nasze media Najnowszy numer MGN 10/2022

Katarzyna Migdoł-Rogóż

|

MGN 04/2005

dodane 22.03.2012 00:22

Niesprawiedliwy wyrok

O włos od medalu i tytułu mistrzowskiego byli Robert Korzeniowski, Marcin Horbacz i Vanderlei de Lima. Dlaczego nie stanęli na najwyższym podium?

CHODZIARZ SCHODZIARZ

Niesprawiedliwy wyrok   Robert Korzeniowski fot. PRZEMEK WIERZCHOWSKI / PAP Chodziarz popełnia błąd, jeśli choć na ułamek sekundy oderwie jednocześnie obydwie stopy od ziemi. Sędziowie natychmiast usuwają go z trasy. Dla widza to prawie niedostrzegalne. Stąd pomyłek w werdyktach sędziowskich i związanych z tym tragedii co niemiara. Droga Roberta Korzeniowskiego na sportowy Olimp była pełna takich dramatów.

Czerwone kartki
Jest rok 1992. Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Robert Korzeniowski zbliża się do stadionu. Srebrny medal na 50 kilometrów ma właściwie w kieszeni. W bramie stadionu niespodzianka. Staje przed nim sędzia i... pokazuje czerwoną kartkę. Dyskwalifikacja. – Krok Polaka jest nieprawidłowy – taka zapadła decyzja. Ta sama sytuacja powtórzyła się rok później, podczas mistrzostw świata w Stuttgarcie. Sędziowie zdyskwalifikowali go trzy kilometry przed metą. – Krytykowali mnie wtedy wszyscy – wspomina Robert Korzeniowski. – Pojawiło się nawet wtedy wredne przezwisko: „Chodziarz schodziarz”. Gdybym miał wówczas pomysł na inne życie, rzuciłbym to wszystko. Ale nie miałem.

Dobry strój
Siedem lat później, podczas mistrzostw świata w Sewilli, sędziowie podjęli identyczną decyzję. Na kolejnych zawodach dziennikarze sportowi zakładali się, na którym okrążeniu znowu zdyskwalifikują Korzeniowskiego. Pasmo sportowych nieszczęść nie złamało jednak wielkiego mistrza. – Jeżeli ktoś ponosi porażkę i ulega goryczy, znaczy, że nadal przegrywa. Nie chciałem czuć się pokonany – opowiada Robert Korzeniowski. Nie mówił o spisku, nie uważał się za pokrzywdzonego. Niesłuszne dyskwalifikacje nie zniechęciły go do pracy. Uparcie pokazywał, że warto na niego stawiać. Nawet w najgorszych chwilach nie złościł się, nie zamykał w sobie. I... coraz rzadziej dostawał czerwone kartki. Wychodził na start standardowo ubrany. – Sędziów nie można drażnić swoim wyglądem – żartował. Opłaciło się.

Na Olimp marsz
Teraz nikt nie ośmiela się zdyskwalifikować Roberta Korzeniowskiego. To jego styl jest uważany za wzorcowy. – Zawsze wierzyłem w sprawiedliwość – mówi mistrz. – Nie tylko w sporcie, ale w życiu też. Jeśli nie tu i teraz, to jej działanie jest jedynie odłożone w czasie. Ta wiara pomogła mu stawać na najwyższym podium wielokrotnie. Jest jedynym polskim lekkoatletą, któremu udało się zdobyć złote medale w trzech najważniejszych dla sportowca imprezach. Podczas Igrzysk Olimpijskich, Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy. Mało tego, po wszystkie trofea Robert Korzeniowski sięgał rok po roku, i to w jednej konkurencji. Swoją piękną karierę sportową zakończył złotym medalem olimpijskim podczas igrzysk w Atenach, w 2004 roku. Tak jak sobie wymarzył, obronił tytuł mistrza i zdobył wzgórze Akropolu ze złotym medalem na szyi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Anonymous
  • 2
    Alex
  • 3
    maryniakopec
    ostatnia aktywność: 07.01.2020
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 4
    gr3
  • 5
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.09.2019
    łączna liczba komentarzy: 113

Najwyżej docenione