Józef Brandt (1841–1915), Matka Boska Poczajowska, ok. 1890, Muzeum Narodowe w Warszawie
Józef Brandt (1841–1915)
Przykuwa uwagę ten obraz, czyż nie? To jedno z tych nielicznych malowideł, przed którymi człowiek zatrzyma się, nawet gdy zwiedził trzydzieści sal muzealnych i koniecznie chciałby jeszcze tylko obejrzeć drzwi wyjściowe. No, ale tak już malował Józef Brandt. Jego obrazy działają na dwa sposoby – jedne skłaniają widza do cofnięcia się przed galopującymi końmi, a drugie wciągają go do środka. Ten obraz należy do tych drugich.
Moduły twardziela
A właśnie! Obraz, który powyżej sfałszowałem, przedstawia scenę, jaka mogła mieć miejsce w 1672 roku podczas ewakuacji cudownego obrazu Matki Boskiej Poczajowskiej. Obraz ten został wywieziony z prawosławnego klasztoru w Poczajowie na Ukrainie w obawie przed zbliżającą się nawałą turecką. Ta nawała potem kompletnie nawaliła, bo Jan Sobieski zrobił jej pod Chocimiem taki pogrom, że nawet klasówka z matematyki się nie umywa. Ale zanim to nastąpiło, lepiej było uciekać z dobytkiem, a zwłaszcza z tak cenną rzeczą, jaką była ikona Bogurodzicy z Poczajowa. Obraz, jak widzimy, był przewożony w taborze. Już zapadła oświetlona blaskiem księżyca noc. Wozy stoją w obronnym kręgu, konie powyprzęgano, woły odpoczywają na trawie. Wokół panuje cisza, słychać tylko (bo to prawie słychać) głosy modlących się mniszek i ich towarzyszy podróży. Wszyscy modlą się przed oświetlonym oliwnymi lampkami prowizorycznym ołtarzem z cudownym wizerunkiem. I to jak się modlą! Na kolanach albo w pełnym szacunku ukłonie, ze złożonymi rękami albo ze świecami w dłoniach. Z pochyloną głową modli się nawet strażnik z muszkietem na ramieniu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł