nasze media Najnowszy numer MGN 11/2020

Gabriela Szulik

|

MGN 02/2005

dodane 19.03.2012 21:06

Rodzina bez udawania

Rozmowa z Łukaszem i Pawłem Golcami

Rozmowa z Łukaszem Golcem

Czy był Pan posłusznym dzieckiem?
– Myślę, że tak. Byłem wychowany w szacunku do rodziców. Uważam, że już małego człowieka trzeba uczyć odpowiedzialności za to, co robi. Dziecko musi wiedzieć co wolno, czego nie.

Czy to znaczy, że mama trzymała Was krótko?
– Raczej uczyła, że trzeba znać granice.

Czego Wam rodzice zabraniali?
– Na pewno nie wolno było oglądać telewizji po bajce. Zresztą dość długo nie mieliśmy telewizora. Nawet radio rodzice kupili późno. Albo na przykład gdy przychodzili wujkowie w odwiedziny do rodziców, nie wolno było siedzieć razem z dorosłymi przy stole i słuchać, a tym bardziej wtrącać się do rozmowy. Dzieci w domu wiedziały, gdzie ich miejsce.

Nie czuł się Pan przez to gorszy?
– Absolutnie nie. Jak będę wychowywał swoje dziecko, to na pewno tak samo. Uważam, że to normalne. Dziecko musi uczyć się szacunku do dorosłych. Do rodziców, do nauczyciela, do księdza.

Gdzie może się tego nauczyć?
– Oczy wiście, że w domu. Pewnych wartości nie nauczy nikt inny, jak rodzice.

Czy czasem zdarzało się Wam buntować przeciw rodzicom?
– Od siódmej klasy szkoły podstawowej mieszkaliśmy poza domem. Najpierw w internacie, potem w akademiku. Oprócz zajęć w szkole, mieliśmy lekcje w szkole muzycznej, najpierw podstawowej, potem średniej. Tata zmarł, mama była sama, starsi bracia studiowali, jeden w Krakowie, drugi w Warszawie. Nie było łatwo. Przed czym mieliśmy się buntować?

Jaki był tata?
– Interesował się nami. Pomagał odrabiać zadania, był człowiekiem oczytanym, znał dobrze historię, ładnie malował.

Za co dziękuje Pan rodzicom?
– Za przekazanie wiary, wartości związanych z tradycją i kulturą góralską, za to że uczyli pokory do tego co robimy i szacunku do drugiego człowieka. Obojętnie, czy jest bogaty, czy biedny, czy wykształcony, czy nie. I za to, że uczyli do życia podchodzić z radością i optymistycznie. Życie nie lubi smutasów. Mama zawsze powtarzała: „Jak już idziecie do ludzi, wychodzicie na scenę, to musicie iść z wesołością”.

Chciałby Pan tak samo wychować swoje dzieci?
– Tak, to cenne wartości, które dzisiaj są coraz większą rzadkością. Mam syna i chciałbym go tak samo dobrze wychować, w szacunku do ludzi. Powierzyłem Bogu wiele spraw. On zawsze mi pomagał i wierzę, że mi pomoże.

Jak nazywa się synek?
– Bartłomiej.

Będzie kiedyś grał w Golec uOrkiestra?
– (śmiech) Na razie ma roczek. Słuch ma, trąbkę czerwoną też ma, cymbałki też, i cieszy się, i tańczy, kiedy gra muzyka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione