nasze media Najnowszy numer MGN 07-08/2020

Wasz Franek fałszerz

dodane 12.03.2020 13:02

Twarze dobra, twarze zła

O Boschu wszyscy słyszeli. Wiertarki, pralki, odkurzacze, takie rzeczy.

A o Hieronimie Boschu wszyscy słyszeli? Nie widzę, nie słyszę. Zresztą jak miałbym zobaczyć i usłyszeć, skoro siedzę przy biurku i stukam w klawiaturę. Ale w zasadzie to bez znaczenia, czy słyszeliście, bo i tak o nim opowiem. A malarz z niego był wyjątkowy. Jeszcze nie było narkotyków, a on malował, jakby były. I miał z tego same plusy: nie tracił kasy na prochy, nie uzależnił się i tym samym nie zmarnował sobie życia. Przeciwnie: zarobił na życie. Właściwie nie wiadomo, dlaczego on tak dziwnie malował. Niektórzy przypuszczają, że te jego wizje były skutkiem potężnego pożaru, jaki obserwował w wieku 13 lat. Ale czy to prawda? Ja obserwowałem debaty kandydatów przed wyborami, a maluję normalnie (w każdym razie tak mi się wydaje). Potem Hieronim się ożenił, ale to chyba nie był powód traumy. Tak czy owak jego malowanie wzbudzało zainteresowanie, a nawet uznanie. Nic dziwnego, bo Bosch warsztat malarski miał bardzo dobry. Tak prowadzić pędzel nie umie każdy, kto potrafi prowadzić samochód. Skąd takie porównanie? A nie wiem, jakoś tak. Ale dobrze, proszę wycieczki, przejdźmy do obrazu. Nie powiem, że to dzieło nadzwyczajne, bo Bosch innych nie tworzył. Ale to jest wyjątkowe choćby dlatego, że prawdopodobnie ostatnie. Skończył je w tym samym roku, w którym zmarł (byłoby niepokojące, gdyby malował jeszcze w kolejnych latach, prawda?). No więc to jest ostatnie, a zatem można powiedzieć, że najbardziej dojrzałe. A przy tym nie takie znowu dziwaczne, jak niektóre. Mamy tu właściwie same twarze, a twarze przecież w naturze występują. No może niekoniecznie aż takie, ale jednak. Poza niosącym belkę Jezusem (w centrum) i Weroniką (w lewym dolnym rogu) to wszyscy tam wyglądają jak aktorzy z horrorów. Za sam wygląd powinni dostać pięć lat. No, jeszcze przyzwoicie wygląda Szymon z Cyreny, podtrzymujący krzyż, ale widzimy tylko część jego zwróconej ku górze twarzy. Takie przedstawienie otaczającego Jezusa tłumu ma sens, bo wtedy wokół Zbawiciela rozszalało się zło, a te twarze obrazują wszystkie grzechy człowieka. Wyrażają zepsucie duszy, które odbija się też na ciele. I z tym wszystkim kontrastuje twarz Jezusa. Jego spokój wśród okropności przyciąga wzrok. Ma zamknięte oczy, tak jakby szalejący tłum nie był w stanie ugodzić Jego wnętrza. Powyżej na prawo od Jezusa widać tzw. dobrego łotra – to ten z siną twarzą i wywróconymi oczami. Coś do niego mówi człowiek w kapturze, może wypomina mu jego zbrodnie, choć pewnie sam nie lepszy. U dołu po prawej tzw. zły łotr. Do niego też zwracają się jacyś ludzie, ale w odróżnieniu od towarzysza niedoli ten się odszczekuje. Widać złość na jego twarzy, wygląda jakby warczał na tych, co z niego szydzą. Weronika, jedyna kobieta na obrazie, trzyma chustę z odbitym wizerunkiem Chrystusa. Na tym odbiciu Jezus ma otwarte oczy. Patrzy na widza, jakby chciał powiedzieć: „Pójdź za Mną – przez krzyż do zwycięstwa”. Wystarczy. Szukajcie fałszerstw. Siedmiu. Powodzenia. ▲ Chrystus dźwigający krzyż, 1516 r. Museum voor Schone Kunsten w Gandawie Hieronim Bosch, 1450–1516

Fałszerstwa ujawnione

Dziękuję za nadesłane odpowiedzi i tradycyjnie przystępuję do tradycyjnego losowania. Uwaga… jest! Nagrodę otrzymuje Ignacy Mączka z Nawojowej. Gratuluję!