nasze media MGN 12/2020

Joanna Bątkiewicz-Brożek

|

MGN 12/2011

dodane 03.03.2012 12:29

Dziewczynka papieża

Złotowłosa dziewczynka z niebieskim balonikiem w ręku pokrzyżowała plany Alego Agcy, zamachowca na życie Jana Pawła II.

Hej, dziewczynko papieża! – wołali do niej Włosi. Na początku myślano, że jest Polką. 13 maja 1981 r. Sara Bartoli stała się najsłynniejszą dziewczynką na świecie. Jej zdjęcie: złotożółte loczki i pyzata buzia, którą całuje Jan Paweł II, obiegło świat lotem błyskawicy. Sara Bartoli dziś jest piękną mamą. Z mężem marzą o podróży do Polski.

FANI GIOVANNI PAOLO II
Na słynnym zdjęciu Sara ma 18 miesięcy. Szybko nazwano ją „bambina del Papa” – „dziewczynka papieża”. Zamachowiec, Ali Agca, który w maju 1981 roku strzelał do Jana Pawła II na Placu św. Piotra, przyznał potem w rozmowie z Frankiem Bucarellim, jednym z popularnych włoskich dziennikarzy: „Tej dziewczynki nie było w planie”. Dziś Sara jest 32-letnią piękną kobietą (urodziła się 4 sierpnia 1979 r. w Valmontone, ok. 45 km od Rzymu). Z mężem Maksymilianem obchodzili właśnie ósmą rocznicę ślubu. Mają dwoje dzieci: 6-letniego Michela i 3-letnią Francescę. Mieszkają w Lariano pod Rzymem. Sara pracuje w popularnej we Włoszech sieci handlowej supermarketów Conad. I wiedzie normalne życie. – Kibicuję Juventusowi, mój ulubiony piłkarz to Alessandro del Piero, słucham tylko włoskiej muzyki, uwielbiam fi lmy dokumentalne i komedie – mówi w rozmowie z „Małym Gościem”. Na zdjęciu na Facebooku uśmiechnięta piękna brunetka przytula swojego męża. Oboje są fanami strony „Papa Giovanni Paolo II”. – I mamy jedno marzenie – mówi Sara – chcielibyśmy przyjechać do Polski, do miejsc, z którymi związany był Karol Wojtyła.

WSZYSTKO INACZEJ
– Tuż po zamachu – opowiada Sara – wszyscy myśleli, że dziewczynka z jasnymi loczkami, która uratowała życie papieża, jest Polką. – Szukano mnie nawet w Polsce – śmieje się. – Ale pewnego dnia moja mama zadzwoniła do telewizji, prosząc, by udostępniono jej nagranie z audiencji z 13 maja. Niby z jakiej racji? – dziwili się w telewizji. A mama na to, że tuż przed strzałem Alego Agcy papież wziął na ręce jej córkę. Nikt, nie chciał wierzyć. Ale mama się upierała i zdenerwowana powiedziała: „To sami przyjedźcie i zobaczcie!”. No i niestety przyjechali. – Od tamtej chwili moje życie toczyło się właściwie wokół zamachu na Jana Pawła II – wspomina Sara. – Najpierw tłum fotoreporterów, dziennikarzy oblegał nasz dom od rana do wieczora. Potem ciągle ktoś wołał na ulicy: „Hej, dziewczynko papieża!”.  Nie lubiłam tego – przyznaje. Dlaczego właściwie mama wzięła tak małe dziecko na audiencję do Rzymu? – pytam. – Mama jechała tam jako katechetka z grupą dzieci pierwszokomunijnych z naszej parafi i z Lariano – opowiada Sara. – Miałam zostać w domu, ale w ostatniej chwili wszystko się skomplikowało i rodzice musieli mnie zabrać ze sobą. Tata wpadł jeszcze na pomysł, żeby w takim razie zrobić mi zdjęcie z papieżem. Poprosił o to naszego proboszcza. Powiedział, że skoro Sara jedzie, to musi być na rękach papieża. Układali więc plan, gdzie i jak się ustawią, i ustalili, że proboszcz poda mnie papieżowi. I tak się stało.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione