nasze media Najnowszy numer MGN 09/2020

Franek Fałszerz

|

MGN 05/2009

dodane 25.04.2012 10:17

Ikona i jej ochrona

Józef Brandt (1841–1915), Matka Boska Poczajowska, ok. 1890, Muzeum Narodowe w Warszawie

znajdź fałszerstwo

Józef Brandt (1841–1915)   Józef Brandt (1841–1915)
Przykuwa uwagę ten obraz, czyż nie? To jedno z tych nielicznych malowideł, przed którymi człowiek zatrzyma się, nawet gdy zwiedził trzydzieści sal muzealnych i koniecznie chciałby jeszcze tylko obejrzeć drzwi wyjściowe. No, ale tak już malował Józef Brandt. Jego obrazy działają na dwa sposoby – jedne skłaniają widza do cofnięcia się przed galopującymi końmi, a drugie wciągają go do środka. Ten obraz należy do tych drugich.

Artysta w kontuszu
To jedno z wyjątkowo spokojnych malowideł Brandta, bo u niego panuje zwykle ruch jak w szkole na dużej przerwie: bitwy, polowania, zawody jeździeckie – takie rzeczy. Bo Brandt wielkim batalistą był. Gdy w młodości poznał znakomitego malarza koni i broni Juliusza Kossaka, zachwycił się jego sposobem malowania. I tak już mu zostało. Choć wiele lat spędził w Monachium, zawsze demonstrował swoją polskość. Po Monachium nieraz chodził w szlacheckim kontuszu, choć już i w Polsce ten strój coraz rzadziej był używany. Podpisywał się często „Józef Brandt z Warszawy”. To był jego sposób na określenie przynależności. Bo to był XIX wiek, a wtedy Polska nie istniała. Brandt pisał więc „z Warszawy”, żeby nie musieć pisać „z Rosji”. Postanowił, że jego żona też musi być Polką. Ale – choć był bogaty i niezwykle przystojny – nie żenił się długo.

W Monachium wpadła mu w oko, co prawda, piękna Polka, którą uznał za ideał kobiety. Nazywała się Helena Pruszakowa, ale ona była właśnie Pruszakowa. Aleksander Pruszak był przyjacielem Brandta, ale nade wszystko mężem Heleny. Józef Brandt zachował się jak mężczyzna i nawet nie pisnął o swoim uczuciu. Pruszak jednak zmarł młodo. I dopiero kilka lat po jego śmierci malarz ośmielił oświadczyć się wdowie. Po ślubie mieszkali wraz z dwójką dzieci Heleny na przemian w Monachium i w Orońsku na Mazowszu. Brandt był coraz bogatszy. Ludzie kupowali jego obrazy często tuż po wystawieniu. Dom artysty w Monachium był zawsze otwarty dla Polaków, zwłaszcza dla artystów, niezależnie od ich zamożności. Dyskusje, imprezy, zabawy – wesoło i ciekawie było u Brandtów. Po jednej z takich imprez, na której goście obfi cie uraczyli się trunkami gospodarza, Brandt powiedział: „Bardzo wam dziękuję, żeście mi śpiewali. Znać, żeście Polacy – boście fałszowali!”. Nie wiem, czy fałszowanie jest dowodem polskości, ale jeśli tak, to ja też taki dowód mogę przedstawić – przecież od lat w „Małym Gościu” ciągle fałszuję.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione