nasze media Mały Gość 04/2024

Rozmawiała Gabriela Szulik

dodane 21.03.2024 13:53

Jezus siedzi na krześle obok

O życiowym wstrząsie, szukaniu Pana Boga i o tym, co superważne i co daje prawdziwe szczęście – rozmowa z siostrą Gaudią Skass ze zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

Mały Gość: Jest Siostra zakochana?

Siostra Gaudia Skass ISMM: O, tak! Na pewno tak. I to po uszy!

Domyślam się, że Tym, w którym Siostra zakochała się po uszy, jest Pan Jezus?

Choć brzmi to tak trochę nieprawdopodobnie, bo jest to Ktoś, kogo nie widzimy i z kim nie możemy tak zwyczajnie usiąść i porozmawiać jak z drugim człowiekiem, ale tak, to właśnie w Jezusie jestem zakochana po uszy! Jezus jest dla mnie żywą Osobą. Pomimo że Go nie widzę, to jest tak bliski, jakby naprawdę siedział obok mnie, na krześle, a nawet bardziej bliski niż to proste porównanie może zobrazować.

Czym Pan Jezus oczarował Sio-strę?

Wszystko w Nim jest dla mnie zachwycające! Ciągle Go poznaję. Pamiętam, jak na początku wchodzenia z Nim w taką świadomą relację odkryłam, że On jest żywą osobą, a nie fikcyjną postacią z książki. Zaczęłam Go odkrywać jako Boga bardzo bliskiego, osobistego, „codziennego”, a także Boga, który stworzył cały wszechświat, który jest potężny, święty, wszechmocny, który pozostaje dla mnie tajemnicą. Pamiętam, jak byłam zadziwiona (i wciąż się tym zdumiewam), że Ktoś taki się mną interesuje, że myśli o mnie, że ma dla mnie czas, że lubi ze mną być. To był dla mnie wstrząs – takie szerokie otwarcie oczu na rzeczywistość, której wcześniej nie dostrzegałam.

Potem był kolejny poziom?

Bardzo ważny był dla mnie „Dzienniczek św. Siostry Faustyny”. Co ciekawe, nie byłam kimś, kto czyta dużo książek. Wolałam coś obejrzeć, czegoś posłuchać… Natomiast kiedy „Dzienniczek” wpadł w moje ręce, przepadłam. To było tak wciągające! Najbardziej byłam poruszona tym, że Faustyna tak po prostu rozmawiała z Bogiem! Młoda kobieta z Polski, współczesna dziewczyna, ktoś z XX wieku rozmawia z Bogiem, tak jak się rozmawia z przyjacielem… Nie mogłam wyjść z zadziwienia i wiedziałam, że chcę tego samego. I przyszło pytanie, co mogę zrobić, żeby dojść do takiego etapu, w którym będę z Jezusem w tak bliskiej relacji?...

I wybrała Siostra życie w klasztorze?

To był ważny moment zauroczenia. Wiem, że Jezus już wtedy subtelnie prowadził mnie do odkrycia mojego powołania, ale robił to bardzo delikatnie. On nigdy na mnie niczego nie wymusił. Gdy do czegoś zapraszał, a ja z własnej woli szłam za tym zaproszeniem, to nigdy tego nie żałowałam, nigdy nie byłam rozczarowana, wręcz przeciwnie! Choć często wcale nie było łatwo, ale działo się dużo dobra, i to dobra większego, niż się mogłam spodziewać.

A pamięta Siostra swoje pierwsze spotkanie z Jezusem Miłosiernym w obrazie?

Pamiętam pierwsze spotkanie tutaj, w Łagiewnikach. Byłam wtedy studentką malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych. Weszłam do kaplicy i popatrzyłam na obraz Pana Jezusa Miłosiernego jak historyk, jak krytyk sztuki. W myślach zaczęłam się czepiać, że to czy tamto mogłoby być lepiej namalowane… i jakoś tak mi się smutno zrobiło. Zaczęłam przeczuwać, że ten obraz to coś więcej niż „kawałek płótna”. Siedziałam w tej kaplicy klasztornej, siedziałam i patrzyłam na ten obraz, z czasem nie widziałam już obrazu, a Jezusa. Stawał się dla mnie coraz bardziej obecny, bliski, realny. Czułam niejako, że przez ten obraz sam Bóg na mnie patrzy, sam Bóg jest blisko mnie.

Przedziwna moc jest w tymwizerunku, szczególna łaska. Nie tylko wiem, ale i sama tego doświadczyłam, że Pan Bóg wybrał ten obraz jako swoisty „kanał” do kontaktowania się z nami.

Jezu, ufam Tobie – to trudne. Czy w ogóle możliwe?

Pamiętam, miałam kiedyś plan na moje życie. Byłam przekonana, że wiem, co dla mnie najlepsze –studia artystyczne, potem będzie wspaniały mąż, dzieci, że będziemy bardzo zaangażowani w życie Kościoła, że ja będę nadal malować, najchętniej ikony. Wszystko układało się w mojej głowie jako najlepszy plan na moje życie. Ale Pan Bóg zaczął mi coraz częściej i coraz wyraźniej pokazywać inną opcję.

Jak nauczyć się zaufania?

Nam często nie przychodzi do głowy, że nasze plany na życie wcale nie muszą być najlepsze, że niekoniecznie to trafiony „scenariusz na szczęście”. Często oczy otwierają się nam dopiero po jakimś rozczarowaniu swoimi wyborami, po doświadczeniu nieciekawych konsekwencji naszych decyzji.

Kiedyś, pamiętam, uparłam się, że pójdę na pewną imprezę. Przekonywałam rodziców, że to super ważne, że ja muszę tam być, bo wszyscy będą. Będąc już na tej imprezie, minuta po minucie byłam coraz bardziej rozczarowana. Tyle wysiłku włożyłam, żeby tam być – i po co?!

Potrzeba było serii takich doświadczeń, żebym zaczęła dopuszczać myśl, że może ja nie do końca wiem, co dla mnie najlepsze… I to jest dobry moment, by do głosu dopuścić Pana Boga. Zapytać Go o Jego plan, o to, jak On patrzy na moje życie. Przecież Pan Bóg wie lepiej niż ja, widzi więcej, widzi całość, ja patrzę wyłącznie na skrawek rzeczywistości. Najlepiej więc Jego zapytać o to, co jest najlepsze. On nie tylko wie najlepiej, ale i kocha nas najmocniej! Jemu naprawdę można zaufać! Wtedy nasze życie jest spokojniejsze, szczęśliwsze. Wtedy unikamy wielu niepotrzebnych cierpień i rozczarowań. To jest właśnie życie słowami „Jezu ufam Tobie”, „Jezu, Ty wiesz lepiej”.

Jak to dobrze, że jest Ktoś taki, że jest blisko, że zawsze chce mi pomagać, chce mnie prowadzić bezpieczną, dobrą drogą.

I zobaczyła Siostra ten plan Pana Boga dla siebie?

Stopniowo do tego dochodziłam. W „Dzienniczku” Siostra Faustyna napisała: „(…) uczułam, że mam serce tak wielkie, że nic go napełnić nie zdoła. Wtem zwróciłam się całą stęsknioną duszą do Boga”. Kiedy to przeczytałam, pomyślałam, że to jest dokładnie moje doświadczenie! Pomimo iż przed podjęciem decyzji o wstąpieniu do zgromadzenia moje życie było naprawdę szczęśliwe – dużo dobrych rzeczy się działo, nawet takich zgodnych z moimi marzeniami – ja ciągle miałam za mało i nie mogłam zrozumieć dlaczego.

Zaczęłam przeczuwać, że tym, czego mi wciąż brakuje, jest Pan Bóg, że Jego tak naprawdę szukam. Wybór życia oddanego Bogu na wyłączność (życia w zgromadzeniu zakonnym) to było moje „Jezu, ufam Tobie”, bo nie miałam ani stuprocentowej pewności, że to jest to, czego Bóg chce dla mnie, ani czy to jest na pewno to, czego ja chcę. Miałam pewne wątpliwości i lęki, ale gdzieś głęboko czułam pokój i palące pragnienie, żeby pójść, zaryzykować, zaufać.

Teraz jest Siostra szczęśliwa?

Jestem bardzo szczęśliwa, choć nie jest to szczęście pełne – takie będzie w niebie. Moje szczęście przede wszystkim wynika ze świadomości wielkiego obdarowania, z tego, że widzę we wszystkim rękę Boga, Jego prowadzenie. Potrafię spojrzeć na moje życie i powiedzieć, to ma sens, to jest dobre. Wiele nie rozumiem, ale uczę się zgody na to, że nie rozumiem, nie ogarniam, nie daję rady… Ale to jest w porządku, bo mój Bóg, mój najlepszy Ojciec wszystko rozumie i ogarnia, i daje radę! A ja mogę się cieszyć, że jestem Jego umiłowaną córką.

Po czym poznać, że wybrałam właściwie?

Po podjęciu dobrej decyzji przychodzi głęboki pokój w sercu i niejednokrotnie głębokie poczucie szczęścia i takiej wewnętrznej mocy. Na zewnątrz może być jeszcze jakaś niepewność, ale głęboko w sobie będziemy czuli: „To jest to”, „Jestem na właściwym miejscu”. To jest efekt dobrego rozeznania. Wsłuchania się w głos Boga.

Jezus mówi siostrze Faustynie, że Jego głos jest bardzo cichy, dlatego ważne jest, by dawać sobie czas na spotkanie z Bogiem, na modlitwę, na ciszę. Bo w świecie, gdzie ciągle coś się dzieje, ciągle coś gra, ciągle ktoś mówi, nie usłyszę, co się dzieje w głębi mojego serca, a tam tylko mogę usłyszeć subtelny głos Boga…

Siostro, proszę o słowo, takie szczególne, dla naszych młodych czytelników

Znajdź czas, by w ciszy popatrzeć na obraz Jezusa Miłosiernego. Zobacz ślady męki na Jego dłoniach, na stopach i niewidoczną ranę serca, z której wychodzą dwa promienie. To są „pamiątki” wielkiego cierpienia, które podjął z miłości do Ciebie. To jest wyraz Jego wielkiego miłosierdzia, w którym jest zawsze gotów Ciebie przyjąć z Twoimi ranami, z Twoim cierpieniem.

Zobacz też, że Jezus ma na sobie białą szatę – symbol Jego zwycięstwa nad śmiercią i grzechem, symbol pokonania wszystkich naszych wrogów! Ten zmartwychwstały, miłosierny Jezus idzie w Twoją stronę. On zawsze Cię wypatruje, szuka Ciebie, idzie z Tobą wszędzie – jeśli tylko Mu pozwolisz, będzie zawsze bardzo blisko.

Siostra Gaudia zaprasza

Do „Blisko Rahamim”, do przestrzeni ewangelizacyjnej w internecie, którą prowadzi razem z siostrami – YouTube, Instagram, Facebook i platformy podcastowe.

Tam dzielą się szczęściem życia blisko miłosiernego Boga i do tego szczęścia podprowadzają. Zapraszamy serdecznie! Warto tam spędzać czas.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..