczą obecność Boga – opowiadał piłkarz w jednym z wywiadów. – Mając Jezusa w sercu, wiem, że wszystko, co się wydarzy w moim życiu, będzie służyło mojemu dobru, dlatego wszystko przyjmuję z radością.

« 1 2 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    minialo
    ostatnia aktywność: Dziś 11:57
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 2
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 10.12.2018
    łączna liczba komentarzy: 21
  • 3
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 12.06.2018
    łączna liczba komentarzy: 13
  • 4
    wierzchowskijan49
    ostatnia aktywność: 25.04.2018
    łączna liczba komentarzy: 13