nasze media Najnowszy numer MGN 02/2023

Krzysztof Błażyca

dodane 19.01.2023 10:14

Jezus przyszedł wśród bomb

Jest dużo smutku i łez. Ale jest też nadzieja, że ta wojna wreszcie się skończy. To były najważniejsze życzenia podczas Bożego Narodzenia.

Ksiądz Piotr Chmielecki, sercanin, od lat pomaga potrzebującym w różnych zakątkach świata. Razem z Sercańską Rodziną Misyjną wsparli już wielu czekających na pomoc. Kiedy więc Rosja barbarzyńsko zaatakowała Ukrainę, było oczywiste, że i tu trzeba ruszyć z pomocą. Niedawno właśnie wrócił z Ukrainy.

Pomoc jak najbliżej frontu

Sercanie służą na Ukrainie w sześciu parafiach. Pięć jest pomiędzy Lwowem a Żytomierzem, a jedna w Irpieniu, koło Kijowa. W grudniu zeszłego roku ksiądz Piotr razem z księdzem Maciejem załadowali dwa busy i pojechali z pomocą na wschód, gdzie trwa wojna. Ksiądz Piotr był już na Ukrainie przed Wielkanocą. – Wtedy jeszcze na drogach pełno było punktów kontrolnych – opowiada. – Ukraińskie wojsko i terytorialsi sprawdzali, kto porusza się po kraju. Czy nie ma na przykład rosyjskich dywersantów, którzy sialiby niepokój. Zatrzymywali nas często i sprawdzali, kim jesteśmy i co wieziemy. Dziesięciu facetów z karabinami – to robiło wrażenie. Musieliśmy pokazywać dokumenty, otwierać pakę. Nieraz widząc, że jedziemy z pomocą, sami prosili o wodę czy o cukier. Potem, gdy jeździliśmy w różne miejsca na Ukrainie, zawsze mieliśmy coś przygotowane dla żołnierzy. W grudniu ksiądz Piotr planował dojechać z pomocą jak najbliżej linii frontu. – Tam ludzie żyją bez prądu i gazu – mówi kapłan. – Chcieliśmy dotrzeć do Chersonia, niedawno wyzwolonego przez Ukraińców, ale w Kijowie karmelici nas przestrzegli, że to nie jest jeszcze dobry czas, że wciąż spada tam dużo bomb. I rzeczywiście, następnego dnia na Chersoń spadło znowu kilka rakiet rosyjskich. O to miasto od początku trwały zażarte walki – dodaje ks. Piotr. – Tam ludziom żyje się bardzo ciężko. Niektórzy nawet głodują. Dobrze, że sercanie i karmelici z Ukrainy jeżdżą tam, bliżej frontu.

Więcej w najnowszym numerze Małego Gościa

Barbarzyńcy niszczą wszystko

Najbardziej potrzebne jest jedzenie. Dlatego tym razem wieźli dużo mąki i oleju – dla tych, co mają dostęp do prądu albo gazu. Załadowali też kaszę, ryż i sporo konserw mięsnych. No i trochę słodyczy dla dzieci – uśmiecha się ksiądz Piotr. – Wciąż potrzebna jest odzież. Zimowe płaszcze, kurtki, a także śpiwory. W tych wyprawach najbardziej poruszające są spotkania z ludźmi. Często płaczą. Ze wzruszenia i na wspomnienie tego, co przeszli. – Nie mogłem mówić, kiedy słuchałem tych historii. I na dodatek wiem, że nie mają do czego wracać – mówi ksiądz Piotr. – Starsze małżeństwo opowiadało, jak uciekło ze swojego mieszkania przed bombami. A kiedy już miasto wyzwolili Ukraińcy, to Rosjanie zniszczyli je rakietami. Uderzyli w pusty blok. Wtedy zniszczyli ich mieszkanie. Nie mają gdzie mieszkać. Dom pana Anatolija z Buczy pocisk rozwalił na pół. Pamiętam małżeństwo z Mariupola. Kobieta miała taki martwy wzrok… Nawet nie wiesz, o co pytać takich ludzi, którym wojna zabrała dosłownie wszystko...

Niech się wreszcie to skończy

W Boże Narodzenie niewielki kościół karmelitów w Kijowie był wypełniony po brzegi. Kilkaset kilometrów dalej spadały bomby. Żołnierze siedzieli w okopach. – Śpiewasz „Dzisiaj w Betlejem...” i masz takie poczucie, że Jezus się rodzi wśród tych bomb – mówi zakonnik. Do tej pory w wielu sercańskich domach zakonnych w Polsce mieszkają uchodźcy z Ukrainy. – Może już przyzwyczailiśmy się do tych informacji o ostrzałach rakietowych, o spadających bombach – mówi ksiądz Piotr. – Ale wciąż jest potrzebne wsparcie dla ofiar rosyjskiej agresji. Zarówno rodzin przebywających w Polsce, jak i tych, które musiały uciekać ze swoich domów, najczęściej ze wschodniej Ukrainy, w inne rejony kraju. Jest dużo smutku i łez. Syreny alarmowe to codzienność. – Ale mimo to jest w ludziach nadzieja, że wreszcie ta wojna się skończy – dodaje ksiądz. – To były najważniejsze życzenia podczas Bożego Narodzenia i na Nowy Rok.

 
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..