nasze media Najnowszy numer MGN 10/2018

Przemysław Barszcz

dodane 13.02.2018 09:37

Wyspy mórz południo wych

Po oceanie rojącym się od rekinów drewnianym czółnem z białym żaglem przypominającym szczypce kraba płynął szczupły, brodaty mężczyzna. Spokojnie zbliżał się do wysp, które podobno zamieszkiwali niebezpieczni ludożercy.

Był 1869 rok. Po 130 dniach rejsu z portu w Hamburgu i przebyciu połowy kuli ziemskiej polski podróżnik Jan Kubary dotarł do zagubionego na południowym Pacyfiku Archipelagu Samoa. Stamtąd postanowił wyruszyć dalej, na jeszcze bardziej odległe wyspy Mikronezji. Nie wiedział, że pozostanie tam 27 lat, aż do końca życia, i że stanie się najsłynniejszym badaczem tego ginącego świata.

Drewniane czółno na oceanie

Gdzieś pomiędzy Samoa, zwanym wtedy Wyspami Żeglarskimi, a mikronezyjskimi wyspami Ponape i Yap, przez bezkres zielonkawych wód olbrzymiego Oceanu Spokojnego płynęło smukłe, drewniane czółno z białym żaglem przypominającym kształtem szczypce kraba. Sterował nim szczupły, brodaty mężczyzna. Wpatrzony w horyzont, jakby nie odczuwał żaru lejącego się z nieba. Jego ciało od stóp przez nadgarstki aż po szyję pokryte było tatuażami o egzotycznych wzorach. Człowiekiem samotnie przemierzającym ocean był Jan Stanisław Kubary – Polak z Warszawy. Samotna żegluga wymagała nie lada odwagi. Wody na północny wschód od Australii były wówczas bardzo słabo znane. Odmęty oceanu roiły się od rekinów, a dostępu do wysp broniły rafy koralowe, o które łatwo było roztrzaskać łódź lub statek. Wyspy określano jako „zamieszkane przez niebezpiecznych ludożerców”. Jednak polski podróżnik szybko przekonał się, że Samoańczycy i Mikronezyjczycy to tak naprawdę przyjaźni ludzie.

Kamienne pieniądze i łodziki w perłowych muszlach

Kubary ożenił się z córką wodza z wyspy Ponape, potem zajął się badaniami naukowymi. Gromadził zbiory przyrodnicze, pisał o nieznanych gatunkach zwierząt, o niezwykłej przyrodzie: łodzikach w perłowych muszlach podpływających ku powierzchni wody podczas księżycowych nocy i o wodnych ptakach, których głos zwiastował trzęsienie ziemi. O morskich głębinach, o nocach w hamaku pod kokosowymi palmami i o tajemniczych budowlach zwanych Nan Madol – pozostałościach miasta z wielkich bazaltowych bloków wyglądających jak ruiny Atlantydy. Podróżnik rysował, fotografował, co w jego czasach było absolutną nowością. Do wielu wysp dotarł jako pierwszy Europejczyk. Do dziś uznawany jest za największego badacza Mikronezji. Zbierał broń, narzędzia i stroje wyspiarzy. Zgromadził kolekcję wyjątkowych kamiennych pieniędzy. Największe „monety” miały 3 metry średnicy i żeby je podnieść z ziemi, potrzebnych było kilku ludzi! Swoje wrażenia i odkrycia Polak opisywał w artykułach i pracach naukowych, które przesyłał do Europy.

Wypchane ptaki i zasuszone ryby

Kolekcje zebranych przedmiotów codziennego użytku, niezwykłych muszli, wypchanych ptaków, zasuszonych ryb i strojów z palmowego włókna Kubary przekazywał do europejskich muzeów. Zbiory wysyłane żaglowcami z wysp Pacyfiku do Europy podróżowały nieraz wiele miesięcy. Pierwsza kolekcja popłynęła szkunerem „Alfred”. Kubary postanowił sam dopilnować początkowego etapu podróży. Po rozwinięciu żagli statek rozbił się na rafie, kolekcja przepadła, a podróżnik cudem dopłynął do brzegu. Nie poddał się jednak i już wkrótce wysłał kolejne zbiory. Na odległych wyspach na drugiej półkuli Polak pozostał 27 lat, do końca swojego życia. W czasie spędzonym na egzotycznych archipelagach zyskał przyjaźń i szacunek krajowców (wielu wyleczył podczas epidemii śmiertelnie groźnej grypy), którzy nadali mu tytuł wodzowski. Do Polski, ze względu na udział w powstaniu styczniowym, nie mógł powrócić. Przypłynął tylko raz, na krótko, by zobaczyć się z matką.

Świat zagubiony w oceanie

Podróżnik pozostawił też cenne wskazówki, jak dotrzeć do zagubionego gdzieś na połu- dniowym Pacyfiku wyspiarskiego świata, który stał się jego drugą ojczyzną. Najpierw w porcie trzeba dostać się na statek podążający do Australii, a następnie, pisał Kubara: „Jeżeli opuściwszy złotodajne puszcze Australii, na szybkim i pewnym okręcie popędzimy na wschód i okrążywszy przylądek Trzech Króli na Nowej Zelandyi, na północy miniemy grupy wysp Kermadek, Fiji i Tonga, to po pięćdziesięciodniowej szczęśliwej podróży okaże się szereg wyniosłych, bujną roślinnością pokrytych wysp, o których rafami obwarowane brzegi potężny ocean z hukiem stu gromów się rozbija. Szczyty niegdyś ogniem buchające, dziś wygasłe i lasem porosłe, w mgle i chmurach się kryją. Mamy przed sobą jeden z brylantów Oceanu Wielkiego – Samoa”. Taki świat, zagubiony w bezkresie oceanu i czasu, pokochał Jan Kubary.

« 1 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Slotkakotka
    ostatnia aktywność: 06.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 3
    AnnaŻ
    ostatnia aktywność: 03.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 4
    KociaAnia
    ostatnia aktywność: 24.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 26
  • 5
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 26.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 10