nasze media Najnowszy numer MGN 11/2021

Franciszek Kucharczak

|

MGN 11/2007

dodane 19.10.2007 12:56

Latający mnich

Franciszkanin Józef z Kupertynu wszedł nieśmiało do olbrzymiej sali audiencyjnej Pałacu Watykańskiego. Z bijącym sercem zbliżył się do tronu. Siedział tam papież Urban VIII. Był bardzo szczęśliwy, że stoi przed samym następcą świętego Piotra! Z radości… uniósł się w powietrze.

Siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego   Siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego
fot. JÓZEF WOLNY
Patron lotników

Wtedy okazało się, że Józef bardzo, ale to bardzo się stara. Coraz lepiej sobie radził z powierzonymi mu pracami, aż w końcu przyjęto go jako pełnoprawnego zakonnika. Wreszcie uznano, że może kształcić się na kapłana. Zaczął się więc uczyć jak szalony, choć efekty były mizerne. Ale wykładowcy jakoś go przepchnęli przez seminarium. A i sam Pan Bóg mu pomagał, bo zdarzało się, że gdy zdołał wkuć tylko jeden kawałek z ogromnego materiału, na egzaminie dostawał właśnie to – i tylko to – co umiał. W 1628 Józef został kapłanem. Przybywało do niego wielu ludzi, nieraz znakomitości, żeby się wyspowiadać albo porozmawiać. Ludzie widzieli, że to święty. Miał wizje, udzielał bardzo trafnych rad. Gdy miał 60 lat, ciężko zachorował. Mimo cierpień wciąż trwał w ekstazie. Nawet w przeddzień śmierci w zachwyceniu oderwał się od łóżka i poleciał w stronę kaplicy. Sto lat później Kościół czcił go już jako świętego Józefa z Kupertynu. W XX wieku został patronem lotników i astronautów. Pewnie mógłby zostać nim wcześniej, ale wcześniej nie było lotników, a tym bardziej astronautów.

Siostrę Marię od Jezusa Ukrzyżowanego
karmelitanka, nazywana „Małą Arabką”.

O ile naprawdę była Arabką, o tyle mała to ona nie była. Potężna kobieta – miała ze sto kilo. Ale kochała Jezusa tak, że wydawało się nieraz, jakby jeszcze za życia jej dusza miała ulecieć do nieba. Miała mnóstwo nadzwyczajnych darów. Nieraz wpadała w ekstazy, podczas których zatapiała się w Bogu. Któregoś dnia rozmodlona dusza „pociągnęła” ciało siostry Marii na wierzchołek wielkiej lipy, która rosła przy francuskim klasztorze w Pau. Jan Vianney   Jan Vianney
fot. INTERNET
Stała na cienkiej gałązce i w zachwyceniu czystym głosem (choć miała uszkodzone gardło) śpiewała pieśni na cześć Boga. Wyglądało to tak, jakby nie ważyła ani grama. Dostrzegły ją współsiostry. Przełożona poleciła jej zejść, co też Mała Arabka zaraz zrobiła. Siostry przysięgały później, że były świadkami tego zjawiska jeszcze wiele razy. Jan Paweł II w 1983 roku ogłosił siostrę Marię od Jezusa Ukrzyżowanego błogosławioną.

Jan Vianney
bardzo chciał zostać księdzem, ale nie było to łatwe, bo uczył się bardzo słabo. Wyświęcono go właściwie z litości i posłano do zagubionej w centralnej Francji wioski Ars. Tam okazało się, że ten nieciekawie wyglądający ksiądz (bo na oko był bardzo brzydki) jest oddany Bogu i parafianom całym sercem. Ludzie to szybko dostrzegli i odtąd nie miał już prawie na nic czasu, bo musiał kilkanaście godzin na dobę spowiadać. Spał najwyżej trzy godziny, do jedzenia wystarczał mu garnek kartofli (nieraz spleśniałych) na tydzień. Spowiadającym się u niego ludziom zadawał często niewielkie pokuty, a sam je za nich „uzupełniał”, biczując się nieraz do krwi. Czasem zatapiał się w nocnych modlitwach tak, że unosił się nad ziemią. Widział to jeden z kapłanów, Canon Gardette. Zaświadczył o tym później pod przysięgą. Jan Vianney w 1925 roku został ogłoszony świętym. Jest patronem proboszczów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    kawa
  • 2
    Anonymous
  • 3
    Alex
  • 4
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 5
    gr3

Najwyżej docenione