nasze media Najnowszy numer MGN 02/2023

Adam Śliwa

dodane 19.01.2023 09:58

Praca na najwyższym poziomie

Kolejką linową, na nartach lub pieszo, czasem też przedzierają się przez zaspy śniegu. Czuwają dniem i nocą.

Pochmurny styczeń, deszcz. W górach pewnie też szaroburo. – Przyjedźcie jutro, ma być okienko pogodowe – mówi pan Patryk Parzuchowski. Nie mylił się. W końcu jest kierownikiem Górskiego Obserwatorium Meteorologicznego na Kasprowym Wierchu. Ruszamy do najwyżej położonego budynku w Polsce. Jak obiecał kierownik, przy pięknej, słonecznej pogodzie.

Dla samotników

Znad Zakopanego przykrytego szarą warstwą chmur wyłaniają się skaliste szczyty, mieniąc się w promieniach słońca. Wsiadamy do kolejki linowej, lekkie szarpnięcie. Ruszamy. Termin naszej wyprawy okazał się idealny. Dzień wcześniej z powodu pogody kolejka była nieczynna. – Wtedy obserwator musi dotrzeć na szczyt pieszo – tłumaczy pan Patryk. – Na górze przecież ktoś czeka, aby zmienić go w pracy. Zdarzyło się, że jedna z koleżanek przez kilka godzin walczyła ze śniegiem i wiatrem spychającym ją do tyłu, żeby pokonać ostatnie kilkadziesiąt metrów do drzwi obserwatorium. Jednak w dobrą pogodę taka trasa do pracy to sama przyjemność. Dyżur trwa 48 godzin, więc trzeba jeszcze pamiętać o zabraniu zapasów. Tu jest łatwiej, bo mamy kolejkę – przyznaje obserwator – ale na Śnieżce, gdzie pracowałem wcześniej, już wiosną znosiliśmy powoli zapasy na zimę. Wagonik zatrzymuje się na górnej stacji. Stąd jeszcze krótka wspinaczka przez śnieg i docieramy do budynku obserwatorium. W taką pogodę szczyt jest pełen turystów, ale obserwatorium to praca marzeń dla samotników. Nocą na szczycie nie ma nikogo. Tylko obserwator, Tatry, kozice, czasem niedźwiedź i… cisza. – Choć sylwestrową zabawę z Zakopanego nawet tu, na szczycie, było słychać – śmieje się pan Patryk.

Więcej w najnowszym numerze Małego Gościa

Dobra mgła

Wchodzimy do przytulnego wnętrza. Jesteśmy na wysokości 1987 m n.p.m. A będziemy jeszcze wyżej, bo ruszamy na zaśnieżony dach. Jeszcze tylko wąskie kręte schody i otacza nas niesamowita panorama Tatr. – Widoczność ponad 50 km – mówi pan Patryk. – Obserwator musi tu wejść co godzinę. Sprawdza urządzenia, jeżeli pada, przelewa wodę do badania jej składu chemicznego, określa widoczność, jaki rodzaj chmur widać czy jaka jest ich podstawa. Wszystko wpisuje do dziennika, następnie do komputera i jako specjalną depeszę wysyła do 5 minut po pełnej godzinie do Warszawy. Część danych, jak kierunek i siła wiatru z wiatromierza ultradźwiękowego, czy temperatura z termometrów, automatycznie trafia do komputera. Dziś mamy minus 7 stopni Celsjusza. W obserwatorium są też tradycyjne przyrządy. W drewnianej budce termometry rtęciowe wskazują najniższą i najwyższą temperaturę w ciągu doby, a na dachu w słońcu wśród śniegu mieni się szklana kula. – To heliograf – wyjaśnia kierownik obserwatorium. – Promienie słońca przechodzą przez kulę i wypalają znajdującą się za nią kartkę ze skalą. Dzięki temu widać na niej ruch słońca. – A jaka jest idealna pogoda dla obserwatora? – pytam. – Mgła – uśmiecha się nasz przewodnik. – Dzięki temu w dzienniku można od razu wpisać same 9, ponieważ nic więcej nie widać.

Turysta w spodenkach

Schodzimy do budynku. W tym miejscu można odpocząć. Znajduje się tu kuchnia wyłożona drewnem, przypominająca dawne górskie schroniska, i centrum dowodzenia, gdzie na monitorach widać odczyty z urządzeń na zewnątrz. Jest też alarm, który dzwoni co godzinę i przypomina, że trzeba wysłać depeszę. Jeżeli dzieje się coś groźnego, burza czy silny wiatr, to między dyżurami wysyła się ostrzeżenie. Przez cały dyżur trzeba być czujnym. Nagrodą jest przepiękny widok za oknem. Choć zdarza się, że okno jest zasypane śniegiem. Obserwatorzy czuwają samotnie, otoczeni przyrodą, jednak czasem zdarzają się zabłąkani turyści. – Kiedyś na Śnieżce w nocy zbudziło mnie pukanie – opowiada pan Patryk. – Normalnie, dla bezpieczeństwa, nie otwiera się drzwi, wtedy jednak otwarłem. Przed drzwiami stał zziębnięty chłopak w krótkich spodenkach. Założył się z kolegami, że nocą wejdzie na szczyt. Gdybym nie otwarł, pewnie nie przeżyłby tej przygody.

Ostrzeżenia obserwatorów

Wybierając się w góry, warto jednak skorzystać z pracy obserwatorów i synoptyków. W 2019 roku przez Tatry przeszła potężna burza. – W Zakopanem pierwszy raz słyszałem takie wyładowania, przypominające detonacje – wspomina pan Patryk. – Obserwatorium wysyłało ostrzeżenia, a burzę idącą od Słowacji słychać było godzinę wcześniej. Było wystarczająco dużo czasu, aby zejść niżej. Wielu turystów jednak zlekceważyło zagrożenie. Zginęło pięć osób, a aż 157 zostało rannych. Większość w okolicach szczytu na Giewoncie. Żegnamy gościnne obserwatorium i ruszamy dalej. Pan Patryk z plecakiem na dyżur do dodatkowej stacji meteorologicznej na Hali Gąsienicowej, a my na dół. W oddali, na ośnieżonych skałach żegnają nas trzy kozice, leniwie obserwujące wagonik kolejki. Warstwa szarych chmur przykrywająca jeszcze rano Zakopane rozrzedziła się. Czyżby zbliżała się zmiana pogody?

Obserwator a synoptyk

W Polsce są dwa górskie obserwatoria meteorologiczne – na Śnieżce w Karkonoszach i na Kasprowym Wierchu w Tatrach. Przed wojną było jeszcze jedno, na terenie dzisiejszej Ukrainy, ale pozostały po nim tylko ruiny. W obserwatoriach, jak wskazuje nazwa, nie przewiduje się pogody, tylko się ją obserwuje. Na podstawie danych wysyłanych stąd i z rozsianych po całej Polsce stacji nizinnych, opierając się na modelach matematycznych i obserwacjach satelitarnych, synoptycy przygotowują prognozę pogody. Wiemy więc, czy będzie padać, czy nie. Obecnie, gdy zmiana pogody przychodzi z kierunku wschodniego, część prognoz się nie sprawdza. Wszystko przez brak informacji z obserwatoriów w Rosji i Ukrainie.

 
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..