nasze media Mały Gość 6/2026

Wasz Franek fałszerz

|

Mały Gość 6/2026

dodane 21.05.2026 12:00

Przemijalność laurów

Znacie to? „Trzeba z żywymi naprzód iść,/ Po życie sięgać nowe,/ A nie w uwiędłych laurów liść/ Z uporem stroić głowę”.

To w 1877 roku napisał Adam Asnyk, taki polski poeta. Z kolei w 1889 roku coś podobnego namalował Edmund Blair Leighton, taki brytyjski malarz. Ale czemu o tym piszę? Otóż w obu przypadkach, i w wierszu, i w obrazie, mamy laury – i w obu uwiędłe. To znaczy na obrazie jeden wieniec laurowy jest uwiędły, a drugi świeży. I w tym tkwi sedno tego malowidła. Widzimy na nim dwóch harfiarzy. Jeden – młodszy, gra i przysłuchują się mu dworzanie, a nawet para królewska (to znaczy król i jego żona, a nie wydychane przez króla powietrze). Ten grający ma na głowie świeży wieniec, co znaczy, że jest mistrzem aktualnym. Natomiast drugi harfiarz – starszy, ma wieniec nieaktualny. On nie gra, a zamiast tego wspomina, jak przysłuchiwali mu się dworzanie, a nawet para królewska. Jest klapnięty jak ten laur na jego głowie. Radosny jak miś polarny na Saharze. Trudno żeby było inaczej, skoro chłop nie żyje chwilą obecną, tylko minioną. A to dość głupie, bo od wzdychania za przeszłością ta nie wróci, a za to teraźniejszość się zmarnuje, co zaszkodzi przyszłości.

Pewnie jego koncerty kiedyś były zachwycające, ale teraz mają dość istotną wadę: były. Czyli już ich nie ma. Więc nie ma sensu nad tym płakać, tylko „z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe”.

Powiecie może: A po jakie życie ma sięgać ten stary harfiarz? Przecież on już tak dobrze jak kiedyś nie zagra. No może nie zagra, ale kto mówi, że on ma grać na harfie? Może niech gra w szachy? Albo niech robi cokolwiek, byle nie siedział i w uwiędłych laurów liść z uporem stroił głowę. To po prostu strata czasu, a zysku żadnego.

Ale niech będzie, że ten starszy pan, powiedzmy, niedługo umrze. I chyba się nawet do tego szykuje, o czym może świadczyć fakt, że usadowił się on na stopniach prowadzących do wody, tak jakby czekał na łódź „przewoźnika” do zaświatów. I w zasadzie o to w tym obrazie chodzi: że człowiek jest młody, piękny i podziwiany, potem piękny i podziwiany, potem robi sobie lifting i próbuje utrzymać poziom podziwu, aż wreszcie okazuje się, że szkoda było płacić za ten lifting, bo w trumnie to on się za bardzo nie przydaje. Krótko mówiąc: każda ziemska kariera kończy się najpóźniej razem z życiem, ale zazwyczaj wcześniej. I to jest oczywiście z ziemskiej perspektywy dosyć smutne, ale ziemska perspektywa nie jest najlepsza. Dużo lepiej widać z nieba – i chodzi o to, żeby się tam dostać. To jest życie, po które warto sięgać cały czas. Kto tak robi, nie przejmuje się stanem laurów, bo zajmuje się tym, co może i powinien zrobić, a nie tym, co zrobił.

No dobra. Edmund Blair Leighton, czyli autor tego obrazu, bardzo lubił tematykę średniowiecza i renesansu. Jest mnóstwo jego obrazów przedstawiających wydarzenia tamtych epok w scenerii zębatych murów, zamkowych bram i baszt, często we wnętrzach romańskich i gotyckich budowli. Sporo tam romantycznych scen z rycerzami i damami ich serc, a także takich, które są jakby zatrzymanymi kadrami z filmów historycznych. Leighton malował bardzo precyzyjnie, dbając o szczegóły, ale też próbując samą treścią obrazów wzbudzić ciekawość oglądających i skłonić ich do kombinowania, o co tam chodzi. A ja Wam powiedziałem, hehe. No, wystarczy tego. Szukajcie fałszerstw, których tym razem jest osiem.

Miłego wszystkiego, smoki moje!