nasze media Najnowszy numer MGN 12/2021

ks. Rafał Skitek

dodane 10.06.2020 11:13

Nie tylko pizza

Lubią dobre jedzenie w dobrym towarzystwie. Nie pogardzą żadną okazją do świętowania. Na wszystko mają czas. Potrafią celebrować liturgię w kościele i każdą chwilę z drugim człowiekiem.

Włochy to nie tylko wyśmienita pizza, zabytki i piękne plaże. To też fascynująca historia, zwłaszcza ta, która wiąże się z chrześcijaństwem, Kościołem rzymskokatolickim i papiestwem. Teraz, podobnie jak inne państwa na świecie, piękna Italia dotknięta jest pandemią. O skutkach śmiercionośnego wirusa słyszeli chyba wszyscy. Jedno z najgroźniejszych ognisk powstało w mieście Bergamo na północy Włoch. „Być może ktoś z was doświadczył śmierci babci lub dziadka albo kogoś bliskiego” – przeczytałem w najnowszym numerze „Clackson”, włoskiego dwumiesięcznika adresowanego do ministrantów i ich duszpasterzy. Podobnie jak w Polsce, ministranci we Włoszech nadal nie mogą służyć przy ołtarzu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawdzić, co dzieje się u Waszych rówieśników na Półwyspie Apenińskim. Jak żyją na co dzień w warunkach normalności, czym jest dla nich posługa przy ołtarzu.

Dobry obraz księdza

Na południu Włoch w prowincji Brindisi leży urokliwe ośmiotysięczne miasteczko Erchie. W dwóch tamtejszych parafiach pracują gorliwi, oddani swoim parafianom księża: Mimmo Sternativo i Pietroronzo Cinieri. Ksiądz Mimmo ministrantem został jako 6-latek. Przy ołtarzu służył nieprzerwanie aż do momentu, gdy wstąpił do seminarium. – Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dobra formacja ministrancka to droga do większego umiłowania Chrystusa – mówi. – Kapłan sprawujący pobożnie Eucharystię to obraz, który zapada w pamięć – przyznaje. W obu parafiach w Erchie jest w sumie 40 ministrantów. Zanim nimi zostaną, przechodzą specjalną formację. – Kandydaci przygotowują się do bardzo ważnej posługi, więc najpierw muszą zdobyć rzetelną wiedzę o sakramentach, zwłaszcza Eucharystii – wyjaśnia ks. Mimmo.

Rozumieć, wiedzieć, przeżyć

Za formację ministrancką odpowiadają animatorzy. Nad całą grupą czuwa ksiądz. – Przygotowanie do służby przy ołtarzu nie polega wyłącznie na zdobyciu wiedzy o przedmiotach liturgicznych czy znajomości wyposażenia świątyni – tłumaczy ks. Mimmo. – Jeśli mówię im o ambonie, to po to, by wiedzieli, że to miejsce, z którego głosi się słowo Boże. A kiedy wskazuję na ołtarz, to zależy mi na tym, by pomyśleli o Wieczerniku, o Jezusie przychodzącym pod postaciami chleba i wina. Bo w formacji ministranckiej nie chodzi o to tylko, by znać liturgię, ale raczej o to, by coraz lepiej ją rozumieć, by wiedzieć, co podczas liturgii się dzieje, w czym ministranci uczestniczą i Komu służą. – Ważne jest głębsze spojrzenie; w przeciwnym razie ministranci zatrzymaliby się tylko na tym, co zewnętrzne, na wiedzy podręcznikowej, katechizmowej, a to stanowczo za mało – dodaje ks. Mimmo.

W górach trudniej

Nie wszędzie jednak jest tak jak w Erchie. A może nawet tamta parafia jest wyjątkowa?… W miejscowościach dużo mniejszych, zwłaszcza górskich, o ministrantów bardzo trudno. W parafii, w której pracuje ks. Krzysztof Kozłowski pochodzący z Pszczyny, w dni powszednie nie służy nikt. – W niedzielę zjawia się zaledwie dwóch, trzech ministrantów – mówi ks. Krzysztof, duszpasterz w Lacjum, w diecezji Rieti. – W poprzedniej parafii, nawet jeśli służyli ministranci, to i tak liturgię słowa często przygotowywali ich rodzice – opowiada ksiądz. – We włoskich parafiach często lektorami są diakoni stali, szafarze albo członkowie wspólnot parafialnych. Co ciekawe, w przeciwieństwie do polskich ministrantów Włosi raczej nie używają dzwonków ani gongu. Ich posługa ogranicza się zazwyczaj do przygotowania ołtarza przed Mszą św. Przynoszą Mszał, ampułki i kielich. Na Msze bardziej uroczyste przychodzi ministrant krzyża (krucyferariusz), ministranci światła (ceroferariusze) i ministrant kadzidła (turyferariusz). Ale to też zależy od regionu, tradycji czy przyjętych zwyczajów. Ministranci zakładają najczęściej alby. Tylko w niektórych parafiach można spotkać jeszcze czarne sutanki przypominające sutannę kapłańską.

A po Mszy obowiązkowo piłka

– Czy ministranci we Włoszech różnią się od rówieśników z Polski? – pytam ks. Angelo Micocciego pracującego w Apulii, w diecezji Oria. – Podczas pobytu w Krakowie z okazji Światowych Dni Młodzieży przekonałem się, że ministranci znad Wisły lepiej niż ich koledzy z Włoch znają się na liturgii – uśmiecha się ks. Angelo. – W naszych parafiach większy akcent kładziemy na przyparafialne oratoria, miejsca spotkań – mówi. – A jako że zazwyczaj przylega do nich boisko, w praktyce oznacza to, że po Mszy chłopcy często idą pograć w piłkę – dopowiada. Takie duszpasterstwo ministrantów zrodziło się głównie w północnej części Włoch, skąd pochodził św. Jan Bosko, nazywany często „ojcem i nauczycielem młodzieży”. – Do dziś takie oratoria funkcjonują w wielu parafiach – przyznaje ks. Krzysztof Kozłowski. – Właściwie cała formacja dzieci i młodzieży, również ministrantów, odbywa się właśnie w oratoriach. Włoscy ministranci, jak wszyscy Włosi, lubią dobre jedzenie. I nie chodzi tu wcale o ilość. Ważne, co jedzą i z kim jedzą. Nie pogardzą żadną okazją do świętowania. Cenią sobie spotkania. No i na ogół nie spieszą się. Na wszystko mają czas. Takie spotkanie przy stole w gronie przyjaciół, rodziny też jest okazją do dawania siebie. Taką ucztą – jak wiecie – jest Eucharystia. Zaprasza nas na nią Chrystus i zawsze daje nam siebie. Może tego mogą nas uczyć ministranci z Włoch? Celebrowania liturgii w kościele i celebrowania każdej chwili – rozmowy, spotkania – z drugim człowiekiem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 3
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 4
    gr3
  • 5
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113

Najwyżej docenione