nasze media MGN 12/2020

Beata Zajączkowska

|

MGN 05/2006

dodane 17.03.2012 00:47

Ostatnie słowa

Rozmowa z Arturo Mari, fotografem papieskim

Naprawdę spotykał Pan codziennie Jana Pawła II?
Każdego dnia przychodziłem do jego apartamentu o 6.45. Kwadrans później Papież odprawiał Mszę św. Moim zadaniem było fotografowanie nielicznych osób, które uczestniczyły we Mszy w papieskiej kaplicy. 

Jeździł Pan wszędzie tam, gdzie Papież?
Wszędzie. 104 podróże zagraniczne i 146 wizyt na terenie Włoch. 

A w niespodziewanych wypadach w góry też brał Pan udział?
Oczywiście. Chociaż po pewnym czasie doszło między mną a Papieżem do niepisanego porozumienia: ja mu nie przeszkadzałem, a on zwalniał mnie z towarzyszenia mu. Wiedział, że nie przepadam za górami i przede wszystkim nie jeżdżę na nartach. 

Miał Pan jakieś wakacje?
Praktycznie żadnych. Od 1977 roku sześć dni wypoczynku, które zbiegają się z rekolekcjami dla Kurii Rzymskiej w czasie Wielkiego Postu. W tym roku jednak w czasie wolnym musiałem uporządkować wiele materiału fotograficznego. 

Czy w tej sytuacji nie pada Pan ze zmęczenia?
Zabezpieczam się. Na przykład w czasie podróży do krajów afrykańskich nigdy nie jem owoców, warzyw i nie piję mleka. Wodę tylko z hermetycznie zamkniętych opakowań. Pamiętam, że 5 września 1982 r., podczas wizyty w opactwie kamedułów w Fonte Avvelana, tylko ja z Janem Paweł II uchroniłem się przed rozstrojem żołądka. On, ponieważ pił wodę mineralną, a ja gasiłem pragnienie tym, co zostało z tej samej butelki. Pozostali pili wodę prosto z zachęcająco wyglądającego źródełka. Ówczesny sekretarz Jana Pawła II, Irlandczyk John Magee, odchorował to poważnie i był nawet w szpitalu. 

Jan Paweł II mówił do Pana po imieniu?
Oczywiście. Co rano po zakończonej Mszy pytał: „Co słychać? W domu wszystko w porządku? Jakieś problemy w pracy?”. Pewnego razu zauważył, że męczył mnie jakiś problem. Powiedział: „Arturo, widzę, że jesteś poddenerwowany...”. To prawda, odpowiedziałem. Byłem zmartwiony, ponieważ dzień wcześniej mój jedyny syn wyznał, że chce zostać księdzem. To wspaniale, odpowiedział Papież. Odpowiedziałem, że nie chcę przeciwstawiać się jego powołaniu, jednak czuję, że coś rozrywa mi duszę. Jan Paweł II zaproponował, byśmy porozmawiali w cztery oczy. Pytał: „Jesteś smutny, ponieważ cię zostawi?”. Tłumaczył, że mój syn też cierpi, bo musi opuścić rodziców. Przekonywał, że kiedy Bóg wzywa, ojciec musi pomóc swemu dziecku. Te rozmowy dodały mi otuchy. 

Przebywał Pan z Janem Pawłem II także w chwilach cierpienia. Czy w takich sytuacjach umiał Pan robić zdjęcia?
On był zawsze naturalny. Nigdy nie chował się, nie starał się ukryć bólu, cierpienia, drżącej ręki. Jednak kiedy mówił, że w jego posługę wpisane jest cierpienie, nie wyobrażałem sobie nawet, że będzie ono aż tak ogromne. Jego świadectwo dawało mi siłę do wykonywania mej codziennej pracy. Aż do ostatniej fotografii podczas Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek. Podczas 14. stacji wziął krzyż i w pewnym momencie wtulił w niego twarz przyciskając do serca. W tym geście było całe jego oddanie Kościołowi, zawierzenie tajemnicy Krzyża. Teraz, kiedy go nie ma, w sercu mam wielki ból po stracie bliskiej osoby, ale jednocześnie radość. Radość, ponieważ widziałem, z jakim spokojem odchodził na swoje ostatnie spotkanie. 

Jak teraz wygląda Pańska praca?
Zmieniły się zwyczaje i godziny pracy. Także Benedykt XVI ma napięty rytm pracy, ale pełni swą posługę inaczej niż Jan Paweł II. Nie ma porannych Mszy św. z udziałem przyjaciół, gości na obiedzie czy kolacji. Więcej czasu spędza w swojej bibliotece, pracując samotnie. 

Był Pan też świadkiem modlitwy Jana Pawła II...
To był człowiek święty. Modlitwa była jego siłą. Widziałem go wielokrotnie leżącego na kamiennej posadzce w kaplicy. Modlił się nieustannie, ale szczególnie, kiedy miał do rozwiązania poważne problemy. Często modlił się na głos. W samotności modlił się po polsku. Z tych kilku słów, których się nauczyłem, mogłem zrozumieć, jak błagał: „Pomóż mi, Panie Boże. Przymnóż mi sił. Wzmocnij moją wiarę”. On (!) prosił o pomoc. Wszystko, co robił, najpierw dokonywało się w jego kaplicy. Kiedy byliśmy za granicą, potrafił modlić się o piątej rano, czy po wszystkim o północy, czy nawet jeszcze później modlił się przed tabernakulum. Pamiętam jego samotną modlitwę przed obrazem Czarnej Madonny. Dla mnie to niezapomniane. A potem wszyscy byliśmy świadkami tego, co dokonywało się dzięki modlitwie.

Czy widział Pan cuda, których dokonywał Bóg poprzez Papieża, jeszcze za jego życia?
Cudem było jego spotkanie z każdym człowiekiem. Każdy miał wrażenie, że Papież do niego mówi, że na niego spojrzał, nawet jeśli były to wielomilionowe tłumy. Pamiętam wstrząsającą modlitwę na Placu św. Piotra. Do Watykanu przywieziono umierającą na raka Angielkę. Ojciec Święty przytulił ją i wysłuchawszy tego, co mu chciała powiedzieć, kilkakrotnie zachęcił: – nie bój się, módl się ze mną. Po audiencji samolot z chorą wrócił do Londynu. Dziś ta kobieta, której godziny życia były policzone, prowadzi Centrum Walki z Rakiem. Nigdy nie zapomnę też przejmującej modlitwy Papieża przy wózku wycieńczonego do granic możliwości chłopca. Ojciec Święty modlił się, klęcząc, może kwadrans, może więcej... Chłopiec wpatrywał się w niego rozpromienionym wzrokiem. W pewnym momencie Jan Paweł II rozpiął sutannę, ściągnął łańcuszek, który miał na szyi, i nałożył go chłopcu, udzielając mu błogosławieństwa. Chłopiec chwycił go za rękę, ucałował ją i szeptem powiedział: dziękuję, do zobaczenia w raju. Wielokrotnie byłem świadkiem wydarzeń, które po ludzku są nie do wytłumaczenia. Tego nie można zapomnieć. 

* sedia gestatoria – lektyka papieska. Coś w rodzaju wysokiego krzesła na drążkach, na którym noszono papieży

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione