nasze media MGN 10/2020
dodane 16.11.2010 12:51

Monika

Za jakie grzechy trafia się do czyśćca, a za jakie do piekła?

Droga Moniko.
Jest taka historyjka o babie, która przyszła do bram nieba. Święty Piotr ją zatrzymuje i mówi, że tu trzeba mieć minimum sto punktów. No to baba mówi, że codziennie chodziła do kościoła. – Brawo – mówi Piotr. – Jeden punkt. Co jeszcze?
– Co dnia odmawiałam różaniec. – Dobrze, drugi punkt. Co jeszcze?
Baba, spocona z nerwów, wymieniła dobre uczynki, posty i jałmużny, pielgrzymki i nabożeństwa. Uzbierało się tego ledwie 10 punktów. Więcej ani rusz. – No to, niestety – rozkłada ręce święty Piotr. Na to baba przerażona: Jezu, ratuj!
– Bardzo dobrze – uśmiechnął się Piotr. – Sto punktów.
W twoim pytaniu, Moniko, kryje się przekonanie, że Bóg jest rodzajem wykidajły, który przy wejściu na imprezę sprawdza, kto może wejść, a kto nie. Według tej wizji aniołowie każdemu przystawiają grzechotest (albo grzechomat, jak kto woli) i wyskakuje: ten się zmieścił pod kreską – to do czyśćca. Następny. Oj, ten przekroczył limit – niech spada.
Tak, na szczęście, nie jest. Bóg już w Starym Testamencie objawił przecież, że traktuje nas jak swoje dzieci, a w Jezusie udowodnił nam, że kocha nas aż poza granice cierpienia i śmierci.
Gdyby były takie grzechy, za które człowiek musiałby trafić do piekła, to by znaczyło, że grzech jest większy od ofiary Jezusa. A to niemożliwe. Nie ma takiego zła, którego na krzyżu nie zwyciężył Jezus. Popatrz na tych bandytów, co wisieli obok Jezusa. Obaj mieli na sumieniu podobne, ciężkie grzechy. A jednak jeden z nich nawet do czyśćca nie poszedł, tylko od razu do nieba! Wiemy to na pewno, bo powiedział to sam Jezus: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”. To była najszybsza kanonizacja w dziejach świata. Los tego drugiego nie jest nam znany, ale wiele wskazuje na to, że dostał to, co sam wybrał. A wybrał paskudnie, bo jeszcze w obliczu śmierci drwił z Jezusa.
Co sprawiło, że dwaj tacy sami obwiesie, z podobnie zbrodniczym dorobkiem, skończyli tak różnie? Tych kilka słów: „Jezu, wspomnij na mnie”. W tych jednym zdaniu był głęboki żal. Bandzior po prostu szczerze się nawrócił. A gdy człowiek się nawraca, Bóg jakby traci miarę w hojności. Jakby cały się rozpływa ze szczęścia, że jego zagubione dziecko się znalazło. Cały rzuca się na pomoc człowieka i obsypuje go niesłychanymi łaskami.
Dlaczego tak? Bo Bóg kocha nas bardziej niż rodzice. A każdy dobry rodzic będzie walczył o swoje dziecko. Będzie je ratował zawsze i w każdej sytuacji. Gdy człowiek szczerze zawoła „Jezu, ratuj!”, przybędzie natychmiast. Bezradny będzie tylko wtedy, gdy dziecko samo nie będzie chciało ratunku. Na wolną wolę człowieka nie ma sposobu. Jeśli człowiek jest dumny ze swoich grzechów, ani rodzice ani sam Bóg nic nie poradzą.
Dlatego tak niebezpieczną rzeczą jest lekceważenie grzechu, a nawet nazywanie go dobrem. W takich warunkach bardzo trudno żałować. Tacy ludzie sami siebie stawiają w strasznej sytuacji. Bo jeśli ktoś trafi do piekła, to nie za grzechy, tylko dlatego, że za te grzechy nie żałował.

Mędrzec Dyżurny

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione