nasze media Najnowszy numer MGN 12/2021

Agata Ślusarczyk

dodane 23.09.2021 09:48

Ona dała radę, to ja też!

Niewidome dzieci jeżdżą na nartach, grają na pianinie, pływają, rysują, grają w goalball. Jak to możliwe? Po odpowiedź jadę do podwarszawskich Lasek.

Na skraju Puszczy Kampinoskiej, niedaleko Warszawy, między sosnowymi drzewami znajduje się wyjątkowe miejsce: Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych im. bł. Róży Czackiej. Przyznam, łatwo stracić orientację na przecinających się alejkach prowadzących do budynków rozsianych po całym terenie. Jak radzą sobie niewidomi? Kierunek na szczęście wskazują drogowskazy: „Kaplica”, „Internat dziewcząt”, „Internat chłopców”, „Szkoła muzyczna”, „Ambulatorium”. Odległości nieraz są tak duże, że niewidomi uczniowie razem z nauczycielami przemieszczają się… meleksami. Czasem z pobliskiego lasu wyłoni się niespodzianka… spacerujący łoś. – Ośrodek powstał na ziemi, którą naszej założycielce Róży Czackiej podarowała rodzina Daszewskich. W 1922 r. rozpoczęto budowę pierwszych domów Zakładu dla Niewidomych, który stopniowo został przeniesiony z warszawskich placówek do Lasek – wyjaśnia siostra Jana Maria Ściga, franciszkanka służebnica krzyża. – Wtedy niewidomymi nikt się nie zajmował. Róża, sama niewidoma, która straciła wzrok jako 22-letnia dziewczyna, postanowiła stworzyć dla nich specjalne miejsce, gdzie mogliby się uczyć i rozwijać swoje talenty.

Wesoła Blanka

– Matce Czackiej bardzo zależało, by niewidomi byli dobrze wykształceni i niezależni, stąd już najmłodsi uczą się samodzielnego ubierania, jedzenia i poruszania – mówi siostra Julitta Siedlecka, dyrektorka przedszkola. – Po pomoc przychodzą tu także rodzice, którym urodziło się niewidome lub niedowidzące dziecko. W przedszkolu dzieci uczą się alfabetu Braille’a, układając np. drewniane klocki w kształt brajlowskich znaków. Mamy nawet Biblię dla niewidomych zrobioną przez dzieci i nauczycieli – dodaje. – O wydarzeniach z życia Pana Jezusa dowiadują się, dotykając wypukłej wyklejanki ze żłóbkiem czy drogą krzyżową. W ośrodku są też szkoła podstawowa, liceum ogólnokształcące, technikum informatyczne i technikum masażu, a także szkoły branżowe przygotowujące do pracy np. jako rękodzielnik, pomocnik ślusarza czy stolarza. Znajdują się tu szkoła muzyczna I stopnia, studio nagrań, basen, hala rehabilitacyjna, stajnia z końmi do hipoterapii i… wesoła Blanka – pies terapeuta. Uczy się tu prawie dwieście dzieci i młodzieży z całej Polski.

Piłka z dzwoneczkiem

Dzień w Laskach zaczyna się o 6.30. Dyżurni przygotowują w internacie śniadanie. Pozostali ścielą łóżka, ogarniają pokoje i przygotowują się do wyjścia do szkoły. Część na zajęcia codziennie dojeżdża z Warszawy i okolic. W szkole nie ma taryfy ulgowej. Niewidomi tak samo muszą opanować materiał jak ich widzący rówieśnicy! Pomagają w tym m.in. komputery z funkcją czytania tekstu i cierpliwi nauczyciele. Po południu alejki znów tętnią życiem: ktoś jeździ na rolkach prowadzony przez osobę widzącą, zakochana para kołysze się na huśtawce (w kaplicy Matki Bożej Anielskiej odbył się już niejeden ślub), inni idą na próbę chóru, tańce czy zajęcia sekcji sportowej. Warto wiedzieć, że goalball, który tu trenują, to pierwsza oficjalna olimpijska gra zespołowa, w której do rozgrywki używana jest piłka z dzwoneczkiem. A zamiast tradycyjnego tenisa gra się tu w dźwiękowy tenis stołowy.

Mistrzyni na nartach

Amelia jest uczennicą technikum masażu. Ponad dwa lata temu straciła całkowicie wzrok. – Gdybym nie znała Lasek wcześniej i nie widziałabym, jak radzą sobie niewidomi, byłoby to dla mnie bardzo trudne – przyznaje. – Teraz wiem, że niewidomy może robić wszystko. Tak jak Róża Czacka. Jej historia bardzo mi pomogła. Mamy trochę wspólnego – uśmiecha się przyszła masażystka. – Ona też widziała, a potem straciła wzrok. Dlatego mam z tyłu głowy: skoro ona dała radę, to ja też dam! Amelia sześć razy w tygodniu trenuje narciarstwo biegowe. Latem ćwiczy w siłowni, biega, jeździ na rolkach i nartorolkach oraz trenuje strzelanie. – Przede mną jedzie przewodnik z głośnikiem i wydaje krótkie komendy do skrętu, gdy jedziemy po prostej, wydaje krótkie dźwięki: „Hop-hop-hop”. Podobnie jest na nartorolkach – wyjaśnia. Amelia w tym roku zajęła pierwsze miejsce w Ogólnopolskim Turnieju Osób Niewidomych i Słabowidzących w biathlonie letnim o Puchar Podkarpacia.

Sportowcy i youtuberzy

Uczniów – sportowców z sukcesami jest więcej. Maciek, uczeń technikum programistycznego, ma cztery medale – dwa srebrne i dwa brązowe. – W Laskach zacząłem trenować pływanie – mówi. – Teraz trenuję w Warszawie na Akademii Wychowania Fizycznego. Na zawodach mamy okulary zamalowane na czarno, żeby każdy miał równe szanse – wyjaśnia. – Na końcu toru stoi osoba, która daje znać, że zbliżamy się do ściany basenu. Maciek chce w przyszłości wykorzystać jeszcze jeden talent – do gry na fortepianie. W Laskach sporo uczniów jest uzdolnionych muzycznie. 18-letniego Kacpra, ucznia liceum ogólnokształcącego, fascynuje hip-hop. – Sam piszę teksty, tworzę muzykę i wrzucam na YouTube. W domu mam ministudio nagrań i programy do obróbki muzycznej – opowiada. Może kiedyś stworzy kawałek o życiu i problemach niewidomych… – Jedna z naszych uczennic też prowadziła swój kanał na YouTubie – mówi siostra Jana Maria. – Zamieszczała tam filmiki instruktażowe, jak niewidoma może zrobić sobie makijaż.

Pizza i zajęcia z laską

Niewidomi uczniowie z Lasek chętnie jako wolontariusze Caritas pomagają w hospicjum, odwiedzają chorych, rozdają posiłki bezdomnym i pieką pierniki dla seniorów z pobliskiego Domu Pomocy Społecznej. – To normalni nastolatkowie, tyle że niewidomi – mówi pani Beata Seweryn, wychowawczyni w internacie dla dziewcząt. – Lubią pojechać do Warszawy, do kawiarni, wieczorem zamówić pizzę, iść na koncert Roksany Węgiel czy do kina. Gdy wychodzą, dziewczynki pytają, czy dobrze wyglądają, czy pasuje im torebka. Mają też swoje trudne chwile, wtedy jak w domu, trzeba przy nich po prostu być – dodaje wychowawczyni. – Jak matka Czacka. Na jednej z parkowych alejek niewidoma dziewczynka uczy się „obsługiwać” białą laskę. – To zajęcia z orientacji przestrzennej, podczas których niewidome dzieci uczą się samodzielnie poruszać w nieznanym terenie – wyjaśnia instruktorka. – Dzięki temu będą mogły same jeździć na przykład na zajęcia do Warszawy.

Gdyby nie Matka

Pan Jan Michalik przyjechał do Lasek jako mały chłopiec. – Byłem bardzo zagubiony i smutny – wspomina. – Pocieszyła mnie matka Czacka… Dwa razy spotkałem ją na parkowych alejkach – zapewnia pan Jan, z Laskami związany od 67 lat. – Dostałem kiedyś zadanie na orientację przestrzenną, miałem dostarczyć list we wskazane miejsce. Ona mi powiedziała, żebym się modlił i dobrze uczył. Z modlitwą było różnie, ale uczyć się starałem. Skończyłem studia, potem pracowałem w Laskach jako wychowawca, a potem jako nauczyciel języka rosyjskiego. Założyłem rodzinę, niedaleko stąd wybudowałem dom. Wszystko zawdzięczam matce Czackiej – dodaje wzruszony. – Ona była wyjątkowa. Nad jej grobem pomyślałem, że skoro niewidoma hrabianka tyle dokonała, to ja też trochę spróbuję. I udało się. Od śmierci „matki wszystkich niewidomych”, siostry Róży Czackiej, ogłoszonej niedawno błogosławioną, mija właśnie 60 lat. Dzieci w Laskach poznają ją, dotykając sprzętów, których używała na co dzień, rzeźby z jej uśmiechniętą twarzą, kładą ręce na relikwiarzu w kształcie rąk matki i modlą się za jej przyczyną,

Listy pisane brajlem

– Czasami na sarkofagu znajdujemy karteczki zapisane brajlem. Dzieci przynoszą listy do matki – opowiada s. Jana Maria. – Opowiadają o swoich troskach, marzeniach, problemach. Wiedzą, że kiedy matka Czacka żyła, interesowała się każdym dzieckiem. Bardzo je kochała… Była z nimi. Często przychodziła do internatu i razem z nimi obierała kartofle. To była dobra okazja do rozmów o wszystkim. A ona wspominała swoje zagraniczne podróże, przy okazji uczyła zasad savoir-vivre’u, mówiła, co wypada niewidomemu, a co nie. Zachęcała je do nauki, do rozwijania swoich pasji. Nawet konflikty między dziećmi starała się osobiście rozwiązywać, a kiedy trzeba było, brała na ręce i przytulała. Jak dobra mama. – Zawsze chciała być wśród dzieci – dodaje siostra. – Dbała, by wszyscy byli dla siebie bliscy, żeby dzieci były radosne i nie kłóciły się, by panowała tu rodzinna atmosfera. Chciała, by Laski były dla dzieci drugim domem.

Rady babci Pelagii

Matka Róża Czacka była dobrze wykształcona. Świetnie znała francuski, niemiecki, rosyjski i angielski. Ale umiejętności potrzebnych w codziennym życiu niewidomego nauczyła ją babcia Pelagia: „Babka uczyła mnie, że powinnam mieć porządek, by wszystko umieć po ciemku znaleźć. Zachęcała, bym modlitw uczyła się na pamięć, bym mogła modlić się bez książki” – wspominała. Jest taka historia o szpilkach, które Róża razem z mamą wbijała w poduszeczkę. W ten sposób młoda hrabianka uczyła się zasad alfabetu Braille’a, który zresztą jako pierwsza dostosowała do polskiej pisowni. – Nauczycielka z Instytutu dla Niewidomych i Głuchoniemych za godzinę nauki zażądała kwoty, która nawet dla hrabiowskiej rodziny była zbyt wielka, dlatego Róża sama postanowiła nauczyć się pisać brajlem – opowiada siostra Jana Maria. – A potem uczyła innych. W niedzielę 12 września została ogłoszona błogosławioną. Tego dnia 10-letni Adaś Przybylski, uczeń IV klasy, i 12-letnia Gabrysia Grabowska, szóstoklasistka, oboje uczniowie z Lasek, podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie w procesji z darami zanieśli do ołtarza laptop. Zostanie on przekazany niewidomym dzieciom w Rwandzie. Złożyli też swoje intencje, przede wszystkim za ośrodek w Laskach. – Gdyby nie matka Czacka, nie byłoby tutaj mnie i innych dzieci – modliła się Gabrysia. – Nie poznałabym tylu przyjaciół i byłabym inną osobą.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 3
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 4
    gr3
  • 5
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113

Najwyżej docenione