nasze media MGN 10/2020

Tomasz Rożek

|

MGN 04/2011

dodane 11.03.2011 09:30

Emerytura promów

Pod koniec lutego w kosmos poleciał po raz ostatni wahadłowiec Discovery. Za kilka tygodni wystrzelony zostanie prom Endeavour, a w czerwcu Atlantis. Wtedy zakończy się 30-letnia era wahadłowców. Nareszcie.

NIE POZIOM, TYLKO PION
Większe silniki to większe spalanie, a to oznacza większe zbiorniki paliwowe.  Wojskowi chcieli też, by promy mogły lądować na lotniskach cywilnych. By manewrowanie w powietrzu było możliwe, promy musiały dostać większe skrzydła, ale te są bardziej narażone na uszkodzenia przy wchodzeniu promów w atmosferę w czasie powrotu z kosmosu na Ziemię. Konstrukcja powiększała się i stawała się coraz cięższa. No i okazało się, że promy nie są w stanie wzbić się w przestrzeń dzięki swoim własnym silnikom, że będą potrzebowały ogromnych silników dodatkowych. Jedno ustępstwo ciągnęło za sobą kolejne. Silników na paliwo stałe nie da się wyłączyć. Raz odpalone muszą lecieć. Prom przestał być, nie tylko z powodu dodatkowych silników, „elastyczny”. A to dopiero początek. Dodatkowe silniki i zbiornik paliwa były znacznie wyższe niż sam prom. W efekcie można było zapomnieć o starcie z płyty lotniska, a start pionowy – jak rakieta – wymagał budowy specjalnej konstrukcji. Wieży startowej, specjalnego hangaru i torowiska do wytaczania wahadłowców na miejsce startu. Koszty rosły… kosmicznie. Na tym etapie o „elastyczności”, która miała być znakiem rozpoznawczym promów kosmicznych, można już było zapomnieć. Dodatkowych zbiorników z paliwem i silników nie dało się doczepić do wahadłowca w ciągu jednego popołudnia. Proces przygotowania maszyny do lotu w kosmos trwał kilka tygodni. Był żmudny, drogi i niebezpieczny.

BYLE NIE WOJSKO
Promy kosmiczne to jeden wielki kompromis pomiędzy nauką a wojskiem. Kompromis zgniły. Lekki samolot kosmiczny w wyniku kolejnych zmian stał się ociężałym czołgiem, którego wyniesienie w kosmos było horrendalnie drogie. I niebezpieczne. Promy – z powodu wielkości i kształtu – trudno było zabezpieczyć przed wysoką temperaturą, do jakiej się nagrzewają w atmosferze w czasie powrotu na Ziemię. Ceramiczne elementy ochronne często odpadały już przy starcie. Przynajmniej kilka razy kawałek poszycia promu uszkodził zbiornik paliwa i tylko cudem nie dochodziło do tragedii. Dwa promy eksplodowały w powietrzu. Jeden – Challenger – przy starcie (rok 1986), drugi – Columbia – przy lądowaniu, w czasie wchodzenia w ziemską atmosferę (rok 2003). A więc co, pomysł na samoloty kosmiczne jest nietrafiony? Przeciwnie, jest genialny. O tym, że ma sens, przekonują prywatne firmy, które przygotowują się do uruchomienia płatnych, turystycznych lotów na orbitę. Już próbnie latają niewielkimi samolocikami kosmicznymi w bardzo wysokie partie ziemskiej atmosfery. No ale do tych projektów nie wtrąca się wojsko.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione