nasze media Najnowszy numer MGN 07/2022
dodane 09.12.2021 16:01

Tak go pamiętam

Jak wspominają błogosławionych? Zapytaliśmy o to ich najbliższych oraz osoby, które znały ich osobiście.

 

Antonia Salzano

mama bł. Carla Acutisa – Nie wyobrażał sobie życia bez Eucharystii. Zanim wyjechaliśmy na wakacje, Carlo najpierw dokładnie sprawdzał, czy w pobliżu znajduje się kościół. To było jego zmartwienie. Często powtarzał, że mamy lepiej niż ludzie, którzy żyli 2 tysiące lat temu w czasach Jezusa. Bo oni, aby Go spotkać, musieli nieraz pokonać wiele kilometrów. Nam jest łatwiej. Wystarczy, że wejdziemy do kościoła… Martwił się, że ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest Eucharystia. Carlo zawsze na pierwszym miejscu stawiał Pana Boga i chciał, by wszyscy Go poznali. Wiedział, gdzie są młodzi. Co ich kręci. Miał świadomość, że internet może być narzędziem przeklętym. Bo istnieje jego ciemna strona, ale ostatecznie – jak mówił Carlo – światło zwycięży ciemności.

Notował ks. Rafał Skitek

 

Stanisława Nowicka

Instytut Prymasa Wyszyńskiego na Jasnej Górze – Miałam okazję przez 30 lat przyglądać się księdzu prymasowi z bliska. Bo nasza wspólnota instytutu miała z nim częsty kontakt. Na swoim herbie biskupim wypisał słowa: „Soli Deo”, to znaczy „Samemu Bogu”. I to była istota jego życia. Dla niego wszystko było Boże. I trawa, która wyrosła z ziemi na wiosnę, i pierwszy kwiatek, który się pojawił – wszystko wprowadzało go w zachwyt. Był człowiekiem o niezwykłej wrażliwości. Potrafił zauważyć każdy gest, każdy uśmiech, każdą łzę. Kiedy widział kogoś smutnego, od razu przytulał, pytał, co się stało… Był jak ojciec, który daje poczucie bezpieczeństwa. Przy nim nie czuło się lęku. On żył tak, jak wierzył. A wierzył jak dziecko – że wszystko, co nas spotyka, jest z ręki Boga. Nawet uwięzienie... (…) Pamiętam, jak ktoś narzekał, że wokół tylu wrogów, tylu złych ludzi. Wtedy ksiądz prymas powiedział: „Ja nie mam wrogów. Są tylko ludzie, którzy siebie uważają za moich wrogów. Ja nie mam do nikogo najmniejszej niechęci. Wszystko przebaczyłem”.

Notowała Gabriela Szulik

 

Kazimierz Trojan

siostrzeniec ks. Jana Machy – Hanik, jak go nazywali w domu, mieszkał tuż obok kościoła parafialnego, do którego co niedzielę chodził na Mszę Świętą. W domu często słyszał, jak mama rano śpiewała godzinki, a w południe przerywała prace domowe, by odmówić „Anioł Pański”. Rodzina Machów była bardzo religijna, nikogo więc nie dziwiło, że Hanik po Pierwszej Komunii Świętej powiedział, że chce zostać ministrantem. Kiedy go przyjęto, zauważono, że chłopiec wyraźnie się zmienił. Zawsze lubił pospać dłużej, a tu trzeba było wcześnie rano wstawać i pędzić do kościoła, by służyć do Mszy św. Popołudniami biegał dotąd z kolegami po łąkach, a teraz najpierw wypełniał obowiązki. Pamiętał na przykład, że powinien drewno w szopie poukładać albo pomóc młodszym siostrom w odrabianiu zadań domowych. Hanik lubił mieć czas tylko dla siebie, ale potrafił z niego zrezygnować, kiedy ktoś prosił go o pomoc.

Notowała Agnieszka Huf

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 3
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 4
    gr3
  • 5
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113

Najwyżej docenione