dodane 22.01.2026 09:37
Temat obrazów w malarstwie nie jest zazwyczaj sprawą ważną. Obraz ma być namalowany świetnie, a co przedstawia, to mało istotne. Pejzaż czy portret, scena sądu ostatecznego czy rejonowego – wszystko jedno, byle rzucał na kolana. Temat może jednak mieć pewne znaczenie w przypadku obrazów o tematyce historycznej.
Nie jest to jednak znaczenie, rzekłbym, artystyczne, tylko – znowu rzekłbym – patriotyczne. Dla Polaków, na przykład, bardzo cenne są dzieła Jana Matejki, bo one „pokrzepiały serca” w czasie zaborów. Pokazywały wielkie chwile naszej historii, przypominały, jak wspaniałym państwem była Polska. No i trzeba przyznać, że mistrz Jan po prostu świetnie malował.
Coś podobnego można powiedzieć o malarstwie Václava Brožíka. On żył w tym samym czasie co Matejko i też malował ku pokrzepieniu serc, ale nie polskich, tylko czeskich. Czesi też mieli problemy z niepodległością swojego państwa, i to dłużej niż my. Byli mocno zgermanizowani, ale w XIX wieku obudził się w nich duch narodowy. Zaczęli na nowo mówić po czesku, pisać książki po czesku, no i malować… no, nie po czesku, ale na temat czeskiej kultury i historii. Jednym z najlepszych malarzy Austro-Węgier (bo do tego państwa należały wtedy Czechy) był obok Alfonsa Muchy właśnie Václav Brožík.
Obraz, który tu widzicie, przedstawia scenę z historii monarchii Habsburgów, którzy z Wiednia przez wieki rządzili także w Czechach. Dzieło to zamówił sam cesarz Franciszek Józef dla upamiętnienia zbliżającej się 50. rocznicy jego panowania w 1898 roku (10 lat później świętował jeszcze 60. rocznicę swoich rządów, a do 70. zabrakło mu dwóch lat).
Obraz pokazuje połączenie dynastii Jagiellonów i Habsburgów w 1515 roku przez zaręczyny dziesięcioletniego Ludwika Jagiellończyka, syna króla Czech Władysława Jagiellończyka, z o rok starszą Marią Habsburg, córką króla Hiszpanii Filipa i wnuczką cesarza Maksymiliana I. To miało być takie „małżeństwo strategiczne”. Władcy Austrii się w tym specjalizowali. Stąd wzięło się łacińskie zawołanie Bella gerant alii, tu, felix Austria, nube!, czyli: „Niech inni prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, zawieraj małżeństwa”. Dzieło to miało pokazywać pokojową politykę Austrii. Monumentalny obraz (4,30 m wysokości, 7,30 m szerokości) tak spodobał się cesarzowi, że nadał Brožíkowi tytuł szlachecki.
Akcja obrazu rozgrywa się w Katedrze św. Szczepana w Wiedniu. Maria Habsburg to oczywiście ta dziewczynka w centrum malowidła, a obok niej stoi jej przyszły mąż, Ludwik. Młodziutka narzeczona była świetnie wykształcona, mówiła po łacinie, po francusku, flamandzku i niemiecku, i trochę po węgiersku. Była muzykalna, grała na kilku instrumentach strunowych i klawiszowych. Strzelała z łuku i świetnie jeździła konno.
Rok później Ludwik został oficjalnie królem Czech i Węgier, ale w jego imieniu rządzili opiekunowie. Po kolejnych czterech latach, w 1521 roku, para się pobrała. Nawet przypadli sobie do gustu i zostali udanym małżeństwem, ale razem byli tylko pięć lat. W 1526 roku zaledwie 20-letni król z 25-tysięczną armią węgierską zagrodził drogę 80 tysiącom Turków i poległ w bitwie pod Mohaczem. Maria pozostała wdową i nie chciała już wyjść za mąż. Do końca życia chodziła w żałobnym stroju.
No cóż… Przykro trochę, ale w chwili, gdy młodzi się zaręczali, nikt tego nie wiedział. I dobrze. Lepiej cieszyć się tym, co jest, niż martwić się tym, co będzie, zwłaszcza że nigdy nie wiemy, co będzie i jak będzie. Dobrze jest za to wiedzieć, co było – a w tym pomaga malarstwo historyczne.
No to, drogie smoki, zachwycajcie się tym obrazem i szukajcie różnic – jest ich dziewięć.
| ADRES: | KONTAKT: |
|
Mały Gość Niedzielny |
redakcja@malygosc.pl
|