nasze media Najnowszy numer MGN 11/2020

Franciszek Kucharczak

|

MGN 11/2003

dodane 12.04.2012 00:06

70 lat nocy

Trwała pierwsza wojna światowa. W czwartym roku masakry papież Benedykt XV zaczął błagać Matkę Boską o jakiś znak nadziei. Dziesięć dni później Maryja objawiła się pastuszkom w Fatimie.

 Dzieci usłyszały z ust „Pani” prośbę do wszystkich ludzi o modlitwę. – Jeśli wysłuchane zostaną moje prośby, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeśli nie, rozprowadzi ona swe błędy po całym świecie – ostrzegła.

Była noc z 6 na 7 listopada 1917 roku. W Piotrogrodzie, stolicy Rosji wszystko wyglądało zwyczajnie. Świeciły neony, tramwaje zgrzytały na zakrętach, restauracje rozbrzmiewały gwarem ucztujących tłumów. Panował chłód, w powietrzu czuło się powiew nadchodzącej zimy.

MY WAS USZCZĘŚLIWIMY
Dochodziła już północ, kiedy dwaj mężczyźni otuleni w płaszcze przemykali się pustą ulicą. Nagle zza rogu wyjechali na koniach dwaj uzbrojeni kozacy. Widząc podejrzanych przechodniów, chcieli ich aresztować. Jeden z mężczyzn zatoczył się, udając pijanego, a drugi korzystając z nieuwagi kozaków umknął w najbliższą bramę. Gdyby mu się to nie udało, być może losy świata potoczyłyby się inaczej. Ten człowiek nazywał się Włodzimierz Iljicz Lenin. Był przywódcą bolszewików, ludzi, którzy chcieli zdobyć władzę w Rosji, a potem gdzie tylko się da. – Chłopi! Rozdamy wam ziemię! – wołali bolszewicy. Obiecywali, że fabryki odbiorą dotychczasowym właścicielom, a właścicielami uczynią robotników. Rozpowiadali wszędzie, że wprowadzą komunizm, czyli rządy prawdziwej sprawiedliwości, gdzie każdy dostanie to, czego potrzebuje, gdzie wszyscy będą równi, a dobrobyt błyskawicznie będzie wzrastał. Słuchali tego ludzie znękani trwającą wojną. Ich synowie walczyli i ginęli na frontach, a oni sami głodowali. Bali się o swoje rodziny, zwłaszcza że nadchodziła zima.

Obietnice bolszewików dawały im nadzieję, więc wielu zdecydowało się ich poprzeć. Poparli ich też zbuntowani żołnierze. Tej nocy miał nastąpić atak na budynki rządowe. Znakiem rozpoczęcia rewolucji miał być sygnał nadany czerwoną lampą z twierdzy Pietropawłowskiej. Ale bolszewicki komendant nie mógł nigdzie znaleźć czerwonej lampy. W końcu zdenerwował się i kazał wystrzelić z dział w stronę Pałacu Zimowego, gdzie siedzieli ministrowie legalnego rządu. Pociski spadły pół kilometra dalej. Teraz wystrzeliły też działa „Aurory”, stojącego w porcie krążownika ze zbuntowaną załogą. Ale „Aurora” nie miała ostrej amunicji i strzelała ślepakami. Mimo wszystko sygnał do szturmu został dany. Tysiące czerwonogwardzistów – bo tak się nazwali zbrojni rewolucjoniści – z wrzaskiem wpadło do dawnego carskiego pałacu. Prawie nikt się nie bronił, bo chroniąca budynek załoga ulotniła się zawczasu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 4
    kawa
  • 5
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44

Najwyżej docenione