nasze media Najnowszy numer MGN 10/2021

Agata Puścikowska

dodane 20.05.2021 11:39

Jak dobre mamy

W klasztornym ogrodzie siostry hodowały krowy. Szarytki doiły je, dzieliły porcje mleka, a matki o określonej godzinie ustawiały się w kolejce. Siostry uratowały niejedno niemowlę.

Gdy wybuchło powstanie warszawskie, część dorosłych poszła do walki. Inni zginęli. Jeszcze innych wyrzucano z Warszawy. Rodziny rozdzielano. A dzieci? Wiele otrzymywało wsparcie od sióstr zakonnych. Dla setek dzieci podczas powstania warszawskiego siostry były jak dobre mamy. Pod ich wodzą dzielnie wspierały też walczące miasto.

Schronisko u urszulanek

Na ulicy Tamka w Warszawie siostry urszulanki szare prowadziły bursę, schronisko dla dzieci z biednych i trudnych rodzin. Bywało, że wśród wychowanek były mocno zbuntowane dziewczęta, czasem nawet na bakier z prawem. Przychodziły w jednej sukience, często nie umiały czytać ani pisać. Siostry uczyły je alfabetu, dobrego zachowania i wiary. Czasem była to trudna nauka i wiele łez musiało popłynąć. Efekt jednak był przedziwny. Przed powstaniem warszawskim, gdy stolica włączyła się w ratowanie dzieci z Zamojszczyzny, siostry i ich wychowanki organizowały pomoc. Dziewczęta chciały przygotować miejsce do ukrywania sierot z okolic Zamościa i uratować maluchy z niemieckiej niewoli. Nieco młodszym od siebie odstąpiły swoje łóżka i dzieliły się jedzeniem... Kiedy wybuchło powstanie, na Tamce przebywało kilkadziesięcioro dzieci. Najstarsze jako sanitariuszki ruszyły w miasto. Siostry szyły dla nich torby pielęgniarskie i biało-czerwone opaski. Młodsze zostały w bursie. Pomagały opatrywać rannych i gotować jedzenie dla powstańców oraz głodnych warszawiaków. A w piwnicach, które służyły za schrony, opiekowały się maluchami. Co ciekawe i zdumiewające, siostry w tym czasie wciąż prowadziły dla dzieci lekcje języków obcych i literatury polskiej. Wokół wybuchały bomby, trwały walki, a dzieci... chciały się uczyć.

Mleko u szarytek

Warszawskie franciszkanki misjonarki Maryi prowadziły przed wojną nowoczesne przedszkole. Ale przychodziły też do nich dzieci z biedniejszych rodzin. Dzięki temu rodzice mogli pracować. Podczas powstania schronienie u sióstr znalazły nie tylko dzieci, ale i ich mamy. Często przybiegały zrozpaczone sieroty, brudne, głodne i przerażone tym, co widziały. Siostry przyjmowały wszystkich. A kiedy brakowało już prawie wszystkiego, miały jeszcze dla nich – cudem zachowany – cukier. To ratowało je przed śmiercią głodową. Kilka kilometrów dalej, na Powiślu w środku Warszawy, niemal naprzeciw dzisiejszego Stadionu Narodowego, siostry szarytki w swoim klasztornym ogrodzie hodowały… krowy i świnie. Było to przez Niemców surowo zabronione, ale siostry miały sposoby, by zwierzęta ukrywać. Szczególnie ważne były krowy. Ich mleko ratowało życie niemowlętom, dlatego szarytki zorganizowały świetnie działający system. Doiły krowy, dzieliły porcje mleka, a matki o określonej godzinie ustawiały się w kolejce, mimo że Niemcy cały czas ostrzeliwali klasztor i wszystkim groziła śmierć.

Dzieci u wizytek

W czasie powstania warszawskiego ludzie ginęli, ale też rodziły się dzieci. W klasztorze sióstr wizytek, na Krakowskim Przedmieściu, pracowała siostra Maria. Przed wojną była położną i studentką medycyny. Była też żołnierzem AK, ale odkryła, że jej powołanie to klasztor. Gdy w sierpniu i wrześniu 1944 roku trwały walki, siostra Maria przyjmowała na świat dzieci. Pomagała ich matkom ukrywającym się za murami klasztoru. Niemcy wyrzucali z domów mieszkańców Warszawy i gnali wszystkich do Pruszkowa, do tak zwanego obozu przejściowego. Stamtąd wysyłali do niemieckich obozów. W Pruszkowie wiele sióstr zakonnych ratowało Polaków przed wywózką. Wśród nich siostra Charitas, benedyktynka samarytanka, która zawijała w chusty nawet kilkuletnie dzieci i jako niemowlęta wynosiła z obozu.

Bezpiecznie u nazaretanek

W przedwojennej Warszawie siostry zakonne prowadziły wiele szkół. A kiedy wybuchła wojna, włączyły się w tajne nauczanie. Zmartwychwstanki, nazaretanki, marylki, niepokalanki i urszulanki przygotowywały młodzież nawet do matury. Mimo że za to groziła śmierć. Gdy wybuchło powstanie, zmartwychwstanki z Żoliborza zorganizowały w szkole szpital powstańczy. A ich wychowanki pracowały jako sanitariuszki i łączniczki. Wiele lat po wojnie blisko szkoły znaleziono grób Donata, 15-letniego powstańca, ucznia zmartwychwstanek. Chłopiec miał przy sobie nigdy niewysłany list do mamy... Natomiast w szkole nazaretanek Polacy walczyli dosłownie o każdą salę, niemal każdy schodek. Uczennice sióstr, które już należały do Armii Krajowej, wpadały czasem do dawnych wychowawczyń, by coś zjeść i chwilę odpocząć. Szkolne mundurki zamieniły na mundury, a siostry chociaż na moment starały się zapewnić im poczucie bezpieczeństwa.

Niewidomi u franciszkanek

W Laskach, jakieś 15 kilometrów od Warszawy, siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża opiekowały się dziećmi niewidomymi. Jeszcze przed powstaniem warszawskim na terenie ośrodka zorganizowano szpital powstańczy. W pomoc włączały się też niewidome dzieci. Starsi chłopcy przenosili rannych, z pomocą ks. Stefana Wyszyńskiego, który wtedy w Laskach był m.in. kapelanem szpitala powstańczego. Dzieci przynosiły powstańcom koce, dzieliły się cukierkami, chciały nawet prać ich rzeczy, jak wspominała jedna z łączniczek. Kiedy do Lasek przywieziono dowódcę grupy Kampinos „Szymona” ze strzaskaną nogą, trzeba było jakoś go ukryć. Siostry postanowiły, że przed wejściem do dowódcya, w pokoju przechodnim, położą dzieci chore na czerwonkę. Na drzwiach umieszczono napis: „choroba zakaźna” i dzięki siostrom i dzieciom Szymon po kilku tygodniach mógł wrócić do swojego oddziału.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    kawa
  • 2
    Anonymous
  • 3
    Alex
  • 4
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 5
    gr3

Najwyżej docenione