nasze media MGN 10/2020

Gabriela Szulik

|

MGN 01/2003

dodane 04.04.2012 15:06

Dwa prezenty z nieba

Terenia - rozkoszne, beztroskie dziecko zmieniło się w przewrażliwioną nastolatkę. Beksę płaczącą z byle powodu. Ale w Boże Narodzenie stał się cud. Teresa dostała prezent, jakiego się nie spodziewała.

Zachłanne dziecko
Pewnej lipcowej niedzieli w kościele wysunął się Teresie z książeczki obrazek Jezusa na krzyżu. Tyle razy go widziała. Ale tego dnia jeszcze wyraźniej zobaczyła krew spływającą z rąk Chrystusa i spadającą na ziemię. Dlaczego nikogo to nie wzrusza, myślała Teresa. Ludzie już się do tego przyzwyczaili. Zrobiło jej się bardzo smutno. Zabrzmiało w niej Jezusowe: „Pragnę” i potem ciągle je słyszała. Tak bardzo chciała pomóc w ratowaniu dusz. Największym marzeniem Teresy stało się zdobywanie dusz dla Jezusa. Najlepiej, gdyby udało się uratować wszystkie. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, któregoś dnia Leonia przyniosła młodszym siostrom koszyk pełen sukienek i lalek. Dziewczynki miały sobie coś wybrać. Teresa nie namyślała się długo. Chwyciła cały koszyk i krzyknęła: „Ja wybieram wszystko”. Ten drobny szczegół z dzieciństwa jest streszczeniem jej życia. Jezus wypełniał wszystkie jej szczere pragnienia. Zresztą sama kiedyś powiedziała, że Bóg nie daje marzeń, których nie chciałby spełnić.

Spełnione marzenie
Teresa zawsze chciała mieć brata, który zostałby księdzem, a jeszcze lepiej misjonarzem. Wprawdzie miała dwóch braci, ale obaj umarli kilka miesięcy po urodzeniu. Wydawało się, że jej marzenie już nigdy się nie spełni. Stało się jednak inaczej. Kiedy miała 22 lata, otrzymała brata. Był to kolejny prezent od Pana Boga. Był nim Maurycy Belliere, przyszły misjonarz. Jak to się stało? Siostry karmelitanki mają zwyczaj modlić się za powierzonych sobie księży. Podobnie było w Karmelu w Lisieux. Któregoś dnia matka Agnieszka, przeorysza klasztoru, zawołała do siebie siostrę Teresę i poleciła modlić się za kleryka Maurycego. Teresa była w siódmym niebie. – Od lat nie przeżywałam podobnego szczęścia – opowiadała potem. Kleryk Maurycy nawet nie domyślał się, jak poważnie siostra Teresa potraktowała swoje zobowiązanie. Od razu ułożyła długą modlitwę i codziennie modliła się za przyszłego księdza. Poza tym postanowiła ofiarować za niego wszystkie drobne umartwienia. Na przykład siedząc, nie opierała się plecami lub nie krzyżowała nóg, choć tak było wygodniej. Zimą nie rozcierała zmarzniętych rąk, choć chłód bardzo jej dokuczał. Była posłuszna każdej siostrze, która potrzebowała pomocy. Gdy ktoś pożyczył książkę, którą właśnie czytała, nie upominała się o nią. Unikała ciekawości. Nigdy nie patrzyła na zegar podczas modlitwy. Jeśli nie musiała czegoś wiedzieć, nie pytała. W tajemnicy przed siostrami składała równiutko ich płaszcze zakonne. Niby to drobiazgi, ale Teresa wierzyła, że nawet najmniejsze dobro pomoże zdobywać misjonarzowi nowe dusze dla Chrystusa.

W Chinach po śmierci
Kilka miesięcy później Teresa dostała drugiego brata. Był nim Adolf Roulland, również misjonarz. Początkowo Teresa tłumaczyła, że może to dla niej za dużo, ale tak naprawdę bardzo się cieszyła, że będzie mogła pomagać drugiemu księdzu. Po święceniach ksiądz Adolf odprawił w kaplicy sióstr jedną ze swoich pierwszych mszy. Wtedy Teresa mogła z nim porozmawiać. Obiecała, że nigdy o nim nie zapomni. Powiedziała jeszcze, że jeżeli umrze i pójdzie do nieba, poprosi Jezusa, by pozwolił jej odwiedzić go w Chinach. Ksiądz Adolf wybierał się tam do pracy misyjnej. Teresa powiesiła nawet na ścianie mapę Chin, by śledzić drogę nowego brata. Stale też utrzymywała kontakt listowny ze swoimi drogimi braciszkami, jak ich nazywała.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 2
    kawa
  • 3
    Mikotka
    ostatnia aktywność: 03.04.2020
    łączna liczba komentarzy: 44
  • 4
    Nacixxx
    ostatnia aktywność: 28.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 7
  • 5
    kociaczek

Najwyżej docenione