nasze media Najnowszy numer MGN 10/2021

Adam Śliwa

dodane 20.05.2021 09:49

Pociąg w pudełku

Jedziemy pociągiem. Płoną podkłady, zwierzęta wybiegają na tory, krzyczą kibice, jest mgła, zerwana trakcja i… dwa wykolejenia. Dobrze, że to tylko symulator.

Kto nie marzył, by zza sterów wielkiej lokomotywy obserwować uciekające kilometry torów, mijane miasta i lasy. Dzięki nowoczesnemu symulatorowi Kolei Śląskich miałem to szczęście. Symulator nie służy jednak do zabawy, ale do szkolenia maszynistów. Proszę odsunąć się od krawędzi peronu! Odjazd!

Kabina w pudełku

Jesteśmy w niewielkim pomieszczeniu. Na ścianie wiszą ogromne ekrany, a na nich znajoma stacja w Katowicach widziana z kabiny pociągu. Obraz z góry pokazuje wszystkie tory, kolorowe znaczki, wykresy – znaczy: trafiliśmy dobrze. – To stanowisko instruktora – tłumaczy pan Ireneusz Kopczyński i podkreśla, że przede wszystkim jest czynnym maszynistą, a dopiero potem instruktorem. W pomieszczeniu obok wielki kwadrat wcale nie przypomina pociągu. Wchodzimy na stopnie, otwieramy drzwi i… to w stu procentach kabina pociągu Elf 2. – Gdybyśmy linijką zmierzyli odległości przycisków, okazałoby się, że są identyczne jak w prawdziwym pociągu. Brakuje tylko niewielkiej lodówki, w której maszyniści trzymają jedzenie – śmieje się pan Ireneusz. A to jeszcze nie wszystko. Na dworze szary styczniowy dzień, a za oknami pociągu-symulatora piękne słońce i lekki wietrzyk. Ale wystarczy jeden ruch myszką i… w nasz pociąg uderza głośny grad, po chwili ulewa z piorunami. – Maszyniści muszą radzić sobie w różnych warunkach – tłumaczy instruktor. Siadam na fotelu, który automatycznie ustawia wysokość. W prawym oknie w lusterku widzę ludzi na peronie, a przed sobą semafory i tory. Ruszamy? Nie tak szybko.

Niespodzianki na trasie

Najpierw trzeba podnieść odbierak prądu zwany pantografem, odblokować hamulce, przygotować powietrze w układzie pneumatycznym, zapalić światła, przez radio dostać zezwolenie od dyspozytora i dopiero można ruszać. Ale… nagle z głośników słychać krzyki i wystrzały. To grupa agresywnych kibiców. Walczą z policją. Na to też musi być przygotowany kolejarz. Innym razem przez interkom z części pasażerskiej pociągu słychać wołanie o pomoc. – W ten sposób sprawdzamy, jak maszynista lub kandydat na maszynistę zareaguje na takie zdarzenia – tłumaczy instruktor. Semafor zielony, prawą ręką przechylamy niewielki joystick, zwany zadajnikiem jazdy, i pociąg rusza. W prawdziwym życiu większość tras przebiega spokojnie i bez zakłóceń. Symulator ma jednak przygotować do zdarzeń niebezpiecznych i trudnych, które na trasie mogą się pojawić. Pewnie czeka nas więc sporo niespodzianek.

Pierwsza kraksa

Pociąg gładko mknie po torach. Przy rozjazdach podłoga drży jak w prawdziwym pojeździe. – Do tego właśnie służą silniki pod nami – wyjaśnia maszynista. Tymczasem na tory wpadło stado dzików. Przegania je głośny sygnał dźwiękowy. W repertuarze symulatora są jeszcze jelenie, psy, a nawet niedźwiedź. Piękna pogoda za oknem zmienia się nagle w gęstą mgłę. Trzeba mocno wytężać wzrok, żeby zobaczyć wskazania semaforów. Mimo że to tylko symulator, serce zaczyna szybciej walić ze strachu. Co kryje się we mgle? Nagle w świetle reflektorów dostrzegam autobus stojący w poprzek. Nie ma szans, nie zatrzymam pociągu. Głośny trzask, pęka szyba, podłoga przed nami gwałtownie skacze. Mocne. – W takich sytuacjach maszynista nie ma szans uniknąć zderzenia, ale ważne, co zrobi. Czy naciśnie radioalarm, by ostrzec pociąg, który może jechać z przeciwnej strony, w jaki sposób zabezpieczy swój pojazd itd. – wyjaśnia pan Ireneusz. Kilka kliknięć i pojazd ma naprawioną szybę. Za oknami tym razem pochmurno i pada drobny deszcz. Włączamy wycieraczki i ruszamy dalej. Podjeżdżając do peronu, tak jak w prawdziwym pociągu można przełączyć kamerę i precyzyjnie zatrzymać się przy krawędzi, odblokować drzwi i pozwolić wejść pasażerom. Ruszamy dalej. Prędkościomierz wskazuje 100 km na godzinę. Z prawej strony pędzi czerwona bagażówka. Włączam hamulec awaryjny. Podłoga nachyla się, ale… ogromny skład nie zatrzymuje się w miejscu. Trzask. – Przy takich prędkościach droga hamowania to ponad kilometr – przyznaje pan Kopczyński. To była bardzo pouczająca lekcja. Powinni ją zobaczyć wszyscy kierowcy i piesi przebiegający przez przejazd kolejowy w ostatniej chwili.

Pożar, kamienie i awaria

Za oknem przyjemne zielone lato, upał i słońce. W oddali widać dym. Znów ktoś wypala trawy. Suniemy dalej. Maszynista jednak powinien zwolnić i upewnić się, czy przejedzie. Brak reakcji spowodował, że kabiną zaczyna trząść. Pociąg zsuwa się z szyny – wykolejenie. – Pożar może zdeformować szynę i pociąg się wykoleja – tłumaczy maszynista. Jedziemy. Nagle pęka szyba. Co się stało? Na mijanym mostku bawiące się dzieci rzuciły kamieniami w pociąg. Niemądra zabawa. Ostatnim zdarzeniem napotkanym na trasie jest zerwana trakcja. Pociąg zahaczył o zwisające kable. Dzięki kamerze widzimy, że pantograf złamał się i zaczyna dymić. Co robić w takiej sytuacji? Maszynista wstaje z fotela, podchodzi do interaktywnej szafy z bezpiecznikami i szafy z pneumatyką. Po takiej awarii, tak jak w prawdziwym pociągu, musi wszystko uziemić, by elektryk bezpiecznie mógł wejść na dach. Uff, gotowe. Poza symulatorem na pulpicie instruktora można zobaczyć film z jazdy i statystyki, wykaz błędów, a nawet informację, czy jazda była ekonomiczna. – Niby to tylko symulator, ale po dwóch godzinach niejeden maszynista wychodził zmęczony jak po kilku godzinach pracy – przyznaje instruktor. – Każdy maszynista raz w roku musi przejść trzygodzinne szkolenie na symulatorze – dodaje. – Ma przygotowany scenariusz i rusza w trasę pełną pułapek. Popełnione błędy pozwolą uniknąć takich samych na prawdziwej trasie, gdzie są żywi ludzie, a postawienie pociągu na tory po kraksie jest trudniejsze niż kliknięcie myszką.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    kawa
  • 2
    Anonymous
  • 3
    Alex
  • 4
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 5
    gr3

Najwyżej docenione