nasze media Najnowszy numer MGN 07-08/2018

Edward Kabiesz

|

MGN 09/2013

dodane 12.12.2013 10:01

Tak jak cristeros

– Czy oddałbym życie za wiarę? Tak jak José, którego zagrałem w „Cristiadzie”? – zastanawiał się odtwórca roli błogosławionego.

K iedy Mauricio Kuri zagrał w „Cristiadzie”, miał czternaście lat. Tyle co José Sánchez del Rio, postać, w którą się wcielił. Był to jego debiut w roli pierwszoplanowej i od razu w towarzystwie wielkich filmowych gwiazd: Andy’ego Garcii i Petera O’Toole. – Wiele się od nich nauczyłem – podkreśla. – Wiedzieli tyle rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Podpowiadali, jak grać. Ale rozmawiali też ze mną o swoim życiu. To było wspaniałe.

Tak jak José

Mauricio Kuri jest Meksykaninem. Urodził się w 1997 roku w katolickiej rodzinie. Po raz pierwszy wystąpił w filmie w 2011 roku. Wtedy grał postać drugoplanową. Kiedy otrzymał propozycję zagrania José, zaczął szukać informacji o młodym męczenniku, który oddał życie za Chrystusa. Dokładnie przeczytał jego biografię. Mauricio jak na swój wiek jest chłopcem niezwykle dojrzałym. Nie boi się kamery, wywiadów. Po premierze „Cristiady” chętnie opowiadał o pracy na planie, swojej wierze i o tym, co szczególnie zainteresowało go w postaci jego bohatera. Zawsze podkreśla, że jest katolikiem. „To, że zagrałem w tym filmie, jeszcze bardziej związało mnie z moją religią – mówił młody aktor w wywiadzie dla „Catholic Online”. – Pytałem siebie, czy gdybym żył w tamtych czasach, postąpiłbym tak samo. Czy gdybym żył w czasach cristiady, oddałbym życie za Chrystusa? I stwierdziłem, że chyba nie. Ale później coraz więcej czytałem o José, mam też swojego przewodnika duchowego, i ostatecznie doszedłem do wniosku, że chyba zrobiłbym to samo co on. Bo bronić swoich przekonań to najwspanialsza rzecz, jaką można zrobić. Na początku José to przecież tylko mały łobuziak, który nawet robi kawały księdzu w parafii. Ale potem widzimy jego przemianę. I w końcu on zostaje męczennikiem cristeros.

Wzór na życie

Mauricio zawsze nosi na szyi medalik z podobizną bł. José Sancheza. Ten młody człowiek – jego rówieśnik – stał się dla niego wzorem. – Również dzisiaj trzeba bronić swojej wiary – mówi aktor. – W filmie pada zdanie, które bardzo mi się podoba. Wypowiada je Peter O’Toole: „Kim jesteś, jeśli nie bronisz tego, w co wierzysz”. – Można wierzyć w gwiazdy – dodaje Mauricio. – Można być naukowcem, można mieć różne ideały. Każdy ma inne spojrzenie na świat. Ale swoich ideałów bronić trzeba. Trzeba o nie walczyć. I o to chyba chodzi głównie w filmie. Dzisiaj też możemy być cristeros. Jeśli potrafisz powiedzieć z mocą: „Jestem katolikiem i nie wstydzę się tego”, jeżeli jesteś z tego dumny, to jesteś wspaniałym człowiekiem. Mauricio Kuri nie ma wątpliwości, Komu zawdzięcza wszystko, co mu się w życiu zdarzyło. Również to, że zagrał właśnie w tym filmie. – Codziennie dziękuję Bogu za to, co dla mnie robi – mówi. – Zawdzięczam Mu wszystko.

Powstanie cristeros

W roku 1917 lewicowe, antykościelne władze Meksyku uchwaliły konstytucję dyskryminującą katolików. Zabroniono nabożeństw poza świątyniami (np. procesji). Księży pozbawiono praw wyborczych i zakazano im chodzenia po ulicach w sutannach. Kościołowi odbierano szkoły i inne nieruchomości. W 1924 roku, gdy prezydentem został znany z chorobliwej wrogości do Kościoła Plutarco Calles, wprowadzono dodatkowe ustawy antykościelne, które miały całkowicie zlikwidować Kościół katolicki w Meksyku. Zabroniono istnienia wszelkich wspólnot religijnych, a potem nakazano nawet, by kapłanami byli wyłącznie mężczyźni żonaci. Jednocześnie próbowano stworzyć Katolicki Kościół Meksykański, który miał zerwać łączność z Watykanem i zastąpić Kościół Rzymskokatolicki. Katolicy sprzeciwiali się walce z Kościołem, ale antyklerykałowie dyktatorzy nie pozwalali na wolne wybory. Stało się więc oczywiste, że pozostała tylko walka. Powstanie tzw. cristeros (chrystusowców) wybuchło w roku 1926. Po trzech latach zawarto ugodę i władze wycofały się z najbardziej drastycznych ustaw wprowadzonych przez Plutarco Callesa. Jednak konstytucja wciąż obowiązywała i Kościół w Meksyku był dyskryminowany aż do lat 90. XX wieku. W szeregach armii powstańczej walczyło nawet 50 tysięcy ludzi, w armii rządowej 70 tysięcy. Ocenia się, że podczas powstania zginęło około 250 tysięcy ludzi, w większości ludności cywilnej popierającej powstanie.

« 1 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Slotkakotka
    ostatnia aktywność: 06.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 3
    AnnaŻ
    ostatnia aktywność: 03.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 4
    KociaAnia
    ostatnia aktywność: 24.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 26
  • 5
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 26.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 10