nasze media MGN 12/2020

Franciszek Kucharczak

|

MGN 04/2010

dodane 15.03.2010 13:18

Dzień chwały

Południowe słońce grzało bezlitośnie, pył dusił gardło. Wokół płonęły wiązki słomy. Nie było już wody, kończyła się amunicja, kończyły się siły. Zaczynała się legenda.

Kapitan Danjou odmówił. Wiedział, że jego oddział nie doczeka wieczoru, ale zrozumiał, że im dłużej napastnicy są tutaj, tym dłużej nie ma ich przy francuskim konwoju. Dlatego obszedł stanowiska i odebrał od swoich ludzi przysięgę, że będą walczyć do śmierci. Walka rozgorzała na nowo. Godzinę później kapitan, przebiegając przez podwórze, został trafiony przez kogoś z piętra. Umarł po pięciu minutach. Dowództwo objął porucznik Villain. Nagle siedzący na dachu stajni Polak, sierżant Morzycki, zawołał, że do przeciwnika dołączą kolejny tysiąc piechurów i grupy partyzantów. Ponieważ legionistów znacznie ubyło, stosunek sił wynosił teraz ponad stu na jednego. Kanonada nasilała się. Padł porucznik Villain. Po nim dowodzenie przejął podporucznik Maudet. Z nieba lał się żar, a legionistom brakło wody w manierkach. Kończyła się też amunicja, również ta, którą znaleziono przy zabitych. Kilku Meksykanów przez dziury w ścianach zdołało wrzucić płonącą słomę. W upale, w tumanach kurzu i dymu, legioniści bronili się nadal.

DO KOŃCA
Około godziny 17.00 przy życiu pozostało dwunastu legionistów. Meksykański pułkownik Millain ponownie wezwał ich do kapitulacji. Znów daremnie. Wtedy Meksykanie uderzyli ze wszystkich stron. Po godzinie porucznik i pięciu ostatnich żołnierzy wycofali się do stajni. Tam wystrzelali resztę naboi, po czym nałożyli bagnety i ruszyli do walki wręcz. Porucznik i dwaj żołnierze natychmiast padli, podziurawieni jak sito. Pozostało trzech: kapral Maine i legioniści Constantin i Wenzel. Oparli się o siebie plecami i nastawili bagnety. Otoczył ich tłum Meksykanów. Podszedł ofi cer. – Teraz się poddacie? – zapytał. – Pod warunkiem, że zachowamy broń, a wy pomożecie naszym rannym – wychrypiał kapral Maine. Na to usłyszał: – Takim żołnierzom jak wy nie odmawia się niczego. Zwycięzcy znaleźli i opatrzyli kilkunastu rannych legionistów. Większość z nich przeżyła. Meksykanie, wstrząśnięci zaciekłością obrony i własnymi stratami, nie zaatakowali już konwoju, który bezpiecznie dotarł na miejsce. Plan poległego kapitana Danjou okazał się więc skuteczny. Kilka dni później meksykański chłop znalazł na pobojowisku jego drewnianą protezę ręki. Sprzedał ją Francuzom. Od tego czasu stanowi relikwię Legii Cudzoziemskiej. Bitwa pod Camerone rozsławiła Legię jako jedną z najlepszych elitarnych jednostek na świecie.

Legia Cudzoziemska (istnieje od 1831 roku)
Utworzona przez Francję specjalna jednostka wojskowa. Służący w jej szeregach żołnierze często byli – i są – obcokrajowcami (stąd nazwa). Ponieważ rekruci od początku mieli zapewnioną anonimowość, schronienie w szeregach Legii znajdowało wielu przestępców. Po ukończeniu służby stawali się obywatelami Francji i otrzymywali nowe dokumenty. Legioniści byli i są wykorzystywani do najbardziej niebezpiecznych i najtrudniejszych misji wojskowych na całym świecie. Dziś w Legii służą przedstawiciele 140 narodowości, także Polacy. Świętem Legii Cudzoziemskiej jest 30 kwietnia – pamiątka bitwy pod Camerone.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione