To się dopiero nazywa „przewrotna” tradycja. Jak w Wielkiej Brytanii niektórzy żegnają karnawał?
Zrobienie naleśnika nie każdemu się idealnie udaje, ale większość osób, jeśli tylko wie co nieco o gotowaniu, nie ma z tym problemu. Trochę więcej talentu wymaga już umiejętne przewrócenie takiego naleśnika w powietrzu. Trzeba wiedzieć, kiedy i jak poruszyć patelnią, żeby ciasto się nie skleiło albo – co gorsza – nie wylądowało na podłodze. A teraz sobie wyobraźcie, że ktoś ma ten naleśnik podrzucić, ale nie stojąc sobie spokojnie w swojej kuchni, ale... biegnąc w tłumie innych osób środkiem ulicy.
Zresztą wcale nie musicie sobie tego wyobrażać. Wystarczy, że zobaczycie, jak wygląda tzw. pancake race odbywający się co roku we wtorek przed Środą Popielcową w całej Wielkiej Brytanii. W tym tradycyjnym wydarzeniu na zakończenie karnawału uczestniczą tłumy – nierzadko elegancko ubranych – mieszkańców, którzy ścigają się ze sobą na nieduże dystanse, trzymając w dłoniach patelnie i, no właśnie, podrzucając na nich naleśniki.
Najsłynniejszy z takich biegów ma miejsce w Olney w hrabstwie Buckinghamshire. Jak głosi tradycja, w 1445 r. mieszkanka tego miasta usłyszała w zapusty bicie dzwonu przyzywającego wiernych do spowiedzi przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. Tak ją ten dźwięk zaskoczył, że wybiegła z domu do kościoła w fartuchu i z patelnią w ręce, bo akurat była zajęta smażeniem naleśników. Tyle jeśli chodzi o legendę, ale prawda jest taka, że wyścig z naleśnikiem w Olney stał się słynny na cały świat. Uczestniczą w nim miejscowe panie domu, które na linii startu muszą się obowiązkowo stawić w fartuchach.