nasze media MGN 12/2020

Rozmawiała Joanna Kojda

dodane 22.10.2020 10:04

Opalanie w listopadzie

O świętości, którą widać podczas lepienia pierogów, obierania ziemniaków i mycia podłogi, oraz o wpatrywaniu się w Światło mówi ojciec Michał Legan, paulin z Jasnej Góry.

„Mały Gość Niedzielny”: Ulubiony święty ojca Michała to…

Ojciec Michał Legan: Mama pana Krzysztofa Zanussiego, znanego reżysera, powiedziała kiedyś, że najczęściej modli się za wstawiennictwem św. Alberta Chmielowskiego. Dlaczego? Bo jest mało obstawiony. Myślę, że to dobry pomysł: znaleźć sobie prywatnego świętego. Niezbyt popularnego, takiego, któremu niewiele osób zawraca głowę. Ma się wtedy pewność, że dociera się do niego w pierwszej kolejności.

Kogo wybrał ojciec Michał?

Moim świętym obowiązkiem jest dobry kontakt ze świętym Pawłem Pierwszym Pustelnikiem, czyli patriarchą zakonu paulinów. On raczej spełnia to kryterium mało obstawianych świętych. Szczególnie bliski jest mi także święty, którego obstawia pół świata: Jan Paweł II.

Spotkał go Ojciec osobiście?

Tak, dwa razy. Wiadomo, że takie spotkania trwają ćwierć sekundy, ale dużo ważniejsze było dla mnie to, że miałem szansę pomodlić się z nim jedną dziesiątkę Różańca. To było bardzo niezwykłe spotkanie: on był w Watykanie, ja 2 tysiące kilometrów dalej w kościele św. Anny w Krakowie. Byliśmy połączeni telemostem satelitarnym. On odmówił „Ojcze nasz”, potem ja 10 razy „Zdrowaś, Maryjo” i on zakończył modlitwą „Chwała Ojcu”. Mimo że widzieliśmy się tylko na ekranach, modliliśmy się razem. Miałem przedsmak tego, czym jest kontakt ze świętym na odległość…

Dlaczego świętych rysujemy z aureolą?

Kiedy wchodzi się do kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze, to najpierw widzi się wizerunek kobiety. Jest ona bardzo opalona, ma ciemne oblicze. Niektórzy mówią, że to dlatego, że długo wpatrywała się w Słońce, jakim jest Jezus Chrystus. Kiedy człowiek długo patrzy na słońce, to się opala, zmienia się kolor jego skóry. Maryja wpatruje się w jasność Jezusa. Jej aureola i aureole wszystkich świętych są odbiciem tego jedynego Światła.

A czy już za życia możemy powiedzieć: jestem święty?

Pierwsi chrześcijanie tak o sobie mówili. Kiedy czytamy listy apostołów, widzimy że pisali: „Do wszystkich świętych z danego Kościoła”.

To dlaczego dzisiaj my tak siebie nie nazywamy?

To jest bardzo dobre pytanie. Ktoś jest święty, ponieważ jest w nim więcej Chrystusa niż jego samego. Im mniej mnie, tym bardziej jestem święty. I to naprawdę nie chodzi o to, ile kilogramów Komunii Świętej spożyliśmy, choć jest to bardzo ważne! Bardziej chodzi o to, na ile nauczyliśmy się mówić: „Bądź wola Twoja, niech Twoje królestwo będzie we mnie, niech Ciebie będzie więcej niż mnie”.

Pierwsi chrześcijanie to wiedzieli…

Oni mówili o sobie, że są święci, bo odkryli bardzo ważną sprawę: wiedzieli, że już są zbawieni. Nie że kiedyś, w przyszłości będą zbawieni. Jak Pan Bóg będzie miał dobry humor na sądzie ostatecznym. To tak nie działa. Prawda o Jezusie Chrystusie jest taka, że umarł za nas na krzyżu i od tego momentu ludzie wszystkich wieków, pokoleń, języków, narodów, religii zostali zbawieni przez świętą Krew Jezusa.

Małe dzieci wiedzą, że po śmierci pójdą do nieba. Dorośli liczą na czyściec…

Moja ciocia mówi: „Bardzo liczę na to, że pójdę do poprawczaka”. To jest podejście minimalistyczne. Ja to doskonale rozumiem. Podobnie jak uczeń, który liczy, że przejdzie do następnej klasy, choć wie, że ma słabe stopnie. Jeśli człowiek jest świadomy swoich grzechów i niedoskonałości, to naprawdę nie ma odwagi liczyć na niebo. Wierzymy Jezusowi Miłosiernemu, ale jednocześnie wiemy, jak bardzo Jego miłosierdzie będzie nam potrzebne. Jak bardzo jesteśmy niedojrzali do nieba… Brak nam odwagi wielkich świętych, ale myślę, że często wynika to też z wielkiej pokory.

No właśnie, chcemy być święci, a trochę się boimy. Czasem świętość kojarzy się z ciężką chorobą, prześladowaniem…

Raz w życiu spotkałem prawdziwą świętą. Kilka dni po swoich święceniach kapłańskich udało mi się sforsować tłumy, które otaczały mamę ks. Jerzego Popiełuszki. Tu, na jasnogórskim szczycie. Trochę bezczelnie podszedłem do niej i poprosiłem o błogosławieństwo na moje kapłaństwo. Przytuliła moją głowę do siebie, tak jak matki przytulają dzieci, i objęła mnie ramionami. To było chyba najpiękniejsze błogosławieństwo, jakie mnie spotkało. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie kanonizowana, liczę na to, ale na pewno to jest taka świętość, która wynika z lepienia pierogów, tarcia ziemniaków i mycia podłogi. Takie życie z Różańcem i pieleniem marchewki doprowadziło ją do tego, że kiedy zamordowano jej syna, powiedziała: „Przebacz nam nasze grzechy tak jak my przebaczamy naszym winowajcom”. Inny przykład: byłem kiedyś w środku nocy w bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie na czuwaniu. Widziałem, jak po całym dniu sprzątano bazylikę. Spotkałem siostrę zakonną, która miała do umycia kilka metrów kwadratowych podłogi. Miała na to dokładnie 45 minut. Sprzątała co do sekundy. Taka wierność drobnostkom, rzeczom najprostszym powoduje, że kiedy przychodzi wielki wybór, to człowiek podejmuje właściwą decyzję.

Czasem niegrzeczne dziecko słyszy: zobaczysz, pójdziesz do piekła.

Nigdy nikomu nie można tak powiedzieć. Nawet gdy w konfesjonale spotykam grzeszników, którzy całe życie straszliwie grzeszą, to czasami mówię to tak, żeby wyniknęła z tego dobra nowina: „Twoje życie jest zagrożone piekłem, bo robisz wszystko, żeby tam trafić, ale masz Jezusa Chrystusa i jeśli zwrócisz się ku Niemu, twoje życie może stać się niebem na ziemi”. Nie wierzę, żeby ktoś, kto grzeszy, był szczęśliwy. Nie spotkałem nikogo, kto by powiedział: „Grzeszę i moje życie jest poukładane, grzeszę i moje życie jest dobre. Wszystko jest na swoim miejscu”. Jestem pewien, że grzech sprawia, że sami urządzamy sobie piekło na ziemi. W tym samym sensie Komunia Święta, modlitwa i życie zgodne z wolą Bożą sprawiają, że urządzamy sobie niebo już tu na ziemi. Chociaż jest to niebo trudne, jeszcze niepełne.

W uroczystość Wszystkich Świętych myśli Ojciec o zmarłych ze swojej rodziny, że są już u Boga i tam świętują?

Mam ochotę jeszcze raz powrócić do bazyliki Grobu. Do Jerozolimy. Kiedy byłem tam po raz pierwszy, miałem takie wewnętrzne wezwanie, by stanąć przy ołtarzu na Golgocie i odprawić Mszę św. o zbawienie dla wszystkich, którzy poprzedzili mnie w genealogii, od Adama i Ewy. Ten ołtarz znajduje się jakieś dwa metry od miejsca ukrzyżowania Pana Jezusa. Poprosiłem, żeby zbawienne skutki tej Najświętszej Ofiary, która zaraz miała się dokonać, przelał na całe drzewo genealogiczne, które doprowadziło do momentu, w którym stanąłem przy tym ołtarzu. To pokazało mi ogrom miłości, która wylała się wraz z Krwią Chrystusa. Świętość nie bierze się z nas, z naszych wysiłków czy dobrych uczynków. Świętość jest nam dana, ofiarowana. Jezus Chrystus, jedyny Święty, zlewa na nas jej odrobinę. Jeśli ją pochwycimy, to się uda!

Jeżeli Ojciec Michał Legan w przyszłości zostanie oficjalnym…

Na pewno nie zostanie oficjalnym świętym. A to dlatego, że zakon paulinów nie kanonizuje swoich braci. W naszym zakonie panuje przekonanie – i wcale teraz nie żartuję – że jak ktoś umrze jako paulin, to już na pewno pójdzie do nieba.

Amen!

Jeżeli Pan Bóg da łaskę, a ja się jej nie oprę i umrę w tym habicie, i zostanę pochowany w paulińskim grobowcu, to – w tradycji mojego zakonu, która trwa prawie 800 lat – będzie to oznaczało, że pójdę do nieba.

A jeśli jednak ktoś chciałby pomodlić się za wstawiennictwem ojca Michała, to jakiej grupie chciałby Ojciec patronować?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ale pewnie chciałbym być patronem, czy światełkiem, dla tych, którym trudno uwierzyć, że w każdej życiowej sytuacji mogą otrzymać Boże Miłosierdzie. Orędownikiem tych, którzy strasznie boją się, że tego miłosierdzia nie dostaną.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione