nasze media Najnowszy numer MGN 11/2020

Notowali: Krzysztof Błażyca, Gabriela Szulik

|

MGN 12/2008

dodane 08.03.2012 08:25

Roraty? Bardzo lubiłem!

Czy chodziliście na Roraty? – zapytaliśmy kilku aktorów i dziennikarza. Przeczytajcie, co nam odpowiedzieli.

FRANCISZEK PIECZKA   FRANCISZEK PIECZKA
aktor
fot. AGENCJA GAZETA/MAŁGORZATA KUJAWKA
FRANCISZEK PIECZKA

aktor

– Roraty to dla mnie ważna część dzieciństwa. Jako chłopiec bardzo je lubiłem.

Pamiętam, jak z kolegami ze szkoły chodziliśmy ze świecami do kościoła...

Na Roraty chodziliśmy całą rodziną.

Było jeszcze bardzo ciemno, bo Roraty były wcześnie rano.

Rodzice siadali w kościele w innym miejscu, a my siedzieliśmy razem z innymi dziećmi.

Codzienne chodzenie na Roraty bardzo nas fascynowało i przybliżało do tajemnicy świąt Bożego Narodzenia.

 

 

 

 

 


DARIUSZ KOWALSKI   DARIUSZ KOWALSKI
aktor
fot. AGENCJA GAZETA/MARCIN WOJCIECHOWSKI
DARIUSZ KOWALSKI

aktor

– Pamiętam roratni lampion, który sam zrobiłem, i ciemność grudniowego poranka, skrzypiący pod nogami śnieg. W kościele też panowały ciemności. Otaczała nas jakaś niesamowita aura. Na lewo od prezbiterium stała drabinka, a na jej szczycie Dzieciątko Jezus, które z każdą Mszą św. „schodziło” szczebel niżej w stronę żłóbka.

Obserwowaliśmy przychodzące do nas z nieba Dzieciątko, które jest coraz bliżej. To tworzyło dodatkową atmosferę oczekiwania. Na Roraty chodziłem chętnie, chociaż niełatwo było wstawać na 6 rano.

Dwa lata temu o Roratach przypomniała mi córka. Budzimy się pewnego ciemnego  grudniowego poranka, a jej nie ma w pokoju...! To było krótko po przeprowadzce: nowe miejsce, nowa szkoła, nowa parafi a, a ona po raz pierwszy sama ruszyła w taką trasę i to po ciemku.

Zaskoczyła nas. Pokazała charakter! I chodziła codziennie. Dla niej Msze roratnie były wielkim odkryciem, a mnie przypomniało się dzieciństwo. Teraz razem czekamy na Roraty.

MARCIN ŻEBROWSKI   MARCIN ŻEBROWSKI
dziennikarz
fot. ARCHIWUM GN
MARCIN ŻEBROWSKI

dziennikarz

– Moja przygoda z Roratami zaczęła się w podstawówce. Wtedy najważniejsze były pieczątki zbierane do zeszytu z religii. Dopiero pod koniec podstawówki, gdy zostałem lektorem i stałem bliżej ołtarza, Roraty stały się dla mnie religijnym przeżyciem. Chodziłem też na Roraty w szkole średniej.

A gdy byłem już dorosły, pamiętam, że jednego roku rano zaczynałem pracę i nie mogłem pójść na Roraty. Bardzo to przeżyłem. I wtedy doszło do mnie, że Roraty nie polegają na porannym wstawaniu. To ważne przygotowanie do Bożego Narodzenia. Jak ktoś nie wierzy, polecam, niech sam sprawdzi. Najważniejsze, by chodzić codziennie.

Nie rezygnować po trzech dniach. Sam też miałem kryzysy, ale wstawałem nawet w sobotę, a po Roratach szedłem dalej spać (śmiech). Boże Narodzenie bez Rorat to jak Wielkanoc bez wielkopostnych rekolekcji.

MAGDALENA STUŻYŃSKA   MAGDALENA STUŻYŃSKA
aktorka
fot. EAST NEWS/BARTOSZ KRUPA
MAGDALENA STUŻYŃSKA

aktorka

– Roraty były u nas rano. Nie miałam żadnego problemu ze wstawaniem. To było takie niezwykłe... Niestety, rano mogłam chodzić tylko wtedy, gdy miałam szkołę na drugą zmianę, ale zdecydowanie wolałam chodzić rano.

Nasza siostra katechetka, urszulanka, dawała nam czarno-białe obrazki na każdy dzień Adwentu. Mogliśmy je pokolorować tylko wtedy, gdy danego dnia zrobiliśmy coś dobrego.

Pamiętam też, że robiliśmy takie koperty w kształcie serduszek i przynosiliśmy w nich na Roraty nasze postanowienia. Składaliśmy je potem w takim dużym koszu przed ołtarzem. Najczęściej postanawiałam, że nie będę się kłócić z siostrą i że będę się dużo uczyć.
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 4
    kawa
  • 5
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44

Najwyżej docenione