– Za kilka godzin dotrze do was tsunami! Proszę natychmiast zawiadomić ministra! – wołał głos w słuchawce.
Mechanizm powstawania tsunami
Dyżurny podoficer na malediwskim lotnisku zapisał: „Za parę godzin przybywa mister T. Sunami”. Kiedy wiadomość dotarła do ministra Ismaila Shafeeu, ten wysłał na lotnisko delegację, żeby uroczyście przywitała pana T. Sunami. W drugim dniu ubiegłorocznych świąt Bożego Narodzenia na Malediwach zginęło stosunkowo niewielu ludzi, ale gdyby nie ta fatalna pomyłka, pewnie ocaleliby wszyscy. W całej południowej Azji tsunami pochłonęło blisko 200 tysięcy ludzi.
Echo tego grzmotu słychać było też w oddalonej o 2000 km Manili, a nawet na Madagaskarze. W tym momencie na okoliczne wyspy runęły fale tsunami. Miały wysokość 30 metrów. Miasta, wsie i lasy leżące wzdłuż wybrzeża Jawy przestały istnieć. Woda rozniosła w drobny mak nawet nasyp kolejowy. Oszaleli z przerażenia ludzie miotali się, szukają ratunku. Mieszkańcy odległej o 20 km od Krakatau wyspy Sebesi zginęli w całości, nieliczni ocaleli na wyspie Sebuku. Chaos potęgowała głęboka ciemność spowodowana przesłaniającym światło dymem. Dopiero dzień później słońce przebiło się przez rzednące opary, ukazując niewyobrażalne zniszczenia. Okolice Sumatry i Jawy zmieniły się tak, że znajomych miejsc nie dało się odszukać na podstawie wyglądu, tylko położenia. Oficjalnie w tej katastrofie zginęło 40 tysięcy ludzi. Okazało się, że fala tsunami obiegła całą planetę i osiągnęła nawet zachodnie wybrzeże Ameryki.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł