nasze media Najnowszy numer MGN 07-08/2020

Gabriela Szulik

|

MGN 11/2007

dodane 19.10.2007 12:58

Jesteśmy z dawnych czasów

Zaskakują wiedzą. Odważnie oceniają świat dorosłych. Znani w całej Polsce, choć popularność wcale nie jest szczytem ich marzeń.

Paweł i Maciek Królowie w programie „Duże dzieci” występują od samego początku. Właściwie to oni, a raczej to, jak mówią, byli natchnieniem dla Leszka Kumańskiego, reżysera i scenarzysty programu.

Kot, żółwie i legwan
Wjeżdżamy na jedno z kieleckich osiedli. Domy na skraju miasta, niemal pod lasem. Jakby nie w stolicy województwa. Jest słoneczne październikowe popołudnie. – Tak, żeby chłopcy mogli spokojnie wrócić ze szkoły i zjeść obiad – prosiła mama, pani Maria Król, gdy umawialiśmy spotkanie z Maćkiem i Pawłem. – Musimy skończyć około siedemnastej, bo potem chłopcy idą na dyskotekę szkolną – ustalamy jeszcze. Podjeżdżamy pod dom. Z okna na piętrze spogląda długowłosy rudy kot. Jak się potem okazuje, ulubieniec bliźniaków lubi przesiadywać na parapecie okna w ich pokoju. Trudno się dziwić – ma stamtąd świetną widoczność, szczególnie na wchodzących. Kot nie jest jedynym zwierzęciem w tym domu. Jest legwan i są oczywiście słynne żółwie, w tym jeden wodny. Historie o tych gadach zna niemal cała Polska. Bliźniacy bardzo chętnie opowiadają w telewizji o ich zwyczajach. – Przez jakiś czas mieliśmy nawet telefony, czy nie przyjęlibyśmy jeszcze żółwia – śmieje się mama, pani Maria Król. Wchodzimy do niewielkiego salonu na parterze. Jedna ściana to książki – od razu je widać, zresztą nie jedyne takie miejsce w tym domu. Na stylowej sofie siedzą bracia: Maciek i Paweł. Czekają. Gotowi do rozmowy, schludnie ubrani, w sweterkach idealnie dobranych do koloru koszuli. Ten ostatni szczegół jest dość ważny.

Bez dodatkowych zajęć
Chłopcy chodzą do piątej klasy szkoły podstawowej w Kielcach. To ich pierwszy rok w nowej szkole. – Zmieniliśmy, bo w tamtej podstawówce było coraz większe zaludnienie – wyjaśnia Paweł. – Po za tym chcieliśmy więcej osiągnąć również językowo – dodaje poważnie. Dzięki temu, że Paweł i Maciek uczą się w prywatnej szkole, nie muszą chodzić dodatkowo na niemiecki i angielski. Choć i tak dotąd były to ich jedyne zajęcia pozalekcyjne. – No, oprócz basenu – precyzuje mama. – Nie obarczam ich specjalnie – wyjaśnia. – Telewizja, dojazdy do Warszawy, to zajmuje im trochę czasu. To też dla nich szkoła życia. Poznają różnych ludzi, uczą się, jak zachować się w różnych sytuacjach. Na razie mają czas, żeby dużo czytać, żeby znaleźć swoje prawdziwe zainteresowania. Żeby ich dodatkowe zajęcia nie były moimi ambicjami – uważa pani Maria. – To czasem problem niektórych małych dzieci, że rodzice ciągle je na coś zapisują i dzieci nie mają na nic czasu – wtrąca Paweł. Ministranturę sami wybrali. Najpierw Maciek, a za kilka miesięcy zdecydował się Paweł. – Chłopcy solidnie pilnują swoich obowiązków w kościele – mówi tata, pan Krzysztof Król. – A co jest ważniejsze?! – denerwuje się Paweł, kiedy pytam, czy mają na to czas. – Ministrantura i wiara, czy jakieś kółko i sport?

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 2
    gr3
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113
  • 4
    minialo
    ostatnia aktywność: 21.11.2019
    łączna liczba komentarzy: 17
  • 5
    gkostka
    ostatnia aktywność: 13.01.2019

Najwyżej docenione