nasze media Najnowszy numer MGN 01/2019

Przemysław Barszcz

dodane 23.05.2018 11:48

Szogun, piraci i japońska misja

Zamiast na wschód, popłynął na zachód. Banda piratów uprowadziła statek. Przełożony powiedział: nie! Zakonnik nie rezygnował. Był głęboko przekonany, że jest narzędziem w rękach Boga.

Gdyby szukać przeciwieństwa biblijnego Jonasza, byłby nim Wojciech Męciński. Jonasz robił wszystko, by nie dotrzeć do Niniwy, gdzie na polecenie Boga miał nawracać ludzi. Wsiadł nawet na statek płynący w przeciwnym kierunku! A gdy rozpętała się burza, wpadł do morza i połknęła go ryba. Niniwą Wojciecha Męcińskiego była Japonia. On robił wszystko, by tam dotrzeć, choć wiele trudności spotykał na swej drodze. Siedemnastowieczny jezuita chciał w Japonii głosić Dobrą Nowinę, pomimo że mogła go tam spotkać śmierć. Historia Męcińskiego kończy się torturami, śmiercią i… porażką. Ale tylko pozornie. W rzeczywistości to historia podwójnego tryumfu.

Do Japonii przez Brazylię

Wszystko zaczęło się na statku do Indii, które były obowiązkowym punktem na drodze w głąb Azji. Żaglowiec, którym podróżował młody polski zakonnik, zamiast płynąć na wschód, zabłądził na morzu i popłynął na zachód, wprost do… Brazylii. Taka przeciwność na drodze do ewangelizacji Japonii kosztowała Męcińskiego trzy lata. Tyle trwały powrót do Europy, czekanie na kolejny transport i w końcu nowa podróż przez Atlantyk i Ocean Indyjski do Goa. W Goa jezuita pracował w szpitalach, leczył ludzi. Tytułowano go Albertus de Polonia. I choć to nowe imię wydaje się dziwne, tak naprawdę jest oczywiste. Bo kto z Hindusów wymówiłby słowo „Wojciech”? A „Męciński”? Jeszcze gorzej. Natomiast łacińskiego imienia Albert często używano jako zamiennika imienia Wojciech. Tak więc Albertus de Polonia (z Polski) był w Azji, ale od upragnionej Japonii dzieliło go jeszcze wiele przygód.

Porwany przez piratów

Z Indii wyruszył do Wietnamu, potem do Malakki (obecna Malezja), Makau w Chinach – był coraz bliżej celu. Wszędzie leczył i ewangelizował, by w końcu dostać się na statek płynący do Japonii z nadzieją, że jego przeznaczenie jest tuż-tuż. Tymczasem żaglowiec… porwali Holendrzy i polski jezuita wylądował na Tajwanie. Azjatyckimi morzami władali wtedy Holendrzy. Zarówno oficjalnie, jak i nieoficjalnie – przez bandy piratów. To właśnie piracka załoga uprowadziła statek, na którym podróżował Męciński i skazała na przymusowy pobyt na wyspie u brzegów Chin. On jednak wiedząc, że oddala się od upragnionego celu, w jednym z portów zbiegł porywaczom!

Zakaz wjazdu

Powrócił do chińskiego Makau, miasta portowego, które było wrotami do upragnionego Kraju Kwitnącej Wiśni. Japońskie wyspy otoczone wodami mórz i oceanu nie należały do łatwo dostępnych, a mieszkańcy nie byli otwarci na świat. Gdy polski zakonnik z Dobrą Nowiną próbował dotrzeć do Japonii, drogę torowali mu hiszpańscy misjonarze, z Franciszkiem Ksawerym, późniejszym wielkim świętym, na czele. Niestety, dobry czas na ewangelizację skończył się dość szybko i gdy Męciński był już blisko japońskich wysp, wprowadzono zakaz głoszenia Chrystusa pod karą śmierci. Co więcej, cudzoziemcom nie wolno było przebywać na terenie kraju. Holendrzy mogli utrzymywać z Japonią bardzo ograniczone kontakty handlowe za cenę wyrzeczenia się wiary, a chrześcijańskich misjonarzy torturowano i prześladowano. Czy to zniechęciło Polaka? Męciński nie dał się zastraszyć. Był głęboko przekonany, że jest narzędziem w rękach Boga. Tym razem jednak przełożony zabronił mu jechać do kraju samurajów i wysłał zakonnika do Kambodży.

Spełnione powołanie

W końcu pozwolenie na wyjazd Polaka do Japonii wydano, i to w czasie najgorszych prześladowań. Szogun Iemitsu Tokugawa, władca Japonii, kazał zabić tysiące chrześcijan. Jeden z zakonników podczas tortur wyparł się wiary. Japoński Kościół koniecznie potrzebował wzmocnienia. Wreszcie spełniało się powołanie polskiego kapłana! Jak jednak dostać się do kraju, gdzie cudzoziemcy nie mogą przebywać, a Europejczycy są szczególnie źle widziani? Fantazja nie opuszczała jezuity. Postanowił przebrać się w chińskie szaty. Jego pobyt w Japonii nie skończył się na opowiadaniu o Jezusie. Męciński swoim życiem musiał zaświadczyć, w Kogo wierzy. Jezuici zostali złapani przez wojska szoguna i 21 sierpnia 1642 roku przewiezieni do stolicy Nagasaki. Tam Męcińskiego torturowano niewyobrażalnie przez kilkaset dni. Siedem ostatnich dni wisiał głową w dół, przytapiany nieczystościami. Zmarł w Nagasaki 23 marca 1643 roku. Męczeńska śmierć Wojciecha okazała się jednak zwycięstwem. Dzieło rozpoczęte przez Albertusa de Polonia dokończył Maksymilian Maria Kolbe, który podobnie jak Męciński chciał ewangelizować Japonię. Do dziś w Nagasaki, mieście męczeństwa Wojciecha Męcińskiego i wielu innych chrześcijan, istnieje klasztor założony przez św. Maksymiliana,

« 1 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Mikotka
    ostatnia aktywność: Dziś 15:51
    łączna liczba komentarzy: 22
  • 2
    minialo
    ostatnia aktywność: 14.12.2018
    łączna liczba komentarzy: 5
  • 4
    AnnaŻ
    ostatnia aktywność: 03.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 5
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 26.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 10