nasze media Najnowszy numer MGN 10/2018

Gabriela Szulik

|

Najnowszy numer MGN 10/2018

dodane 28.09.2018 10:26

Piękna Pani z groty Massabielle

Mama wzięła dziecko na ręce i pobiegła w stronę groty. Zanurzyła je w lodowatej wodzie...

Chłopiec nadal nie ruszał nogami. Jednak tej nocy spał spokojnie. Rano Louis obudził się i pobiegł do mamy.

Chłopiec wraz z mamą mieszkał w Lourdes, małym pirenejskim miasteczku, w pobliżu groty Massabielle. Louis Justin od urodzenia był bardzo chory. Sparaliżowany, nie mógł nawet siedzieć. Lekarze nie potrafili mu pomóc. Bezradnie rozkładali ręce. Któregoś dnia zmartwiona mama dowiedziała się, że niedaleko jest cudowne źródło. Ludzie opowiadali, że od jakiegoś czasu dziewczynce imieniem Bernadeta, córce zubożałych młynarzy Franciszka i Ludwiki Soubirous, ukazuje się tam Piękna Pani.

Dom

Bernadeta jako najstarsza w domu często pomagała mamie i opiekowała się młodszą siostrą Tosią. Od jakiegoś czasu męczyły ją napady duszności, przeważnie podczas zabawy. Dlatego zamiast biegać, wolała spokojniejsze zajęcia. A do domu coraz bardziej zaglądała bieda. Ludwika i Franciszek Soubirous, znani z dobrego serca, chętnie dawali klientom mąkę na kredyt, często za darmo pozwalali korzystać z młyna. – Zapłacicie, gdy będziecie mieli – uspokajała Ludwika i jeszcze częstowała chlebem, winem i serem. Należnych pieniędzy Soubirous przeważnie nigdy nie widzieli. W końcu stracili młyn i cały majątek. Ne mieli nawet gdzie mieszkać. Wynajęli małą wilgotną izbę, która kiedyś była więzieniem dla miejscowych rzezimieszków. To nie było dobre miejsce dla chorowitej Bernadety. Astma coraz bardziej dawała się we znaki, a rodzice nie mieli pieniędzy na leczenie. Przecież nawet na jedzenie nie starczało. Franciszek codziennie rano wychodził z domu w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. A to pracował kilka godzin u piekarza, a to nosił worki z mąką, ale bywało, że wracał z niczym. Bernadeta bardzo chciała wesprzeć rodziców. Zamiast chodzić do szkoły, pomagała w prowadzeniu domu. Dorastała i wciąż nie umiała pisać ani czytać. W domu rozmawiano gwarą – nie znała więc nawet francuskiego. Gdy miała 13 lat, jej życie zmieniło się zupełnie.

Szum

Czwartek 11 lutego 1858 roku nie zapowiadał niczego wyjątkowego. Franciszek znów nie dostał pracy. Na dodatek skończyło się drewno. – Ja pójdę – zawołała Bernadeta. Mama nie chciała się zgodzić. Bała się, że astma znów da się we znaki. Na dworze było zimno. W tej samej chwili do izby wpadła Joasia, córka kamieniarza. Poszły w trójkę: siostry Soubirous i Joasia. Przy rzece Gave spotkały staruszkę Pigouno. – Co tu robicie w taki ziąb? – zapytała. – Idziemy po drewno. – To idźcie w stronę Massabielle – poradziła kobieta. Dziewczynki doszły do miejsca, gdzie rzeka Gave łączyła się z kanałem Savy prowadzącym do młyna. Zatrzymały się naprzeciw ponurej skalnej groty porośniętej zielskiem. Tam było pełno suchych gałęzi, ale najpierw trzeba było przejść przez kanał. Tymczasem woda sięgała kolan. Tosia i Joasia nie zastanawiały się długo. Weszły do lodowatej wody. Bernadeta została. Szukała suchego przejścia. Nagle usłyszała dziwny szum. „Jakby uderzenie gwałtownego wichru” – opowiadała potem. Obejrzała się. Nic. Topole ani drgnęły. Postanowiła wejść do wody. I znów usłyszała ten szum. Tym razem poruszył się krzew dzikiej róży rosnący nad prawą krawędzią groty.

Grota w Lourdes   Grota w Lourdes Roman Koszowski /Foto Gość Światło

Po chwili w małej wnęce zobaczyła delikatne światło. – Kto tam jest? – pomyślała wystraszona. Z jasności zaś zaczęła wyłaniać się powoli postać młodej, pięknej dziewczyny. Miała białą suknię, biały welon, w pasie błękitną szarfę i złotą różę na każdej stopie. Bernadeta przetarła oczy. – Może to jakaś zjawa?... – pomyślała, a nieznajoma w tej samej chwili uśmiechnęła się lekko i gestem ręki przywołała dziewczynkę do siebie, jakby chciała powiedzieć: „Podejdź bliżej, nie bój się”. Bernadeta stała jak skamieniała. A może jednak to się jej tylko wydaje? Przetarła oczy. Za każdym razem to samo: piękna, uśmiechnięta postać. – Włożyłam rękę do kieszeni – opowiadała potem. – Miałam różaniec. Chciałam się przeżegnać, ale... nie mogłam unieść ręki. Byłam jeszcze bardziej przerażona. Dopiero gdy Piękna Pani zrobiła znak krzyża, Bernadeta spróbowała jeszcze raz. Udało się. – Gdy się przeżegnałam – wspominała – przerażenie ustąpiło. Uklękłam i modliłam się. Piękna Pani też przesuwała paciorki swego różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam, zniknęła.

Widzenie

Bernadeta przeszła na drugi brzeg, chciała obejrzeć grotę z bliska. Zauważyła, że woda wcale nie była zimna, jak na początku jej się zdawało. Tosia i Joasia wracające z chrustem z daleka ją obserwowały. Widziały, jak uklękła przed grotą. – Co jej się stało? Modlić się w takim miejscu?! – Joasia była oburzona. – Nic nie widziałyście? – zapytała Bernadeta. – Nic. A ty co widziałaś? – Ja też nic… – odpowiedziała wymijająco. – Nie chciało ci się chrustu zbierać! – zdenerwowała się Joasia. – Powiedz, co widziałaś... Tylko mnie... – nalegała Tosia. – Przysięgam, nikomu nie powiem! Nawet mamie! Bernadeta krótko opowiedziała siostrze o widzeniu. Tosia nie chciała wierzyć. I słowa nie dotrzymała. Od razu wszystko wypaplała. Ludwika zabroniła córce chodzić do Massabielle. Następnego dnia „coś” ciągnęło Bernadetę do groty. Mama jednak była nieugięta. W sobotę poszła do kościoła. Ksiądz Pomian, wikary, kończył właśnie spowiadanie. Bernadeta lubiła go, miała do niego zaufanie i opowiedziała wszystko. Ksiądz słuchał spokojnie i dziwił się, skąd u tej prostej dziewczynki takie przekonanie i takie słowa: „...jakby uderzenie gwałtownego wichru”. – Mogę o tym powiedzieć proboszczowi? – zapytał. Bernadeta zgodziła się.

Obietnica

Dopiero w niedzielę po Mszy Świętej dziewczynki postanowiły pójść do groty. – Choć na małą chwilę – prosiły mamę. – Musimy się przekonać, kim jest Piękna Pani. Rodzice zgodzili się. Przed grotą dzieci zaczęły modlić się na różańcu. „To Ona! Ma różaniec w ręku. Patrzy na was” – zawołała Bernadeta. Dziewczynki niczego nie widziały. W Lourdes rosło napięcie. W miasteczku ludzie mówili tylko o „zjawie” w Massabielle. Nawet władze miejskie zaczęły się niepokoić. Bo liczba chodzących do groty rosła z każdym dniem. „Co się tam dzieje? Czy tam naprawdę ktoś przychodzi? A może ta mała Soubirous ma jakieś przywidzenia?” – pytano między sobą. Cztery dni później, w czwartek, z Bernadetą postanowiła pójść starsza, zamożna pani Milhet. – Trzeba to wyjaśnić, zapytać, kim jest ta postać – denerwowała się. Ledwie zaczęły odmawiać Różaniec, Bernadeta szepnęła: „Jest tam...”. Pani Milhet niczego nie widziała, nie słyszała nawet głosu dziewczynki. – A może to Matka Najświętsza…? – zastanawiała się spokojnie w drodze powrotnej. Bernadeta odpowiedziała milczeniem. Tego dnia Pani poprosiła, by przychodziła do groty przez 15 dni i dodała: „Nie obiecuję Ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”. – Co to miało znaczyć? – zastanawiało się dziecko.

Przesłuchanie

Kiedy w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu do groty przyszło ponad sto osób, władze miasteczka zaalarmowały policję. – Tak dłużej być nie może! – wrzasnął komisarz Jacomet i kazał przyprowadzić do siebie Bernadetę. – A więc widziałaś Najświętszą Pannę? – zapytał. – Nie widziałam Najświętszej Panny – odpowiadała spokojnie Bernadeta. – To nic nie widziałaś? – Ależ nie. Widziałam Panią. Miała białą suknię, przewiązaną niebieską wstęgą, biały welon na głowie i złotą różę na każdej stopie. Na ramieniu trzymała różaniec. Była bardzo piękna, najpiękniejsza z kobiet, jakie do tej pory poznałam. Nie była też starsza ode mnie. – A rozmawiała z tobą po francusku? – Nie, mówiła tak jak my. Ja przecież nie znam francuskiego. – To nie żadna pani, tylko prosta chłopka! – Nieprawda. Policjant przekonywał, prosił, krzyczał, groził. Nic nie pomogło. W końcu nie wytrzymał i wrzasnął: „Cały czas kłamiesz! Pójdziesz do więzienia!”. Nawet to jej nie przestraszyło. Po paru godzinach komisarz wypuścił Bernadetę, ale do groty zakazał chodzić. Myślał, że problem rozwiązał. Wieczorem Bernadeta poszła do kościoła. Ksiądz Pomian wysłuchał jej spokojnie, a na koniec nieoczekiwanie powiedział: „Nikt nie ma prawa zabraniać ci tam chodzić”.

Źródło

Bernadeta nie przejmowała się więc zakazem komisarza. Obietnica dana Pani była ważniejsza. Następnego dnia już o świcie pobiegła do groty. A tam czekał wielki tłum ludzi. Każdy chciał o coś prosić. Bernadeta zachęcała, by modlić się razem. Tego dnia Piękna Pani powierzyła jej trzy sekrety i prosiła, żeby nikomu o nich nie mówiła. Nawet proboszczowi. Sekrety dotyczyły jej życia. A potem powiedziała: „Proście Boga o nawrócenie grzeszników”. Dziewczynka nie bardzo rozumiała, o czym Pani mówi. Na Jej prośbę weszła do groty, upadła na kolana i pocałowała ziemię. – Pani prosiła, abym tak zrobiła na znak pokuty za grzeszników – tłumaczyła. Jeszcze bardziej zdziwieni byli ludzie, gdy kolejnego dnia Bernadeta odmówiła Różaniec, weszła do groty i... zaczęła grzebać w ziemi. – Co się z nią dzieje? – szeptali. Tymczasem Pani powiedziała, żeby poszła do źródła i umyła się. – Pokazała nawet palcem, gdzie mam iść – opowiadała potem dziewczynka. – Po lewej stronie Starej Skały schyliłam się we wskazanym miejscu i wydrążyłam dołek w suchej ziemi. Trzy razy wylewałam wodę, bo taka była brudna. Za czwartym razem mogłam się już napić... Woda tryskała z każdym dniem coraz silniejszym strumieniem. Cudowne źródło odkryte przez Bernadetę nigdy nie wyschło.

Polecenie

Nie tylko policja, ale nawet biskup wyraźnie zabronił spotkań przy grocie Massabielle. Proboszcz Lourdes martwił się. Biskup zakazał, a coraz więcej ludzi tam przychodzi, słuchają Bernadety, a nie jego. – Co robić? – zastanawiał się. Odpowiedź przyszła z groty. Bernadeta jak zwykle poszła tam rano. Tym razem Piękna Pani miała dla niej polecenie: „Idź i powiedz kapłanom, żeby przychodzili tu z procesją i wybudowali kaplicę”. Bernadeta poszła do proboszcza razem z dwiema ciotkami. „Nie chcę nawet o tym słyszeć!” – grzmiał zdenerwowany ksiądz, który nawet nie wysłuchał do końca. Wystraszona Bernadeta zapomniała powiedzieć o kaplicy. Wieczorem wróciła. Tym razem ksiądz słuchał spokojnie i poprosił, by zapytała o imię Pięknej Pani. Tymczasem podczas kolejnego spotkania Pani znów mówiła o kaplicy. – Księże proboszczu, Pani nadal chce kaplicę, choćby małą. – A spytałaś, jak się nazywa? – zapytał ksiądz. – Tak, ale Ona tylko się uśmiechała. – Żartuje sobie z ciebie – odpowiedział proboszcz. – Niech wyjawi swe imię i sprawi, żeby w grocie zakwitł krzak róży. Wtedy zbudujemy Jej dużą kaplicę.

Imię

W ostatni piętnasty dzień spotkań Bernadety z Piękną Panią przed grotą zebrało się już kilka tysięcy ludzi. Przyszli z całej okolicy. Czekali na cud. To miał być wielki dzień. A Pani… nawet słowa nie powiedziała. Bernadeta postanowiła, że więcej do groty nie pójdzie. Zaczęła chodzić do szkoły, przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. Pewnej nocy, a było to w święto Zwiastowania, nagle poczuła, że powinna pójść do Massabielle. Pani już na nią czekała. – Kim jesteś, Piękna Pani? – zapytała Bernadeta. Pani uśmiechnęła się i... milczała. Dziewczynka zapytała kolejny raz. Po czwartym pytaniu Pani podniosła oczy, złożyła dłonie na piersiach i powiedziała: „QUE SOY ERA IMMACULATA COUNCEPCIOU” (Jestem Niepokalane Poczęcie). W tej samej chwili przy grocie zakwitł krzak róży. Bernadeta nie rozumiała tego określenia. Szybko pobiegła do proboszcza, powtarzając w drodze słowa usłyszane w grocie. Ksiądz zamarł. Wiedział, co to znaczy. Cztery lata temu, w 1854 roku, papież Pius IX powiedział tak o Matce Bożej. – Tylko Ona – pomyślał ksiądz – mogła nazwać siebie „Niepokalane Poczęcie”. Proboszcz usłyszał imię Pięknej Pani i dostał znak.

Cuda

Do Lourdes każdego roku przybywają pielgrzymki z całego świata. Ludzie wypraszają tu zdrowie ciała i duszy. Wśród nich chorzy, kalecy na wózkach, o kulach, na noszach modlą się i z wiarą zanurzają się w wodzie, której źródło na polecenie Maryi odgrzebała Bernadeta. W ciągu 150 lat 66 uzdrowień uznano za cuda. Pewnego dnia do Lourdes przyjechał włoski lekarz Agostino Gemelli, zainteresowany uzdrowieniami, o których przeczytał w gazetach. Nie wierzył, że nie można ich naukowo wyjaśnić. Kiedy podszedł do groty, by przyjrzeć się chorym, poczuł, że najpierw musi natychmiast pójść do spowiedzi. A potem... wyjechał z Lourdes i… wstąpił do franciszkanów. Wszystko, co miał, przeznaczył na budowę kliniki w Rzymie, zwanej dzisiaj kliniką Gemelli. Tej samej, w której kilka razy leczono Ojca Świętego Jana Pawła II. A Justin, chłopiec cudownie uzdrowiony z paraliżu, któremu dawano najwyżej dwa lata życia, żył jeszcze bardzo długo. Doczekał późnej starości. Lekarze nie umieli tego wytłumaczyć. Gdy miał 77 lat, był honorowym gościem uroczystej Mszy Świętej, podczas której papież Pius XI ogłosił, że Bernadeta, której ukazywała się Piękna Pani w grocie Massabielle, jest świętą.

« 1 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Slotkakotka
    ostatnia aktywność: 06.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 3
    AnnaŻ
    ostatnia aktywność: 03.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 4
    KociaAnia
    ostatnia aktywność: 24.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 26
  • 5
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 26.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 10