nasze media Mały Gość 04/2024

Adam Śliwa

dodane 21.03.2024 13:57

Szybki jak wiatr

Na peronie w Bytomiu stoi kremowo-niebieski pociąg. Za 4 godziny i 24 minuty będzie w Berlinie.

I  to wcale nie jest XXI wiek, ale pierwsza połowa XX wieku, dokładnie rok 1936.

Po plebiscycie i trzech powstaniach śląskich, w 1922 roku Górny Śląsk był podzielony między odrodzoną Rzeczpospolitą a Republikę Weimarską (wtedy już od trzech lat III Rzeszę). Po stronie niemieckiej znalazły się trzy największe miasta – Zabrze, Bytom i Gliwice. By bogaty, przemysłowy region był ważny, zadbano m.in. o odpowiednią komunikację. W Gliwicach powstało lotnisko, a miasta połączyła betonowa autostrada. Do stolicy w Berlinie mieszkańcy podróżowali koleją, szybkim pociągiem zwanym Latający Ślązak. Pociąg jeździł jednak tylko przez trzy lata.

Bez lokomotywy

Dziś z Bytomia do Berlina nie można dojechać pociągiem. Z Gliwic, jedynie z przesiadką w Poznaniu, a podróż pociągiem zajmuje ponad 6 godzin. Samochodem ponad 5 i pół godziny. 88 lat temu, wsiadając o godzinie 5.24 na dworcu w Bytomiu do Latającego Ślązaka, o godz. 9.54 pasażerowie wysiadali na dworcu w Berlinie. Przedsiębiorcy, kupcy, urzędnicy załatwiali sprawy w stolicy i wieczorem o 20.20 wracali. Na stację w Bytomiu pociąg wjeżdżał 31 minut po północy. Wieczorny przejazd był szybszy o kilka minut od porannego.

Ówczesna technika wciąż budzi podziw. Cofnijmy się na chwilę w czasie. Na ulicach znacznie mniej samochodów, wciąż powszechne są konne powozy. Po torach mkną pociągi napędzane parą. Ruszają z peronu w kłębach pary, rozpędzają się bardzo wolno. Najbogatsi podróżują już samolotami, ale lotnictwo pasażerskie nie jest jeszcze konkurencją dla pociągu. Latający Ślązak, kremowo-niebieski pociąg, każdego poranka pojawia się na dworcu w Bytomiu wśród czarnych lokomotyw. Porusza się samodzielnie, bo to pociąg motorowy.

Latanie

Aerodynamiczna sylwetka i dwa silniki spalinowe Maybach sprawiały, że Ślązak sprawiał wrażenie, że leci wśród fabrycznych kominów, kopalń i pól. Rozpędzał się do 160 km/h, a jego średnia prędkość na całej trasie to 128 km/h.

Po wyruszeniu z Bytomia po 15 minutach zatrzymywał się już w Gliwicach, potem w Kędzierzynie, Opolu, Wrocławiu i dalej, już bez zatrzymywania, mknął do Berlina. Na pasażerów czekały 132 miejsca siedzące, toalety i minibufet. Ślązak powstał we Wrocławiu, w fabryce Linke-Hofmann-Werke, po wojnie nazwanej Państwową Fabryką Wagonów (Pafawag). Dziś to zakład koncernu Alstom produkującego pojazdy szynowe.

W ówczesnej Polsce jeździł też z Krakowa do Zakopanego słynny szybki pociąg motorowy Luxtorpeda, ale był znacznie mniejszy od Latającego Ślązaka. Jego wagony spalinowe SVT 137, z tak zwanej serii Leipzig, składały się z trzech członów. Wyprodukowano ich zaledwie cztery.

21 sierpnia 1939 roku ekspres po raz ostatni wyruszył w swoją codzienną trasę. Zbliżała się wojna. Na długie pięć wojennych lat ruch kolejowy zdominowały transporty wojskowe.

Pozostałości

Po wojennej zawierusze jeden ze składów zabrali Rosjanie. Woził on pasażerów na Zakaukaziu. Jeden do lat 50. pozostał w PKP, ale ostatecznie przekazano go do Niemiec. Przebudowano go na pociąg rządowy, który potem służył jako klub młodzieżowy. W 1993 roku został odrestaurowany w Lipsku i stał się ozdobą kolekcji obok bardzo podobnego pociągu serii Hamburg. Atmosferę Latającego Ślązaka można poczuć w… Grecji. Tam wyeksportowano przed wojną pociągi w wersji dwuczłonowej. Jeden z nich wciąż jeździ na trasie muzealnej między Velestino i Aerino.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..