nasze media MGN 10/2020

Piotr Sacha

|

MGN 04/2009

dodane 16.03.2009 16:33

Godziny odwagi

Ani duszący pył, ani piekielny żar nie przestraszyły nowojorskich strażaków i policjantów przed wejściem do płonących wieżowców World Trade Center. Tam ludzie czekali na pomoc.

Dobra decyzja
Z samego rana w nowojorskim posterunku policji zebrali się wszyscy funkcjonariusze z jednostki. – Zarządzono ewakuację wieży numer jeden. Mamy wysłać ludzi do pomocy – powiedział dowódca. – Mam tu listę nazwisk. Wyczytani pojadą do śródmieścia. To jedna z początkowych scen fi lmu „World Trade Center” w reżyserii Olivera Stone’a. W identycznym zdarzeniu uczestniczył Richard Matuszewski, Amerykanin polskiego pochodzenia. 11 września pełnił służbę jako kierowca sierżanta na 94. posterunku w dzielnicy Greenpoint. – Podczas patrolu usłyszeliśmy w radiu, że samolot uderzył w jedną z wież. Chwilę później zadzwonił telefon: „Pierwszy poziom mobilizacji!”.

To oznaczało, że jak najszybciej mamy wracać na posterunek – opowiada Richard Matuszewski. – Wybrano dziesięciu z nas. Wsiedliśmy do wozu, ostro ruszając w stronę Manhattanu. Jechałem tak szybko, że w porę nie zdążyłem skręcić na odpowiedni most. Nie szkodzi, powiedziałem, pojedziemy przez Brooklyn Bridge. To trochę dłuższa droga, ale dotrzemy bliżej budynków WTC. Był straszny korek. Wszyscy kierowcy patrzyli w stronę płonących w oddali wieżowców. Gdy wreszcie dotarliśmy do centrum dowodzenia, skierowano nas na most Tower. Pędzący policyjny samochód musiał zatrzymać się przy małej kaplicy św. Pawła skrytej wśród drapaczy chmur. Runęła właśnie pierwsza wieża. – Gdy tak staliśmy przy kaplicy, nagle huknęło – opowiada Matuszewski.

– Zaczął walić się drugi budynek. Koszmar. Ruszyliśmy w stronę gruzowiska. Przeszkadzał potworny dym i pył. Niewiele było widać. Poczułem się totalnie bezradny. Nie dało się oddychać. Gruz i inne przedmioty utrudniały poszukiwania ludzi. Wokół ranni... – wspomina wydarzenia sprzed prawie ośmiu lat Richard Matuszewski. 11 września 2001 r. miał 25 lat. Kilka miesięcy wcześniej wstąpił do zastępu straży pożarnej. – Po 11 września zacząłem się zastanawiać, czy powinienem pracować jako strażak – przyznaje. – Widziałem przecież, jak wielu z nich zginęło. Pomyślałem jednak, że jeśli Pan Bóg zechce zabrać mnie do siebie, to bez znaczenia czy będę strażakiem, policjantem czy cywilem. Już od siedmiu lat gaszę pożary i ratuję ludzi. Nie żałuję tamtej decyzji

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione