nasze media Najnowszy numer MGN 07/2019

Piotr Sacha

|

MGN 09/2014

dodane 22.01.2015 09:56

Lewa noga

Po każdym golu całuje córeczkę. Po meczu dzwoni do mamy. Ale kolejność ma zawsze taką samą: „Po pierwsze, Bogu dzięki”.

J ako dziecko podziwiał „Los Galácticos”, czyli „galaktyczną” drużynę Realu Madryt z Zidanem, Figo i Beckhamem. Jako nastolatek, wzorował się na Cristiano Ronaldo. Zrobił sobie nawet z nim zdjęcie. Jego największym marzeniem było założyć biały trykot Realu, najlepiej z numerem 10. Marzenia się spełniają, nawet te galaktyczne.

Telefon do mamy

Chociaż James Rodriguez ma dopiero 23 lata, grał już w czterech krajach. Zdobył dziewięć piłkarskich tytułów. Na mundialu w Brazylii – jak na zawołanie – trafiał w każdym meczu. Gol strzelony Urugwajowi uznano za najładniejszym w całym turnieju. Po ostatnim gwizdku sędziego myślał zawsze tylko o tym, żeby jak najprędzej zadzwonić do… swojej mamy Marii. Jej zawdzięcza najwięcej. Jako dziecko James nie miał łatwo. Urodził się w Cúcucie, dużym mieście na północy Kolumbii. Pół roku później wyjechał z rodzicami do innego miasta – Ibagué. Jego tata Wilson James Rodriguez też był piłkarzem. Podobnie jak wujek Arley Antonio Rodriguez. Zresztą w tej rodzinie wszyscy interesowali się piłką. Gdy mały James skończył trzy lata, tata odszedł z domu. Odtąd ojciec chrzestny Juan Carlos pomagał mamie w wychowaniu chłopca. Niedaleko domu Rodriguezów znajdowało się betonowe boisko, gdzie James w każdej wolnej chwili doskonalił kopnięcia piłki lewą nogą. Ta noga dziś słynie z niewiarygodnych podań i kąśliwych strzałów.

Błysk oka

– Pierwszą piłkę kupiłam mu, gdy miał cztery lata. To była czerwono-biała plastikowa piłka – wspominała niedawno w rozmowie z dziennikarzami pani Maria de Pilar Rubio. – Pamiętam ten błysk w oczach, gdy zabrałam go na pierwszy mecz. Miał siedem lat. Dziś, gdy gra dla Kolumbii, wciąż widzę ten sam błysk – opowiada mama piłkarza. Sześcioletniego Jamesa do szkółki piłkarskiej Akademia Tolimense zaprowadził ojciec chrzestny. I zgodził się płacić za treningi 10 tys. peso miesięcznie. Dziś to tyle co 17 złotych. – To nie był dzieciak, który kopie piłkę czubkiem buta – wspomina w hiszpańskiej gazecie „Marca” pan Carlos. – Potrafił kopnąć tak samo wewnętrznym, jak i zewnętrznym podbiciem. Dostrzegliśmy w nim wielki talent – dodaje. W internecie można zobaczyć filmik z turnieju Pony Futbol 2004. James Rodriguez miał 13 lat. Już wtedy grał z numerem 10. W finale strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego. Oczywiście lewą nogą. To musiało zaimponować nie tylko kibicom. Jako 14-latek James zadebiutował w drugoligowym klubie Envigado. Gdy miał 16 lat, wyjechał do Buenos Aires. Niedługo potem stał się najmłodszym zagranicznym zawodnikiem w lidze Argentyńskiej.

Mocny charakter

Nieśmiały chłopak z silnym charakterem – te cechy dostrzegali wszyscy jego trenerzy – najpierw trafił do FC Porto, później do AS Monaco i wreszcie do Realu Madryt. Trenerzy widzieli też, jak po każdym treningu zostawał dłużej na boisku, żeby jeszcze ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć… Wieczorem 22 lipca na stadionie Santiago Bernabeu zjawiło się 35 tysięcy kibiców. Tego dnia nie było ani meczu, ani nawet treningu. Pokazał się tylko James Rodriguez, żeby zaprezentować próbkę swoich umiejętności. Krótko przywitał się z fanami. – Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyszli. Mam nadzieję, że sprawię wam wiele radości i zdobędę wiele tytułów – powiedział. – Jestem bardzo szczęśliwy, bo to coś, o czym zawsze marzyłem. Zawsze chciałem tutaj zagrać – dodał następnego dnia w klubowej telewizji Realu Madryt.

Bogu dzięki

Po każdym strzelonym golu James całuje swoją roczną córeczkę, to znaczy… całuje swoją prawą rękę, gdzie wytatuował jej imię: Salome. I przybija piątkę z bratem swojej żony, bramkarzem reprezentacji Kolumbii Davidem Ospiną. Gdy James poznał siatkarkę Danielę Ospinę, nie wiedział, że to młodsza siostra jego kolegi z drużyny. Pobrali się, gdy James miał zaledwie 20 lat, a Daniela 19. Oboje nie wstydzą się swojej wiary. W dniu, kiedy kończyły się mistrzostwa świata, Rodriguez napisał na Facebooku: „Po pierwsze, Bogu dzięki”. Po każdym meczu Kolumbii prowadzi wspólną modlitwę w szatni. Do katolickiej szkoły, w której się uczył, przychodził na 6.30, żeby odmówić „Ojcze nasz”. A na przerwach biegł do nauczyciela, prosił o piłkę i leciał na podwórko. Za nim sznurek kolegów. Dziś w Ibagué James Rodríguez ma nawet swoje muzeum. Opiekuje się nim Patricia, ciocia piłkarza. W muzeum można zobaczyć koszulki zarówno Jamesa, jak i piłkarzy, z którymi wymieniał się nimi po meczu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    KociaAnia
    ostatnia aktywność: 09.06.2019
    łączna liczba komentarzy: 27
  • 2
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 12.08.2019
    łączna liczba komentarzy: 35
  • 3
    gr3
  • 4
    wojas004
    ostatnia aktywność: 24.06.2019
    łączna liczba komentarzy: 111
  • 5
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 09.07.2019
    łączna liczba komentarzy: 42

Najwyżej docenione