nasze media MGN 10/2020

Gabriela Szulik

|

MGN 09/2007

dodane 23.08.2007 13:01

Czekaniem były całe

Wspominają zamordowanych w Katyniu żyjący krewni ofiar zbrodni: Jadwiga Mandera, Wanda Kucharczak, Andrzej Wajda

Teodor pomachał ręką na pożegnanie. Pociąg ruszył w głąb Związku Radzieckiego. Emilia widziała męża ostatni raz na dworcu kolejowym w Kowlu.

Teodor Swoboda   Teodor Swoboda
fot. ARCHIWUM PRYWATNE
Swego ojca Teodora Swobodę zamordowanego w Twerze wspomina córka Jadwiga Mandera


Jadzia nie miała jeszcze dwóch lat, Paweł był od niej cztery lata starszy. Może dlatego zapamiętał trochę więcej. – Ja tamte wydarzenia znam tylko z opowiadań mojej mamy – wspomina pani Jadwiga, córka zamordowanego Teodora Swobody. – Mój tato był w polskiej policji. Brał udział we wszystkich śląskich powstaniach. Pod Górą św. Anny został ranny w nogę. Teodor swoją przyszłą żonę Emilię poznał w Katowicach, kiedy pracował w Policji Województwa Śląskiego. Tuż przed wojną, w 1938 roku, Swobodowie skończyli budowę wymarzonego domu w Radlinie. A potem przyszedł rok 1939. Ludzie coraz częściej mówili o wojnie. – Tata wiedział, że nie może zostać na Śląsku i czekać na Niemców. Żeby ratować rodzinę i siebie, postanowił pojechać na wschód. Nie spodziewał się, że tam będzie na niego czekać zasadzka – zamyśla się na chwilę pani Jadwiga. Najpierw wyjechała Emilia z dziećmi.

Czekaniem były całe   Pani Jadwiga Mandera trzyma fotografię swojego ojca Teodora Swobody zamordowanego w Twerze. fot. FRANCISZEK KUCHARCZAK W ostatnim dniu sierpnia 1939 roku dołączył do nich Teodor. Spotkali się przed Kowlem. Teodor przyjechał jako polski policjant razem z urzędnikami z magistratu wodzisławskiego. Nieoczekiwanie w pierwszych dniach września Ukraińcy aresztowali Teodora. – Mama ostatni raz widziała ojca pod koniec września 1939 r. na dworcu kolejowym w Kowlu. Na pożegnanie pomachał jej ręką i pociąg ruszył w głąb Związku Radzieckiego – opowiada pani Jadwiga. – Mama postanowiła czekać na niego. Jednak jakiś rosyjski lekarz powiedział mamie, żeby uciekała. Dobrze, że mama posłuchała jego rady, bo inaczej chyba zostalibyśmy wywiezieni do Kazachstanu. Kiedy z dwójką malutkich dzieci Emilia wróciła do Radlina, dom był już zajęty przez Niemców. – To była dla nas bardzo ciężki czas – opowiada dalej pani Jadwiga – ale po wojnie zaczęły się jeszcze gorsze represje. Kiedy mama wreszcie dostała posadę telefonistki, to był bodajże 1946 rok, któregoś dnia zabrało ją UB (Urząd Bezpieczeństwa – przyp. red.) i wsadziło do więzienia rybnickiego.

Według nich mama była... faszystką (!). O ojcu nie wolno było głośno mówić. Wszyscy tylko szeptali. Pani Emilia Swoboda nie doczekała wiadomości o swoim mężu, choć całe jej życie było jednym wielkim czekaniem. Pisała do różnych urzędów w kraju i za granicą. Bez skutku. Nie było żadnej wiadomości, co się stało z mężem. Czy może gdzieś żyje? A jeżeli zginął, to gdzie? Pani Emila zmarła w 1985 r. Wiadomość przyszła dwa lata później: „Teodor Swoboda figuruje na liście więźniów Ostaszkowa z dnia 20 kwietnia 1940 roku, zamordowanych w Twerze i pogrzebanych w Miednoje”. – Kiedy dostałam wiadomość, od razu od razu prosiłam o pozwolenie na wyjazd do Miednoje – pani Jadwiga nie kryje wzruszenia. – Byłam tam. Złożyłam kwiaty. Widziałam celę, w której ojca rozstrzelano. Jeszcze w 1991 roku można było dojrzeć ślady krwi. Widziałam drzwi, przez które wynoszono ciała, a potem ładowano na ciężarówki. Proszę sobie wyobrazić, że teraz w tym budynku mieści się Akademia Medyczna. To dla mnie trudne wspomnienia. Nasze życie zostało bardzo zharatane, a my nie doczekaliśmy nawet słowa „przepraszam”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione