nasze media Mały Gość 04/2024

Jan Głąbiński

dodane 21.03.2024 13:55

Akademia Pana… Boga

Pomagają w parafii, zostają ministrantami miesiąca czy całego roku. Słuchają nawet dyrektora opery. Ambitna grupa.

Kiedy ktoś pyta, czy nie za dużo nas już przy ołtarzu, odpowiadam, że mamy wielki kościół, to i potrzeby są spore. Luźno licząc, to jeszcze 200 nas brakuje – śmieje się Mateusz, prezes Liturgicznej Służby Ołtarza z Krakowa-Wieczystej. W parafii Matki Boskiej Ostrobramskiej prowadzonej przez księży pijarów służy w sumie 115 ministrantów i lektorów.

Z prezesem na czele

Trzeba dla chłopaków mieć czas. – Nie wystarczą tylko zbiórka czy w przelocie zamienione słowa przed Mszą lub po niej – mówi Mateusz Łyczko, który od siedmiu lat „szefuje” LSO Kraków-Wieczysta. – Trzeba im okazywać zainteresowanie, zapytać, co słychać, jak idzie nauka w szkole, razem pójść na mecz, przedstawienie, koncert, jakiekolwiek wydarzenie, które dla nich jest ważne. I doceniać ich zaangażowanie.

Mateusz studiuje teologię, jest też w parafii zakrystianem. – Bez pomocy Bożej nie byłbym w stanie robić tak dużo i nie miałbym tyle siły – przyznaje. – Chłopcy wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć, porozmawiać ze mną, podzielić się swoimi radościami, trudnościami, które razem próbujemy rozwiązać – dodaje. – Jak pomocnik Mateusz z Akademii Pana Kleksa? – uśmiecham się. – My jesteśmy raczej Akademią Pana Boga – puszcza oko Mateusz.

Pierwsi ministranci w parafii Matki Boskiej Ostrobramskiej w Krakowie zaczęli posługiwać w prowizorycznej blaszanej kaplicy, kiedy kościoła jeszcze nie było. Jeden z najstarszych, Łukasz, w zeszłym roku świętował 30-lecie służby przy ołtarzu. Maksymilian należy do tych o najkrótszym stażu. – Może kiedyś zostanę ministrantem miesiąca albo roku… – zastanawia się. Takie tytuły przyznaje LSO Wieczysta za najlepsze wywiązywanie się z obowiązków ministranckich, ale i za zaangażowanie, choćby przy organizacji wyjazdów.

Mistrzowie

A wyjeżdżają często. Na spływy kajakowe, w góry, do parku trampolin, na kręgle, do kina, a nawet do… opery. Przy kościele mają swoją siłownię i salę gimnastyczną, gdzie dwa razy w tygodniu trenują piłkę nożną. Stąd pewnie ich sukcesy na ogólnopolskiej Parafiadzie czy nawet w różnych rozgrywkach międzynarodowych.

Co ciekawe, ministranci i lektorzy mają też zajęcia z emisji głosu. Prowadzi je sam dyrektor Krakowskiej Opery Kameralnej, pan Wacław Jankowski. – To, czego się tu nauczysz, możesz też wykorzystać w szkole – przyznaje Paweł, który dzięki tym szkoleniom mówi głośniej i pewniej. – Jestem pod ogromnym wrażeniem tej grupy. Mają tyle różnych zajęć a przychodzą tu poćwiczyć i słuchają, co mam im do powiedzenia. To niezwykle ambitna grupa! – chwali chłopaków pan Jankowski, który kiedyś też był ministrantem. – Pytał pan przed chwilą chłopaków, który ma najdłuższy staż. Pomyślałem, że chyba ja – uśmiecha się pan dyrektor. – Pamiętam, jak wielkim zaszczytem było niesienie figury Jezusa Zmartwychwstałego! – wzrusza się.

Zawsze pomocni

Lubią być razem. – Tu poznałem wielu kolegów – przyznaje Bartek. – Spędzamy czas na wspólnych wyjazdach, spotkaniach, rozmowach – ale i na modlitwie, zbiórkach i Eucharystii. Ta wspólnota, mogę to powiedzieć z ręką na sercu, ukształtowała mnie i moją wiarę – dodaje. – I dała mi coś bardzo ważnego: poczucie, że jestem w Kościele potrzebny.

Tomek maturzysta, od dwóch lat ceremoniarz, wspomina zabawną historię z Bożego Ciała. Nikt nie mógł znaleźć monstrancji – opowiada. – Nigdy tego stresu nie zapomnę. Okazało się, że dwie osoby pomyślały o tym na samym i nie dogadały się. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – uśmiecha się.

Ministranci LSO Kraków-Wieczysta nie tylko służą do Mszy św. Chętnie też pomagają w parafii. Nigdy nie trzeba ich specjalnie prosić, by ubrali, a potem rozebrali choinki w kościele czy pomogli przy odśnieżaniu.

I nie mają problemu ze służbą poranną. Nawet najmłodsi. – Rano wszystkie posługi są dla mnie! – cieszy się Jaś z piątej klasy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..