nasze media Najnowszy numer MGN 07-08/2020
dodane 14.05.2020 09:29

Ewangelia

II Niedziela Wielkiego Postu

8 marca 2020 r. To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie. Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”. Mt 17,1–9 Komentarz: NIE POWOŁUJE UZDOLNIONYCH, TYLKO UZDALNIA POWOŁANYCH Kiedyś myślałem, że Jezus powołuje ludzi specjalnie uzdolnionych do różnych specjalnych zadań. Tymczasem przekonałem się na własnej skórze, że jest odwrotnie. On, jeśli kogoś wybiera, to ma plan. On widzi dalej i szerzej. Wybrał trzech spośród dwunastu, bo dla tych trzech miał specjalne zadania. Pamiętam, kiedy zostałem poproszony o napisanie piosenki z okazji przyjazdu Ojca Świętego do Polski, broniłem się i nie chciałem tego zrobić. Bałem się, że nie dam rady. Ale kiedy w końcu się zgodziłem, zobaczyłem niesamowitą pomoc Boga. Podarował mi pomysł na muzykę i tekst do piosenki: „Nie boję się, gdy ciemno jest, ojciec za rękę prowadzi mnie”. Jezus wybiera kogoś i bierze osobno na „górę”, bo ma plan na jego życie. Wystarczy zaryzykować, zgodzić się i wyruszyć.

III Niedziela Wielkiego Postu

15 marca 2020 r. Gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar. (...) Zmęczony drogą siedział sobie źródle. Było to około szóstej godziny. Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić!” (...) Na to rzekła Samarytanka: „Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?”. Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: »Daj Mi się napić«, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej”. Powiedziała do Niego kobieta: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?”. W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu”. Rzekła do Niego kobieta: „Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga”. Odpowiedział jej Jezus: „Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie”. Rzekła do Niego kobieta: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. Powiedział do niej Jezus: „Jestem nim Ja, który z tobą mówię”. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata”. J 4, 5-15.19b-26.39a.40-42 Komentarz: SPOTKANIE W CZTERY OCZY Czasami czuję się jak ta Samarytanka, która spotkała Jezusa i mogła z Nim na osobności trochę porozmawiać. Są to chwile podczas Eucharystii, podczas czytania słowa Bożego albo osobistej modlitwy. Na początku takiego spotkania odkrywam, że On jest obok i chce mi coś powiedzieć. Zna mnie doskonale i nie gorszy się moimi grzechami, ale chce zamienić moje smutne życie w niezwykłą przygodę, gdzie nie ma strachu i jest zawsze nadzieja. Samarytanka poszła i opowiadała innym o tej rozmowie. Ja też nie mogę się powstrzymać, żeby nie mówić o tym niezwykłym spotkaniu z kimś, kto mnie kocha, wysłuchuje, rozumie i inspiruje do działania. Największa radość, kiedy ta moja opowieść natchnie kogoś drugiego do takiego osobistego spotkania w cztery oczy.

IV Niedziela Wielkiego Postu

22 marca 2020 r. Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? Jezus przechodząc ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe”, co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?”. Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A dnia tego, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”. Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?”. I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To jest prorok”. Na to dali mu taką odpowiedź: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?”. I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?”. On odpowiedział: „A któż to jest. Panie, abym w Niego uwierzył?”. Rzekł do niego Jezus: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon. J 9,1.6–9.13–17.34–38 Komentarz: MASECZKA UZDRAWIAJĄCA Z LECZNICZEGO BŁOTKA Jestem ślepy i całe życie na różne sposoby żebrałem o szacunek, zrozumienie, docenienie, a najbardziej o miłość. Jak zmyć to błoto grzechów z moich oczu, tak żeby moje oczy zaczęły widzieć? Wiele razy pomogło mi przejrzeć na oczy dopiero to, gdy ktoś obrzucił mnie błotem. Pewnego dnia moja siostra ze wspólnoty nakrzyczała na mnie, że jestem zarozumiałym, głupim egoistą, który nie szanuje innych ludzi. Dla mojego dobra obrzuciła mnie tym błotem, żebym w końcu zauważył, że obok mnie istnieją inni ludzie i mam ich nie tylko szanować, ale kochać. Trudno przyjmować takie błoto na oczy, ale jeśli je potraktować jak maseczkę uzdrawiającą, to warto twarz nadstawić.

V Niedziela Wielkiego Postu

29 marca 2020 r. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. (...) Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. (...) Kiedy Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”. Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę. (...) A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Gdy więc Jezus ujrzał, jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzieście go położyli?” Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz”. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował!” (...) A Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”. Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?” Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. J 11,1–3.17.20–28.32–36.38–45 Komentarz: LEŻAŁEM SOBIE W GROBIE Byłem trupem i leżałem sobie w grobie. A przynajmniej tak się czułem. Cały otaczający mnie świat był dla mnie straszny i niebezpieczny, więc schowałem się w tym grobie. Nie czekałem na nic. Nagle usłyszałem głos: „Robercie, wyjdź na zewnątrz!”. Wyszedłem, ale nie mogłem się ruszyć, bo byłem cały obwiązany bandażami, które zasłaniały moje różne zranienia i blizny. Ten sam głos, który mnie zawołał, powiedział do innych: „Rozwiążcie go”. I tak moi bracia ze wspólnoty powoli mnie uwalniali z tych bandaży, żebym mógł się normalnie poruszać. Co się zmieniło? Teraz mogę patrzeć na świat i bez strachu podziwiać wszystko, co jest stworzone, podobnie jak patrzy pszczoła, która widzi wszędzie kwiaty i pięknie kwitnące drzewa. A kiedyś widziałem tylko to, co widzi mucha. :)

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 2
    gr3
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113
  • 4
    minialo
    ostatnia aktywność: 21.11.2019
    łączna liczba komentarzy: 17
  • 5
    gkostka
    ostatnia aktywność: 13.01.2019

Najwyżej docenione