nasze media Najnowszy numer MGN 11/2020

Franciszek Kucharczak

|

MGN 02/2005

dodane 19.03.2012 21:39

Straszna woda

– Za kilka godzin dotrze do was tsunami! Proszę natychmiast zawiadomić ministra! – wołał głos w słuchawce.

Dyżurny podoficer na malediwskim lotnisku zapisał: „Za parę godzin przybywa mister T. Sunami”. Kiedy wiadomość dotarła do ministra Ismaila Shafeeu, ten wysłał na lotnisko delegację, żeby uroczyście przywitała pana T. Sunami. W drugim dniu ubiegłorocznych świąt Bożego Narodzenia na Malediwach zginęło stosunkowo niewielu ludzi, ale gdyby nie ta fatalna pomyłka, pewnie ocaleliby wszyscy. W całej południowej Azji tsunami pochłonęło blisko 200 tysięcy ludzi.

Tsunami jest zawsze nieproszonym gościem i prawie zawsze przybywa niespodziewanie. Jego nadejście można rozpoznać tuż przed katastrofą, ale trzeba znać objawy. 10-letnia Angielka Tilly pamiętała z lekcji geografii, że jeśli morze dziwnie pieni się i cofa, katastrofa przyjdzie za dziesięć minut. 26 grudnia ubiegłego roku dostrzegła właśnie takie zjawisko na wyspie Phuket, gdzie spędzała święta. – Zrozumiałam, że to tsunami – opowiadała później. Zaalarmowani rodzice i inni mieszkańcy hotelu zdążyli uciec w bezpieczne miejsce. Dzięki małej Tilly ocalało co najmniej 100 ludzi. To, co dziewczynka wiedziała, wyczuły zwierzęta. Wiele z nich uciekło w głąb lądu, zanim nadeszła wielka fala. Ludzie w większości niczego nie zauważyli, a wielu, widząc cofające się morze, wyszło na plażę, żeby obserwować dziwne zjawisko. Większości z nich pozostało tylko kilka minut życia.

Fala z wulkanu
Nie było to największe tsunami. W historii zdarzały się już katastrofy o większym zasięgu, ale zaludnienie wybrzeży nie było tak wielkie, więc też mniej było ofiar. W 1883 roku na Krakatau w Archipelagu Sundajskim wybuchł wulkan. Przez kilka miesięcy nad tą wyspą o długości 9 kilometrów unosił się dym z kilku kraterów. 26 sierpnia mieszkańcy Jawy i Sumatry ujrzeli przerażający widok. W niebo wystrzeliły słupy dymu na wysokość ponad 30 kilometrów. Świat w promieniu dziesiątek kilometrów ogarnęły ciemności, a powierzchnia morza zamieniła się w błotnistą maź. Najgorsze jednak miało dopiero przyjść. Około godziny 10 następnego dnia eksplodowała większa część Krakatau. W gigantyczną wyrwę wdarła się woda morska i zetknąwszy się z ognistą lawą wyleciała w powietrze w postaci pary. Zmieszana z chmurami popiołu i gazów dotarła na wysokość 80 kilometrów. Rozległ się huk tak straszny, że w odległym o 150 km mieście Bogor wyleciały w niektórych domach drzwi z futrynami, a na głowy posypał się tynk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 4
    kawa
  • 5
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44

Najwyżej docenione