nasze media Najnowszy numer MGN 06/2020

Adam Śliwa

dodane 12.03.2020 09:47

Garnitury, wielkie żółwie i ruchomy pałac

Wiatr ucichł nagle i statek zaczął dryfować. Silne prądy znosiły go w stronę nieznanego lądu. 10 marca 1535 roku dominikanin odkrył wyspy Galapagos.

W marcu poznamy pierwszego celebrytę i ojca garnituru. Wprowadzał nowe mody w Londynie i „dziwne” zwyczaje, jak codzienne mycie zębów czy częste kąpiele. W tym miesiącu zmarł także cesarz Rzymu, który kochał filozofię, a cesarstwo traktował jak zawód wykonywany dla dobra społeczeństwa. Także w marcu prądy Pacyfiku zepchnęły statek dominikanina, ojca Tomása de Berlangi, na nieznane wyspy z bardzo dziwnymi zwierzętami. Badał je później Darwin, tworząc swoją teorię ewolucji. Pod koniec miesiąca rozpoczęto też kosztowną, ale udaną operację przesuwania na torach ogromnego pałacu w Warszawie.

Filozof na tronie

W słynnym filmie „Gladiator” na początku jest scena śmierci cesarza rzymskiego Marka Aureliusza. W rzeczywistości cesarz umarł na dżumę 17 marca 180 roku po Chrystusie w obozie rzymskim w Vindobonie (dzisiaj to Wiedeń, stolica Austrii). Marek Aureliusz rządził najpotężniejszym imperium antycznego świata od 161 roku, początkowo razem ze swoim bratem Lucjuszem Werusem. Był ostatnim z tak zwanych pięciu dobrych cesarzy. Za ich panowania przypadał złoty okres Rzymu, choć w czasach Marka Aureliusza cesarstwo pustoszyły klęski żywiołowe, zarazy, a granice imperium atakowały plemiona germańskie i Partowie. Cesarz, który był filozofem i pisarzem, prowadził bardzo skromne życie, cały swój czas poświęcając służbie obywatelom. Od najmłodszych lat był bardzo pojętnym uczniem. Dobrze wykształcony, interesował się sztuką, filozofią, greką. Zmarł podczas wyprawy wojennej przeciw Markomanom. W Rzymie znajduje się piękny pomnik Marka Aureliusza na koniu. Wykonany z pozłacanego brązu, jest jedynym antycznym pomnikiem konnym, który dotrwał do naszych czasów. Wzorowano się na nim, gdy dla Warszawy wykonywano pomnik księcia Józefa Poniatowskiego.

Przesuwanie pałacu

Niezwykłą operację rozpoczęto 30 marca 1970 roku. W Warszawie o 78 stopni postanowiono obrócić wielki pałac Lubomirskich. Historia jego jest dość burzliwa. Jeszcze przed wojną budowlę zamieniono na kamienicę czynszową, a w czasie walk we wrześniu 1939 roku całkowicie spłonęła. Po wojnie pałac został odbudowany, jednak w 1970 roku postanowiono go obrócić. Chodziło o to, by ładnie zamknął tak zwaną Oś Saską, czyli plany z XVIII w. związane z budową pałacu Saskiego (rezydencji królewskiej dla Augusta II Sasa). Przesunięcie pałacu Lubomirskich zaplanowano i wykonano perfekcyjnie. Budynek o wymiarach 16 na 65 metrów, ważący 8 tysięcy ton, odcięto najpierw od fundamentów i piwnic i wzmocniono specjalnymi kratownicami. Następnie przy pomocy dźwigów hydraulicznych przesuwano go powoli na wałkach po ułożonych torach. Operacja trwała do 18 maja. Tego dnia budynek opuszczono na nowe fundamenty. W nowym miejscu stoi do dziś.

Dominikanin odkrywcą

Hiszpański żaglowiec w marcu 1535 roku wiózł na swym pokładzie biskupa Panamy, dominikanina ojca Tomása de Berlangę. Jego misja była trudna. Musiał pogodzić Francisca Pizarra i Diego de Almagro, którzy kłócili się o podział ziem z podbitego imperium Inków w Ameryce. Nagle w czasie rejsu wiatr ucichł i statek zaczął dryfować. Silne prądy znosiły go w stronę nieznanego lądu. 10 marca 1535 roku dominikanin z towarzyszami zszedł na ląd w poszukiwaniu wody. O swojej przygodzie i odkryciu wulkanicznych nieznanych wysp, zwanych dziś Galapagos, o. Tomás poinformował króla Hiszpanii Karola V. Na wyspach znaleziono też dziwne zwierzęta, których zakonnik nigdy nie widział. Wracając do Hiszpanii, zabrał 3-metrowego kajmana (dziś można go podziwiać w kolegiacie Świętej Maryi w Berlanga de Duero w Hiszpanii). Na pamiątkę odkrycia Tomásowi de Berlandze wystawiono pomniku w hiszpańskim Soria. Odkrywcę przedstawiono z wielkim żółwiem z Galapagos. Wyspy są dziś częścią państwa Ekwador. Nazwę Galapagos nadano im, gdy w 1570 roku tworzono nową mapę świata. Pochodzi ona od słowa galápago, czyli żółw.

Krawat i kąpiele

W Londynie na Jermyn Street stoi pomnik eleganckiego pana w cylindrze. To Beau Brummell, pierwszy człowiek, który był znany, ponieważ… był znany. Jednym słowem – celebryta. A jednak coś mu zawdzięczamy. Brummell żył na przełomie XVIII i XIX wieku. Moda męska przeładowana była wtedy falbankami, kokardami, kolorami i… perukami. Tymczasem Beau, człowiek majętny, na salonach pojawiał się w skromnym, ciemnym stroju z fularem (rodzaj chustki), zawiązanym pod szyją niemal tak jak dzisiejsze krawaty. Zaczął wyznaczać nowe trendy w modzie i prawdopodobnie jemu mężczyźni zawdzięczają noszenie garniturów i koszuli z krawatem. Brummell jako jeden z pierwszych odrzucił perukę i ściął włosy na krótko, czyli według mody rzymskiej. Codziennie mył zęby, golił się i kąpał, co wtedy było dużą ekstrawagancją. Mawiał, że jeżeli ludzie zwracają na ciebie uwagę na ulicy, to znaczy, że jesteś źle ubrany. Wystawny styl życia sprawił jednak, że popadł w długi i 30 marca 1890 roku zmarł w biedzie na emigracji we Francji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 2
    gr3
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113
  • 4
    minialo
    ostatnia aktywność: 21.11.2019
    łączna liczba komentarzy: 17
  • 5
    gkostka
    ostatnia aktywność: 13.01.2019

Najwyżej docenione