nasze media MGN 12/2020

Beata Zajączkowska

|

MGN 05/2006

dodane 17.03.2012 00:47

Ostatnie słowa

Rozmowa z Arturo Mari, fotografem papieskim

Jak wyglądało Pana ostatnie spotkanie z Janem Pawłem II?
W sobotę 2 kwietnia, około godziny 13, wezwał mnie abp Dziwisz, mówiąc, bym przyszedł jak najszybciej do apartamentu. Szczerze mówiąc, nie rozumiałem do końca, co się dzieje. Ksiądz Stanisław czekał na mnie przy wyjściu z windy. Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy płakać. Po chwili wziął mnie za rękę i ruszyliśmy dobrze mi znanym korytarzem. Skręciliśmy w lewo i dopiero wtedy zrozumiałem, gdzie mnie prowadzi. Wszedłem do sypialni Ojca Świętego. Leżał na lewym boku. Był spokojny, miał przymknięte oczy. Tyle się mówiło, że był podłączony do różnych aparatów. Kłamstwa, same kłamstwa! Ksiądz Stanisław powiedział szeptem: „Ojcze Święty, jest tu Arturo”. Ojciec Święty odwrócił się. Popatrzył na mnie spokojnymi oczyma. Rzuciłem się na kolana i powiedziałem po polsku: „Ojcze Święty, Arturo jest tutaj. Twój Arturo...”. Patrzył na mnie z uśmiechem. Jego oczy promieniowały miłością. Dotknął mojej ręki i powiedział: „O, Arturo!”, a potem pogładził moją głowę i wyszeptał: „Dziękuję, dziękuję”. Moje serce przestało bić ze wzruszenia. Patrząc na niego, miałem wrażenie, że czeka na jeszcze lepsze, piękniejsze spotkanie. Po sześciu godzinach zmarł. 

Pracował Pan przy boku Jana Pawła II przez 27 lat. Czego Panu najbardziej brakuje? 
Brakuje mi jego słów, wspólnego odpoczynku. Ale przede wszystkim jego spojrzenia. Nie mieliśmy wielu okazji, żeby rozmawiać. On jednak mówił oczami, uśmiechem, gestem. Tego mi najbardziej brakuje. To dodawało mi sił. Był dla mnie prawdziwym ojcem. Zawsze miał czas, by mnie wysłuchać.  Nie myślał Pan, by po śmierci Jana Pawła II przejść na emeryturę? Skończyłem 65 lat i chętnie bym odpoczął. Jednak kilka dni po konklawe zaprosił mnie do siebie Benedykt XVI. Bardzo długo rozmawialiśmy. W rezultacie... zostałem, choć nie jest łatwo po 27 latach pracować u boku innego papieża. Czuję się wypalony. Straciłem ojca. 

Kiedy ujawniła się Pana miłość do fotografii?
Miałem 6 lat. Ojciec zapisał mnie do szkoły Pianciani dla fotoreporterów i operatorów telewizyjnych. Byłem bardzo pojętnym uczniem i zdobywałem wiele wyróżnień. Dyrektor watykańskiej gazety „L’Osservatore Romano” dowiedział się, że syn jednego ze stróżów Bazyliki św. Piotra ma szczególne powołanie do fotografii. Postanowił mnie poznać. Jesteś jeszcze dzieckiem, jednak mimo to cię zatrudnię – powiedział i oddał mnie pod skrzydła portrecisty papieża Piusa XII.

Papież nie dziwił się, widząc dzieciaka w swym orszaku?
Widząc? On nie widział nikogo. Siedział na specjalnym tronie zwanym sedia gestatoria*, jakby w odrębnym świecie. 

Czy musiał Pan kiedyś zniszczyć jakieś zdjęcie?
Nie. Tylko kard. Jean Villot prosił mnie, bym kilka dni po konklawe odbył sesję fotograficzną z Janem Pawłem I. Przez trzy godziny w różnych pozach fotografowałem go w Ogrodach Watykańskich. Jedno ze zdjęć pamiętam do dziś. Widzę plecy oddalającego się ocienioną drzewami alejką papieża. Miesiąc później Jan Paweł I zmarł. 

Czy pielgrzymi rozpoznają Pana na ulicy?
Zdarzało się, że podczas audiencji grupy Polaków czy Latynosów wołały: „Arturo, Arturo”, prosząc o zdjęcie. Kiedyś podczas obiadu, na którym był kard. Franciszek Macharski, Ojciec Święty, żartując, powiedział: „Najważniejszą osobą nie jest papież, ale Arturo”. Lubił żartować. Kiedyś ks. Stanisław powiedział mu: „Ojcze Święty, biedny Arturo uwiecznia na zdjęciach wszystkich, a jemu nikt nie robi zdjęć”. Na te słowa Jan Paweł II chwycił moje ręce w swoje dłonie i ks. Dziwisz zrobił nam zdjęcie. Jest to dla mnie najważniejsza fotografia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione