nasze media MGN 10/2020

Gabriela Szulik

|

MGN 05/2003

dodane 08.04.2012 18:17

Żyją jak zabite

– Chciałabym umrzeć jak ona – powiedziała Pierina do swych przyjaciółek. – Jeśli umrzesz jak Maria Goretti – obiecały dziewczęta – przyjedziemy na twoją beatyfikację.

bł. Pierina Morosini   bł. Pierina Morosini
Obie były Włoszkami. Chociaż nigdy się nie spotkały, były sobie bardzo bliskie. Pierina Morosini urodziła się prawie trzydzieści lat po śmierci Marii Goretti. Wtedy we Włoszech coraz więcej ludzi znało i opowiadało historię dwunastoletniej dziewczynki, która wolała umrzeć niż zgrzeszyć. Pierina chciała wiedzieć o Marii jeszcze więcej. Czytała wszystko, co wpadło jej w ręce. Nawet kilka razy. Na pamięć znała całe jej życie. Miała 16 lat, gdy papież ogłosił, że jej ukochana męczennica z Nettuno będzie błogosławiona. Pierina promieniała ze szczęścia. Pojechała do Rzymu na beatyfikację. To wtedy powiedziała koleżankom o swym marzeniu: „Chciałabym umrzeć jak Maria Goretti”.

Spełnione marzenia
Dziesięć lat później kwietniowy dzień 1957 roku nie zapowiadał niczego szczególnego. Pierina jak zwykle wyszła do pracy na pierwszą zmianę, na szóstą rano. Przedtem, jak co dzień, wstąpiła do kościoła, by przyjąć Komunię Świętą. Wracając z pracy na chwilę zatrzymała się w wiosce, by zrobić zakupy. Zwykle między 15.00 a 15.10 była już w domu. Tego dnia nie było jej jeszcze o 15.30. Santo, młodszy brat, zaczynał się coraz bardziej niepokoić. Przecież zawsze była punktualna. Postanowił wyjść w stron ę wioski. Przeczucia go nie myliły. Na środku ścieżki leżała Pierina. Nie wiadomo, co się stało, bo nikt nie widział zdarzenia. – Pierina! Pierina! – wołał przerażony. Dziewczyna jeszcze żyła. Wydawało się, że rozumie brata, ale nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa. Wezwano lekarza. Rany głowy były jednak bardzo poważne.

Dwa dni później Pierina zmarła. Miała 26 lat. – Jak to się stało? Takie pytanie zadawali sobie ludzie przez dwadzieścia dni. Dopiero, gdy zatrzymano 20-letniego mężczyznę, wypadek zaczął się powoli wyjaśniać. Mężczyzna przyznał, że Pierina bardzo mu się podobała. Obserwował ją od roku. Wiedział, gdzie mieszka, gdzie pracuje i w jakich godzinach wraca do domu. Kwietniowego popołudnia czekał na nią przy drodze. Pierina dostrzegła go. Teraz słyszała coraz szybsze kroki. Chyba przeczuwała jego złe zamiary. Pewnie nieraz wśród zarośli widziała spojrzenia nieznajomego. Szedł za nią. Zbliżał się. Pierina podniosła kamień. Chciała się bronić. Mężczyzna był silniejszy. Odebrał kamień i uderzył dziewczynę w głowę. Pierina zrobiła kilka kroków i upadła na ścieżkę. Tak znalazł ją brat.

Dziewczynka Pana Boga
Chciała być zakonnicą i misjonarką. Bóg zaplanował dla niej inny los. – Dzień za dniem pozwolę, by jak małą dziewczynkę prowadził mnie Bóg – zapisała kiedyś Pierina w swoich notatkach. W domu Morosinich Bóg zawsze był na pierwszym miejscu. Toteż nie dziwiło nikogo, kiedy Pierina od szóstego roku życia codziennie przez kasztanowy las, ścieżką wijącą się wśród gór, maszerowała pół godziny do kościoła. Msza święta zaczynała się o szóstej rano. Dziewczynka wstawała już o piątej, by zdążyć. Potem wracała na śniadanie i znowu tą samą drogą szła do wioski, by na dziewiątą być w szkole. Nie zrezygnowała nawet wtedy, gdy pracowała. – Nie mogę żyć bez Eucharystii – odpowiadała, kiedy radzono jej, żeby się tak nie przemęczała. – Taka córka to łaska od Pana – powtarzała mama. – Nie przypominam sobie, żeby była nieposłuszna. Kiedy mama wracała z miasta, Pierina zawsze wychodziła jej naprzeciw i pomagała przynieść zakupy. W szkole należała do najlepszych uczennic. Bardzo chciała się uczyć, ale liczną rodzinę trzeba było przede wszystkim wyżywić. Miała zaledwie 11 lat, kiedy mama, widząc jej zdolności krawieckie, wysłała ją do sąsiadki na naukę szycia. Ta szkoła była najtańsza i najbliższa. Potem, gdy zachorował tata, Pierina jako piętnastolatka musiała pracować w przędzalni bawełny. Nikt nie słyszał, by narzekała na swoje życie. Wierzyła, że wszystko jest darem Boga. Nawet cierpienie. Na pogrzeb przyszły tłumy ludzi. Już wtedy uważano ją za świętą. Każdy chciał dotknąć trumny. Wzywano ją, prosząc o różne łaski. Kiedy 20 lat po śmierci, przy okazji trwającego procesu beatyfikacyjnego, otwarto trumnę, stwierdzono, że ciało zachowało się w doskonałym stanie. W 1987 r., 30 lat po śmierci, Papież Jan Paweł II ogłosił Pierinę Morosini błogosławioną.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione