nasze media Najnowszy numer MGN 09/2020

Leszek Śliwa

|

MGN 06/2009

dodane 30.04.2009 18:54

Nastał czas grzecznego chłopca

Nie pije, nie pali, nie podrywa. Nie prowokuje kibiców, nie udziela buńczucznych wywiadów. Ma opinię grzecznego, skromnego chłopca. Po niepoprawnym Arturze Borucu miejsce w bramce reprezentacji Polski zajął spokojny Łukasz Fabiański.

Fabiański długo czekał na swoją szansę. Mimo że od dawna jest uważany za wielki talent, musiał się przyzwyczaić do roli rezerwowego bramkarza. W Legii Warszawa, a potem w reprezentacji Polski był w cieniu Artura Boruca. W Arsenalu Londyn zaczynał jako trzeci bramkarz, za Jensem Lehmannem i Manuelem Almunią. Wiosna 2009 roku może stanowić przełom w karierze Łukasza. Najpierw słaba forma Boruca otworzyła mu drogę do reprezentacyjnej bramki. Potem kontuzja Almunii dała mu miejsce w składzie Arsenalu przed półfinałowymi meczami Ligi Mistrzów z Manchesterem United.

Szalony jak bramkarz?
Wielu kibiców sądzi, że bramkarz musi być odrobinę szalony. Słynni niegdyś bramkarze, jak Niemcy Harald Schumacher i Oliver Kahn, Belg Jean-Marie Pfaff czy Paragwajczyk José Luis Chilavert szokowali zachowaniem zarówno na boisku, jak i poza nim. Niepokorni, bezczelni, pewni siebie, podczas meczów onieśmielali napastników rywali i dodawali pewności swym kolegom z obrony. Niestety, poza boiskiem te same cechy charakteru sprawiały wiele kłopotów. Takim typem bramkarza jest Artur Boruc. Fabiański to jego przeciwieństwo. I na boisku, i poza nim. W bramce impulsywny Boruc broni niezwykle efektownie. Interwencje Fabiańskiego nie są tak spektakularne. Gra spokojniej, dobrze się ustawia. Kibice mniej cenią takich bramkarzy, za to znacznie bardziej trenerzy. Wielkim dowodem uznania klasy Fabiańskiego jest sprowadzenie go do Arsenalu przez słynnego szkoleniowca i menedżera, Francuza Arsène’a Wengera. Wenger uchodzi za najlepszego w Europie „łowcę” młodych talentów. Poza boiskiem Boruc ciągle dawał powody prasie brukowej do pisania o sobie. Fabiański, zwany przez kolegów z boiska „Bambi”, nie jest dla paparazzich ciekawym tematem. Nie urządza pijatyk, ma ciągle jedną dziewczynę, wakacje spędza w polskich lasach. Jedynym „newsem”, jakiego dostarczył ostatnio żądnym sensacji dziennikarzom, było… uratowanie życia żabce. Podczas treningu reprezentacji w Tychach, przed meczem z San Marino, wyniósł zabłąkanego płaza z murawy, żeby nikt go nie rozdeptał.

Zahartowany w Szamotułach
Łukasz Fabiański ma dopiero 24 lata. Dla bramkarza to niewiele. Techniką gry przewyższa jednak wielu starszych kolegów. Choć pochodzi z Kostrzynia nad Odrą, to jednak najwięcej zawdzięcza szkółce piłkarskiej w Szamotułach, do której trafi ł w wieku 15 lat. Szkoła ta słynie ze znakomitej pracy z juniorami. Bramkarzami zajmuje się w niej Andrzej Dawidziuk, a pozostałymi zawodnikami Bernard Szmyt. Ich wychowankami, oprócz Fabiańskiego, jest wielu znanych dziś piłkarzy. Chłopcy w Szamotułach muszą pogodzić sport z nauką. Dla piętnastolatków wyjazd z rodzinnego domu i mieszkanie w bursie, z dala od rodziców, jest często szokiem. Kandydat na wielkiego bramkarza musi jednak mieć mocną psychikę. Fabiański zahartował się w Szamotułach. I nie boi się trudnych wyzwań. Nastał czas, w którym ma szansę udowodnić, że jest świetnym bramkarzem. Oby ją wykorzystał. I w Arsenalu, i w reprezentacji. Żeby osiągnąć sukces, wcale nie musi się zmieniać. Bo wbrew obiegowym opiniom, wśród wielkich bramkarzy było wielu grzecznych i skromnych ludzi. Takich na przykład jak, uważany obecnie za najlepszego bramkarza na świecie, Iker Casillas.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione