nasze media Najnowszy numer MGN 07/2021

Gabriela Szulik

|

MGN 02/2003

dodane 06.04.2012 16:27

No jak? Będziemy się ścigać?

Rozpowiadano w Rzymie, że Filip leczy reumatyzm. Wystarczy go dotknąć, a dolegliwość ustąpi.

Łokciami o ołtarz
Filip nie zawsze potrafił ukryć to, co otrzymał od Boga. Zdarzało się, że drżał tak mocno, że razem z nim drżało krzesło, na którym siedział, albo klęcznik, na którym klęczał. Podczas Mszy św. musiał bardzo uważać, by drżącymi rękami nie rozlać wina albo nie przewrócić kielicha. Dlatego opierał się łokciami o ołtarz. Jego lekarz stwierdził, że mocne i wyraźne bicie serca pojawiało się zawsze wtedy, kiedy Filip zaczynał myśleć o Bogu. Myśląc na przykład o niebieskich migdałach, wszystko ustępowało. Pewnego rana podczas Mszy świętej, kiedy Filip poczuł, że znów zaczyna drżeć, pochylił się i próbował się zwinąć tak, żeby wierni tego nie zauważyli. Po Mszy Świętej podeszła do niego pewna dama i przyznała ze wstydem: – Pomyślałam, że ojciec jest opętany przez złego ducha. Filip wybuchnął śmiechem. – To prawda, prawda – powiedział – jestem naprawdę opętany. Bardzo uważał, żeby inni nie poznali tego, co przeżywa. Zdarzało się, że przed Mszą Świętą brał na ręce kota albo inne zwierzątko i przytulał je, by odwrócić myśli od tego, co będzie przeżywał przy ołtarzu.

Ogień w sercu
Od tamtego wydarzenia w katakumbach oprócz drżenia, Filip odczuwał wewnętrzyny żar, gorączkę rozgrzewającą jego ciało. Sprawiało mu to czasem wiele kłopotów. Zimą chodził w rozpiętej sutannie, a okna jego pokoju zawsze były otwarte. – Nie jest ci zimno? – pytano czasem. Filip nie odpowiadał. Brał tylko rękę pytającego i kładł na swej piersi. – Masz tak wiele ciepła – słyszał często – że nie mogę utrzymać tam mojej ręki. Opowiadali o tym ludzie, którzy się u niego spowiadali, których obejmował i przyciskał do serca. Jako student Filip odwiedzał szpitale, pomagał chorym i starym ludziom. Kiedy zauważył, że dość szybko nabierają do niego zaufania, próbował leczyć także ich okaleczone, a nawet martwe dusze. Nawet nie spodziewał się, że to potrafi. Czuł się coraz bardziej potrzebny. Przerwał nawet studia, by cały czas poświęcić chorym. Chciał im opowiadać o miłości Boga. Miał 36 lat, gdy został księdzem. Nakłonił go do tego spowiednik. Rzymianie szybko przekonali się, że pobożny i skromny ksiądz Filip świetnie spowiada i prosto mówi o Panu Bogu.

Gwóźdź w kapeluszu
Po śmierci Filipa mówiono, że umarł Apostoł Rzymu. Mimo 80 lat, do końca życia był pogodny. Każdego, kogo spotykał, zarażał radością. Spotkania z młodymi ludźmi łączył z zabawą. Kiedy widział, że ktoś jest smutny, siedzi na boku i nie odzywa się, podchodził do niego, brał za rękę i mówił: – No jak, będziemy się ścigać? Zobaczymy, kto przybiegnie pierwszy. Do dziś wspomina się go jako „Świętego Radości”, a historie z jego życia opowiada się jak żarty. Choćby ta o gwoździu na kapeluszu. – Przyjacielu, po co ci ten gwóźdź na kapeluszu? – pytał, gdy jakiś chłopiec z Oratorium nie pozdrowił go na ulicy – Jaki gwóźdź? – zdziwiony chłopak ściągał kapelusz – Wybacz – uśmiechał się zadowolony ksiądz Filip – wydawało mi się, że widzę gwóźdź, który przytrzymuje ci kapelusz, bo nawet mnie nie pozdrowiłeś.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 3
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 4
    kociaczek
  • 5
    aniela_b

Najwyżej docenione