dodane 23.04.2026 12:00
Dziwna scena, prawda? Jakby spotkanie dwóch światów. Po lewej wszystko czyste i białe. Biała jest tkanina rozwieszona na zewnętrznej ścianie gotyckiego kościoła, białe jest okrycie stolika i podestu, i biały jest strój siedzącej młodej kobiety. Nawet stojące na stoliku róże są białe lub prawie białe.
Prawa strona obrazu jest zupełnie inna. Tam dominują barwy „brudne”, zbliżone do brązu i szarości, a postacią centralną tej części dzieła jest żebrak w łachmanach i w drewniakach na nogach. No po prostu nędzarz.
Normalnie byłoby tak, że ta pani wspomogłaby tego pana. Bo przecież jak żebrak, to wypada mu coś dać, nie? A tu niespodzianka! To żebrak chce ofiarować kobiecie w bieli trzymany w dłoni pieniążek. Sądząc po jego wyglądzie, to jest cały jego majątek. A kobieta… właśnie tego oczekuje! Zwróćcie uwagę na jej spoczywające na kolanach dłonie – są otwarte na przyjęcie datku.
– Przecież to jest wszystko na opak! – powiecie pewnie. No tak, to logiczne, że jałmużnę daje się potrzebującemu. Okej, ale skąd pewność, że potrzebą ubogiego zawsze jest otrzymać, a nigdy dać? Kojarzycie tę sytuację z Ewangelii, gdy ludzie wrzucali datki na świątynię? Uboga wdowa wrzuciła jeden grosz, a Jezus powiedział uczniom, że ona dała najwięcej, bo to było wszystko, co miała na swoje utrzymanie. Z pewnością ta wdowa złożyła swój datek w zaufaniu, że Pan Bóg jakoś się nią zaopiekuje. Skoro Pan Jezus pochwalił taką postawę, to znaczy, że nie było to nierozsądne – to było właściwe, bo wynikało ze szczerej wiary. Odpowiedzią Boga na takie gesty jest deszcz łask – i z pewnością uboga wdowa jeszcze tego samego dnia przekonała się, że gdy człowiek troszczy się o sprawy Boże, to Bóg zatroszczy się o sprawy człowieka.
Coś takiego mamy w tym obrazie. Tu jest wiele symboli. Spojrzenia obojga bohaterów obrazu nie spotykają się. Żebrak spogląda przed siebie, a nie bezpośrednio na kobietę ani na dawany pieniążek, co podkreśla jego bezinteresowność. Daje bez proszenia o wzajemność. Młoda kobieta też patrzy w dal, a nie na dawcę. Dlaczego? Otóż można przyjąć, że kobieta symbolizuje Kościół. Dlatego wygląda jak panna młoda – jest „oblubienicą Chrystusa”. Ona nie sprawdza, kim jest dawca, bo nie ocenia ludzi po wyglądzie. Liczy się serce, a nie ofiarowana kwota.
Obraz miał przypominać, że jałmużna to nie jest dawanie tego, co zbywa, ale akt wiary, który otwiera na łaskę Bożą. Podobne tematy u autora, czyli Jeana-Eugène'a Bulanda, były dość częste. Malował realistycznie, chętnie przy tym posługiwał się symbolami, czego to płótno jest wybitnym przykładem.
Przy jego obrazach człowiek często się zatrzymuje, bo przykuwają uwagę. Jest w nich jakaś myśl, zagadka, czasem coś zaskakującego i dającego do myślenia. A myślenie ma przyszłość – więc warto oglądać obrazy Bulanda. Do czego zachęcam. Zachęcam też do poszukiwania fałszerstw, których w tym obrazie jest siedem. Powodzenia!
| ADRES: | KONTAKT: |
|
Mały Gość Niedzielny |
redakcja@malygosc.pl
|