nasze media MGN 10/2020

Franciszek Kucharczak

|

MGN 09/2006

dodane 17.03.2012 21:40

Szarża po śmierć

Zamki nieraz kapitulowały bez walki. Zwłaszcza gdy były małe, oblegających wielu, a na odsiecz nie było co liczyć. Twierdza Szigetvar stawiła opór. Załoga straceńców być może ocaliła kawał Europy.

Sułtan siedział na tronie nieruchomo z przymkniętymi oczami. Dostojny i sztywny jak nieboszczyk. Bo też Sulejman Wspaniały nie żył od przedwczoraj. Jego wezyr Mehmed kazał potajemnie zabalsamować ciało i udawać, że władca żyje. Bał się, że gdy żołnierze dowiedzą się o śmierci ich wodza, turecka armia się rozpierzchnie.

Wy niedołęgi!
Miał powody do lęku, bo choć wojska tureckiego było sto tysięcy, to mało kto był tam w bojowym nastroju. Od dłuższego czasu starcia z chrześcijanami kończyły się fatalnie. A już zupełną katastrofą skończyło się ubiegłoroczne oblężenie Malty. Kawalerowie maltańscy, choć nieliczni, stawili Turkom zaciekły opór. Po wielu tygodniach oblężenia najeźdźcy musieli się wycofać, zostawiając pod murami wyspiarskiej twierdzy wiele tysięcy ciał swoich żołnierzy. Sułtan Sulejman był wściekły. – Niedołęgi! – wygrażał pięściami. – Niczego nie potraficie zdziałać, gdy ja nie dowodzę! – krzyczał. Postanowił zmazać hańbę.

Nim minął rok, kolejna wielka armia wyruszała z Konstantynopola w stronę Wiednia. Sułtan był już stary i nie mógł utrzymać się w siodle, więc kazał się nieść w lektyce. Rzeka zbrojnych posuwała się na zachód w kierunku Egeru w Karpatach. Sulejman spodziewał się, że tam stawi mu czoło armia austriacka. Wtedy ktoś przyniósł wiadomość, że węgierska twierdza Szigetvar nie chce się poddać. Twierdza była niewielka, a jej mury nawet w połowie nie były tak potężne, jak te na Malcie. – Idziemy na Szigetvar! – zdecydował sułtan. Zależało mu koniecznie na jakimś zwycięstwie, choćby niewielkim. Niechby była i ta mała twierdza. Nie wiedział, jaka niespodzianka go czeka.

Dziś macie zwyciężyć
Na początku sierpnia 1566 roku wojska tureckie dotarły do Szigetvaru. Twierdza, owszem, okazała się mała, ale rychło miało się okazać, że nie można tego samego powiedzieć o sercach obrońców. A zwłaszcza o sercu kapitana twierdzy. Był nim Mikołaj Zrinski, Chorwat, który wcześniej uszedł na Węgry przed turecką nawałą. Teraz wraz z załogą spoglądał z murów na rozlewające się w dole morze głów. Ale nie było wiele czasu na oglądanie. Zagrzmiało dwieście dział, bo tyle przyciągnęli ze sobą najeźdźcy. Turcy ruszyli do szturmu nieomal z marszu. Twierdza miała być zdobyta przed zmrokiem. Ale nie została zdobyta. Pod murami rozpętało się istne piekło.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione