nasze media Najnowszy numer MGN 11/2020

Gabriela Szulik

|

MGN 03/2003

dodane 06.04.2012 20:13

To było 13 maja 1917 roku w Fatimie.

– Czy chcecie ofiarować się Panu Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba za nawrócenie grzeszników? – Tak, chcemy. – Będziecie więc musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą.

To było 13 maja 1917 roku w Fatimie.   Hiacynta i Łucja Pamiętał słowa pięknej Pani: „Franciszek też pójdzie do nieba, lecz najpierw musi odmówić wiele różańców”. Czasem był tak słaby i tak bardzo bolała go głowa, że nawet nie mógł się modlić. Jeżeli nie możesz wymawiać słów, odmawiaj różaniec w myśli. Madonna patrzy w serce i tak samo będzie zadowolona pocieszała go mama. Gdy podczas choroby odwiedziła go Łucja, w tajemnicy przed rodzicami oddał jej powróz pokutny. Od półtorej roku był nim opasany. Widziałam na nim ślady krwi opowiadała Łucja. Zabierz go powiedział Franek żeby mama nie zobaczyła. Potem z jego zdrowiem było już tylko gorzej. Nie mógł wychodzić z łóżka. Najbardziej bał się jednego, że przed śmiercią nie zdąży przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. Chłopiec chciał przynajmniej się wyspowiadać.

Któregoś dnia wczesnym rankiem Franek kazał zawołać Łucję. Przypomnij mi wszystkie grzechy, jakie popełniłem prosił chciałbym się wyspowiadać. Łucja zaczęła wyliczać: „Nie zawsze byłeś posłuszny mamie. Raz ukradłeś ojcu 10 groszy, bo chciałeś sobie kupić harmonijkę. Kiedyś obrzuciłeś kamieniami chłopców z sąsiedniej wsi”. Franek podziękował kuzynce i powiedział: „Może to z powodu tych grzechów Pan Jezus jest taki smutny. Gdybym miał dalej żyć, nie popełniłbym już żadnego grzechu. Teraz bardzo za nie żałuję”. To był wyjątkowy dzień. Spełniło się marzenie Franka. Nie tylko się wyspowiadał, ale też przyjął Pana Jezusa. Tego dnia miał wysoką gorączkę, a mimo to postanowił nie jeść niczego przedtem. Była to jego pierwsza i ostatnia Komunia. Następnego dnia Franek spotkał Jezusa w niebie.

Niedługo po śmierci brata u Hiacynty pojawiły się powikłania po przebytej grypie. Zapalenie płuc, potem zapalenie oskrzeli. - Czuję tak wielki ból w piersiach - skarżyła się czasem Łucji. Hiacynta nie mówiła o tym w domu. Nie mogła znieść łez mamy, która czuła, że zbliża się śmierć jej drugiego dziecka. - Mamo, nie płacz - pocieszała - nic mi nie jest. A choroba postępowała. Pewnego dnia Łucja, gdy zobaczyła ją zmienioną na twarzy, zapytała jak się czuje. - To dlatego, że nie spałam - odpowiedziała dziewczynka. - Tej nocy bardzo mnie bolało. Chciałam to ofiarować Panu Jezusowi i postanowiłam nie przewracać się w łóżku. Hiacynta chorowała prawie dwa lata. Łucja codziennie odwiedzała chorą kuzynk ę. Pewnego dnia Hiacynta powiedziała, że przyszła do niej Madonna. - Powiedziała mi, że pojadę do Lizbony, do szpitala - opowiadała. - Już nie zobaczę ani ciebie, ani moich rodziców. Będę jeszcze dużo cierpiała i umrę samotnie. Ale mam się nie bać - Ona przyjdzie, aby zabrać mnie do nieba. Kilka miesięcy póśniej do Fatimy przyjechał lekarz z Lizbony.

Chciał poznać dzieci. Kiedy zobaczył, w jakim stanie jest Hiacynta, namówił rodziców, by zgodzili się oddać dziecko do szpitala w stolicy. - Operacja to jedyna szansa dla córki - przekonywał. Dziewczynka wiedziała, że zaczyna się spełniać obietnica Maryi. Bardzo chciała jeszcze raz zobaczyć Cova da Iria. Mama pożyczyła osiołka, by zawieść córkę na miejsce objawień. Hiacynta żegnała się z zielonymi dolinami i lasami, z grotami i pagórkami, gdzie przeżyła największą przygodę swego życia - spotkanie z Maryją. Przed wyjazdem pożegnała się z Łucją. Podobnie jak wcześniej Franciszek, Hiacynta wręczyła Łucji swój sznur pokutny. Nie chciała, żeby ktokolwiek się o nim dowiedział. Bezradna Łucja początkowo nie wiedziała, co ma z nim zrobić. Dopiero po jakimś czasie spaliła obydwa. W Lizbonie przeprowadzono operację i usunięto jej dwa żebra.

Hiacyntę znieczulono tylko miejscowo, ponieważ mała pacjentka była zbyt osłabiona. Stan zdrowia jednak wcale się nie poprawił. Co gorsza, po zabiegu została wielka rana. Kiedy pielęgniarki czyściły ranę i zmieniały opatrunek, sprawiały Hiacyncie ból nie do zniesienia. - Maryjo, pomóż mi! - prosiła wtedy cicho. 20 lutego Hiacynta poczuła się bardzo śle. Wiedziała, że wkrótce umrze. Poproszono księdza. Dziewczynka wyspowiadała się i poprosiła o Komuni ę Świętą. Ksiądz przyrzekł, że z Panem Jezusem przyjdzie następnego dnia rano. Nie doczekała. Wieczorem, w całkowitym osamotnieniu, z dala od rodziców i ukochanej Łucji, dziesięcioletnia Hiacynta odeszła do nieba. Nikt nawet nie wiedział, kiedy umarła.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione